logotype

BYŁEM SATANISTĄ. Świadectwo uwolnienia.

„Ja przyszedłem po to, aby oni mieli życie i mieli je w obfitości” ( J 10,10)

Diabeł zaczął wyrzucać mi, że obiecałem mu brak jakichkolwiek modlitw o uwolnienie i przez ponad godzinę, kiedy byłem sam w pokoju, kłóciłem się z nim- mówi Kuba. Kłótnia skończyła się manifestacją demona. Do pokoju weszła rodzina i po kilku godzinach szarpania i szamotań położyli wykończonego chłopaka na łóżku. I wtedy zdarzyła się niesamowita rzecz...

 

 

 

Kuba to miły i spokojny chłopak z mojej wspólnoty. Rozmodlony ewangelizator z którego oczu płynie niesamowita głębia. Rzec bym mogła, że jeszcze nie widziałam tak ogarniętego łaską młodego człowieka. Kto by pomyślał, że jeszcze kilka lat temu Kuba był na skraju przepaści.

 

W wieku piętnastu lat  zaczął fascynować się ciężką muzyką. Glany, koszulki z zespołami, podarte jeansy i dready na głowie. Typowy punk. - sposobem na życie był chaos, bunt i ostra zabawa. Czysta anarchia, która nie była wartościowym sposobem na życie, lecz ucieczką od rzeczywistości. Myślałem, że w ten sposób odnajdę prawdziwą miłość i wolność- mówi Kuba. Tak jak każdy młody człowiek potrzebował zainteresowania, akceptacji i miłości. Potrzebował tego, aby ktoś pokochał go takim, jakim jest. -Niestety, już wtedy moje stosunki z Bogiem były nie najlepsze. Odrzuciłem Jego istnienie, a do całego Kościoła czułem nienawiść i pogardę.- wspomina. Nagle na horyzoncie pojawiła się dziewczyna, którą Kuba obdarzył uczuciem. Jej stosunki z Bogiem nie były lepsze, z Kościołem też miała na bakier. Jednak wypełniała pustkę w sercu, którą Kuba nosił. Po jakimś czasie związek się rozwalił. Dziewczyna odeszła od Kuby. Od tamtej pory uczucie braku miłości i pustka w sercu powracało z jeszcze większą siłą niż wcześniej.

-Nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Poszedłem nawet do lasu z chęcią odebrania sobie życia.  Minąłem wtedy kościół i wydarzyła się zaskakująca rzecz. Ja, nienawidzący chrześcijan ateista wstąpiłem do kaplicy, upadłem na kolana i płacząc zacząłem się modlić. Jedyne co pamiętam z tej modlitwy to, że płakałem i modliłem się: „Boże, jeżeli istniejesz to przyjmij mnie do siebie”. Gdy skończyłem modlitwę, wstałem i poszedłem do lasu, który znajdował się nieopodal kościoła. Tam stanąłem na murku z łańcuchem na szyi, który był przyczepiony do gałęzi drzewa. Już zaczynałem przechylać się do przodu, kiedy nagle zadzwonił do mnie telefon. Dzwoniła koleżanka, która w tamtym czasie dzwoniła bardzo rzadko, prawie nigdy. Przez ten telefon udało jej się odwieść mnie od samobójstwa. Nawet przyszła do mnie myśl, że to musiało być działanie mojego Anioła Stróża, ale po chwili ją odrzuciłem.

Nowi znajomi

Kiedy zaczęły się wakacje Kuba włóczył się kilka tygodni bez celu. Pewnego dnia poznał Kasię, na którą wołał Kate i Justynę. Kasię szybko uznał za swoją przyjaciółkę. -Spotykaliśmy się w Pyskowicach, które leżą niedaleko mojego rodzinnego miasta Gliwic, w domu Kate. Widywaliśmy się codziennie, a po kilku dniach dołączył do nas były członek kilku sekt, Paweł, i po niedługim czasie jeszcze kilka osób. Wszyscy uważaliśmy się za ateistów, a na spotkaniach słuchaliśmy ostrej muzyki i rozmawialiśmy. Uważaliśmy nawet, że w tym otoczeniu doznajemy najprawdziwszej miłości braterskiej i chociaż czułem, że to uczucie nie jest pełną miłością u mnie i u nikogo z „rodzinki”, to oszukiwałem samego siebie, że pełniejszego uczucia i tak nie można zaznać- opowiada Kuba.

Mimo tego, że odrzucali istnienie Boga, a co się w tym wiąże- Szatana też, Kate wyciągnęła pewnego dnia księgę satanistyczną. Zamiast okładki miała czarną skórę. Postanowili się zabawić. -Poszliśmy na stary cmentarz żydowski, znaleźliśmy tam ustronne miejsce, usiedliśmy i zaczęliśmy odmawiać litanię do Szatana i wzywać demony. Te ryty satanistyczne odmawialiśmy coraz częściej, aż w końcu codziennie, nieraz zachowując się przy tym bardzo dziwnie. Zdarzało się nawet, że w pewnych momentach zaczynaliśmy się wszyscy ostro bić, do krwi... I nie widzieliśmy w tym nic dziwnego. Tak staliśmy się małą sektą, gdzie z Kate stałem na czele- dodaje chłopak. Przestali negować istnienie demonów i zaczęli szukać nowych ludzi. Dzięki Bogu, że nikogo nowego nie znaleźli.

Kiedy minęły wakacje i zaczął się czas szkoły, znajomi przestali się spotykać. Wraz z brakiem spotkań, Kuba poczuł głód starych przyjaciół i rytów satanistycznych. Znowu przyszło przygnębienie i pustka. - Ponownie zacząłem spotykać się z tą dziewczyną, a po jakimś tygodniu po raz drugi staliśmy się parą. Zauważyłem wtedy, że jej wiara lekko się poruszyła i zaczynała w coś wierzyć. Mawiała, że coś musi być ponad ludźmi, ale nie potrafiła tego nazwać. Jednak moje uczucie przygnębienia, mimo obecności przy mnie ukochanej osoby, rosło. W końcu przestało być nawet stanem w jakim się znajdowałem, a zaczęło być wręcz miejscem. Człowiek znajdujący się w tym miejscu zrobi dosłownie wszystko, byleby się z niego wydostać, lecz już przestał widzieć rozwiązanie i wyjście. Chciałem porozmawiać o tym z kimś, ale jedyną osobą której ufałem była moja dziewczyna. Kiedy opowiedziałem jej o moim stanie, powiedziała, że powinienem się leczyć. W tym jednym momencie, osoba, którą kochałem stała się obiektem nienawiści. Zerwałem z nią całkowicie kontakt, nie chciałem jej znać.

„Jednak nie jesteś całkiem zły"

W tym samym czasie odbywały się przygotowania do bierzmowania. Kuba przystąpił do niego ze względu na daną obietnicę. Obietnicę traktował jak świętość, którą niezależnie od poglądów należy wypełnić. W ciągu jednego miesiąca wiara dziewczyny Kuby się zmieniła radykalnie. Warunkiem przystąpienia do bierzmowania był udział w rekolekcjach ewangelizacyjnych, które trwały trzy dni. Dziewczynie, mimo że nie była już z Kubą udało się namówić chłopaka do uczestnictwa w nich.

- Nie rozumiałem co chciała przez to wskórać. Przez cały czas byłem dla niej odpychający i niemiły, ale mimo wszystko, gdy żegnaliśmy się pod kościołem, podeszła, przytuliła się i powiedziała niby całkiem zwyczajne słowa, które jednak zadziałały na mnie z ogromną siłą: „Jednak nie jesteś całkiem zły”. Po tych słowach ruszyła do domu, który znajduje się niedaleko kościoła.

Ja przez kilka dobrych minut stałem w miejscu, po czym przyszła do mnie niewyobrażalnie wielka złość. Byłem tak wściekły, że gdybym kogokolwiek spotkał to nawet rzuciłbym się na niego i pobił. Wielkie szczęście, że nikt nie stanął mi na drodze, a szedłem do lasu. Gdy tam się znalazłem usiadłem i z całych sił zacząłem wzywać demony. Byłem otwarty na każdego, który chciałby we mnie wejść. Sam nie wiem ile tam czasu spędziłem, ale wyznaczyłem sobie tam pewien cel... Doszła do mnie myśl, że skoro i tak nie mam po co żyć, to zamorduję tą dziewczynę i sam z sobą skończę. Kuba żył tą myślą, a poziom nienawiści do dziewczyny wzrastał z dnia na dzień. Jedynym powodem dla którego żył, to była myśl o zabiciu jej. Każdego wieczoru siadał i modlił się to szatana, aby ten bardziej go ogarnął. Kuba był świadomy, że własnymi siłami nie jest w stanie zabić człowieka.

Wreszcie nadszedł czas rekolekcji. Uczestnicy mieli mało czasu dla siebie. W pewnym momencie administrator powiedział, że odbędzie się nieobowiązkowe spotkanie modlitewne. - Po tych słowach z czystej ciekawości chciałem zostać. Odbyło się uwielbienie i modlitwy wstawiennicze. Po kilku minutach słuchania pieśni dziękczynnych i wychwalających Pana Boga zacząłem się kierować ku oknu, by wyskoczyć przez balkon. O dziwo wydawało mi się to całkiem normalną rzeczą. Dopiero jak wpadłem na kolegę, otrząsnąłem się i zorientowałem co próbowałem zrobić.- opowiada Kuba. Gdy kolega zorientował się o co chodzi niemal od razu wepchną Kubę do zespołu modlitewnego, w którym znajdował się ksiądz.

-Po kilkunastu sekundach musieli przerwać, wziąć mnie do osobnego pomieszczenia i tam przeprowadzali do późnej nocy modlitwę o uwolnienie. Podczas tej modlitwy straciłem świadomość, a moim ciałem kierował demon. Po modlitwie dowiedziałem się, że w Gliwicach mój ksiądz proboszcz będzie kontynuował modlitwy o uwolnienie. Sam byłem bardzo zaskoczony działaniem złego ducha – nie spodziewałem się, że jest w stanie aż tak oddziaływać i że nic nie będę pamiętał. Przyszła do mnie kolejna diabelska myśl – będę udawał nawróconego, by móc się zbliżyć do mojego „obiektu nienawiści” i przy pierwszej lepszej sposobności, gdy zostaniemy sami, spełnię mój plan.

Egzorcyzmy i "Mamre"

Dzień po przyjeździe Kuba był umówiony z proboszczem na egzorcyzm. Towarzyszył mu inny ksiądz i animatorka z rekolekcji, która ewangelizowała Kubę i zajmowała się nim szczególnie. Myślała, że skutecznie. - W czasie modlitwy, która także skończyła się manifestacją demona we mnie, uciekłem z probostwa. Skończyło się tym, że ksiądz musiał  sprowadzić moją byłą dziewczynę, bo na ulicy nie byli w stanie utrzymać mnie. Tak działał zły duch, a nie mogli pozwolić na dalszy przebieg modlitwy przy świadkach. Po modlitwie dowiedziałem się, że demon w pewnym momencie rzucił się na tą dziewczynę, ale w ostatniej chwili zdążyli zainterweniować. Później porozmawiałem z byłą lubą i niby jej przebaczyłem i pogodziłem się z nią, a w rzeczywistości cieszyłem się, że wszystko idzie zgodnie z planem i nawet podpisałem dwa pakty własną krwią, które miały mi zapewnić osiągnięcie tego strasznego celu.

Jeszcze przez jakiś Kuba udawał nawróconego tylko po to, żeby spotkać się z dziewczyną sam na sam. Jednak po jakimś czasie modlitw zaproponowano mu wyjazd do Częstochowy na mszę organizowaną przez Wspólnotę Przymierza Rodzin „Mamre”. - Spotkanie skończyło się dla mnie egzorcyzmami. Po spotkaniu dalej nie zmieniłem zdania i pragnąłem zemsty, jednakże moje stosunki z demonem lekko się zmieniły. Żądał ode mnie bym więcej się nie umawiał na takie modlitwy, bo mimo braku chęci nawrócenia z mojej strony, on strasznie cierpi podczas modlitw.

Nadeszły ferie, a Kuba nadal modlił się do demonów. W końcu przyszedł dzień kiedy miał się spotkać z dziewczyną. Mało co nie świętował kiedy na gadu-gadu przyszła wiadomość od niej, że proboszcz chce się jeszcze nad nim pomodlić. Po modlitwie od razu miał się spotkać z dziewczyną. - Natomiast diabeł zaczął wyrzucać mi, że mu obiecałem brak jakichkolwiek modlitw o uwolnienie i przez ponad godzinę, kiedy byłem sam w pokoju, kłóciłem się z nim- mówi Kuba. Kłótnia skończyła się manifestacją demona. Do pokoju weszła rodzina i po kilku godzinach szarpania i szamotań położyli wykończonego chłopaka na łóżku. I wtedy zdarzyła się niesamowita rzecz. - Modliłem się do Boga! Zrozumiałem, że Szatan najzwyczajniej w świecie mnie oszukał i że sam dałem mu się tak wykorzystać. Ale doszło do mnie także to, że Jezus już dawno mi wybaczył! Że mimo tego bólu, który mu zadałem wyciągnął do mnie rękę, a gdy zauważył, że mimo braku sił chciałem ją złapać, sam mnie złapał za rękę. Pierwszy raz od dłuższego czasu zasnąłem z czystym sumieniem, bo w czasie modlitwy porzuciłem nawet chęć zemsty! Na następny dzień wyspowiadałem się ze wszystkiego. Chrystus we mnie rozpoczął całkiem nowe życie, co więcej! Dzięki Niemu zacząłem żyć!

Totalna zmiana

Przez kolejne miesiące chłopak jeździł na każde możliwe msze częstochowskie specjalnie dla młodzieży. Podczas rekolekcji ze wspólnotą „Mamre” został całkowicie uwolniony. -Przez ten cały czas, codziennie toczyłem bardzo ciężką walkę, której nie byłbym w stanie wygrać bez wsparcia Jezusa. On działał nie tylko wewnątrz mnie, ale i przez wielu wspaniałych ludzi, którzy przez rozmowę i modlitwę pokazywali mi drogę do Boga. Problemy nie zniknęły natychmiast – co chwila upadałem, ale przy każdym upadku wstawałem, ale  przez to Jezus także mnie budował i do dzisiaj buduje. Powoli, ale bardzo dokładnie- dodaje.

Po tych doświadczeniach i pełnym uwolnieniu Kuba był w stanie spalić wszystkie płyty, kasety, koszulki i książki, które sprzeciwiały się wierze w Boga, a do tego ogolił dready. - W niektóre dni bywało mi wyjątkowo ciężko. Co kilka minut, przez cały dzień doznawałem wielu pokus i ataków od złego ducha, których człowiek bez modlitwy i łaski uświęcającej nie byłby w stanie odrzucić. Nie raz zdarzało się, że już miałem powrócić do dawnego „życia”, kiedy w ostatniej chwili ktoś się pojawiał i przemawiał mi do rozsądku. Byłem nękany po nocach, za dnia, nawet w szkole podczas lekcji, ale Bóg nigdy nie zostawił mnie samego. Dodatkową motywacją było to, że w końcu odnalazłem drogę najprawdziwszej miłości i wolności – Niezwyciężony Jezus Chrystus!- mówi Kuba. Ufając Jezusowi chce dalej szukać prawdziwej wolności, którą kiedyś miał, ale będąc zaślepionym własnym ego, utracił. Jednak Jezus nie zostawił go samego. Na drodze Kuby postawił wiele ludzi, którzy zrobiliby wszystko, żeby pomóc. Dzięki nim znalazł uczucie akceptacji i miłości, której tak szukał. Miłości czystej, bez skazy.

- Zaraz po moim uwolnieniu wysławiałem Jezusa jako Zwycięzcę jak nigdy wcześniej. Poczułem się jakby moje serce było lżejsze o kilka dobrych kilogramów, przez co byłem bardziej otwarty na miłość Boga. Mogłem Mu dziękować i czułem, że należę do Niego bez żadnych najmniejszych obaw i przeszkód. Ale nie czułem się jak przedmiot, czy jak jakaś własność, tylko jak kochane przez Ojca dziecko. W czasie tej modlitwy dziękczynnej otworzyłem Biblię. Moim oczom ukazał się tekst, który na zawsze został zapieczętowany w mojej pamięci. Było tam napisane to, że w momencie, w którym pozwoliłem Jezusowi we mnie zagościć, w moim sercu trwały przygotowania do wielkiej wojny, w której ostatecznie Chrystus został Zwycięzcą (1Mch 14,16-33).- opowiada Kuba.

W momencie, kiedy dostał to Słowo w oczach pojawiły się łzy. Były to łzy oczyszczenia, które uświadomiły Kubie jak bardzo Jezus zadziałał w jego życiu i jaką Miłością jego darzy. - Bóg nigdy się od nas nie odwróci i tylko czeka na nasz gest z wyciągniętą ręką. Ale ukazuje także to, że Szatan nie pragnie niczego innego niż końca i śmierci człowieka... Lecz nie ma najmniejszych szans z Chrystusem, który już dawno zdeptał mu głowę. I za to wszystko co Jezus uczynił w moim życiu i sercu- kończy chłopak.

 

Opracowała Magdalena Korzeniewska

Więcej wiadomości o WPR "Mamre" można uzsykać pisząc na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R