logotype

Podobny obrazAbraham uzyskał łaskę wiary przez to właśnie, że wyszedł z tego, co znał i poszedł do ziemi, której nie znał bez względu na niebezpieczeństwa drogi. Ta nieznajomość nie oznacza braku celu, ale trudność z wyjaśnieniem wszystkiego od razu, jak dojdzie, to się przekona. Mamy tu obraz prawa moralnego, nie wszystko od razu pasuje do naszego światopoglądu, ale z czasem okaże się błogosławieństwem. Bez względu na osobiste poglądy trzeba uwierzyć, że co Bóg podaje do wierzenia (nie jest to dowolne), jest konieczne do przyjęcia. Okazał się w tym używając języka płci, obecnego w minionych tygodniu choćby ze względu na dzień kobiet i mężczyzn – prawdziwym mężczyzną. Podjął wyzwanie, mimo że ono go przerastało, ale skoro Bóg je nakazał, to znaczy, że udzieli również sił. Wiara jest pielgrzymką i wychodzeniem z tego, co znamy, własnego świata i powierzaniem się Bogu we wszystkim, co On zechce nam po drodze objawić przez swoich wysłanników. Nie chodzi tu tylko o nadzwyczajne misje, ale o codzienność wiary, która niesie ze sobą wysokie standardy moralne. Bóg żąda rzeczy wielkich na tle świata pogrążonego w grzechu, gdyby była lepsza sytuacja moralna środowiska, to mniejszy byłby szok przejścia. Łączą się w nim dwa elementy: błogosławieństwo i wyjście, obietnica chwały pod warunkiem spełnienia Bożej woli i pozostawienia świata. Świat posługuje się logiką, ale wyłącznie zamkniętą, to znaczy, że nie bierze pod uwagę dojścia do czegoś więcej aniżeli chwiejna zawsze równowaga sił, która dla doraźnych korzyści z łatwością zdradzi najbardziej humanistyczne ideały. Poza tym my korzystamy w dużej mierze z posłuszeństwa pokoleń poprzednich. Błogosławieństwo Abrahamowe na tym właśnie polega, że z jego wiary my czerpiemy korzyści. To co nazywamy kulturą chrześcijańską, nawet jeśli zatraciło swoje związki z żywą wiarą, to istnieje tylko dlatego, że istniało wcześniej życie chrześcijańskie, mnóstwo osób przestrzegających danych praw. Czy pokolenia po nas, nasze dzieci będą miały to Boże błogosławieństwo potomstwa Abrahamowego?

Św. Paweł mówi w drugim czytaniu, żeby wziąć udział w trudach znoszonych dla Ewangelii. Co to znaczy w szczegółach? Ano właśnie to, że trzeba Ewangelię potraktować jako trud indywidualny, czyli nauczyć się nią żyć jako prawem moralnym. Jeśli jest on znoszony dla Ewangelie, to przecież zawsze liczymy na Bożą pomoc, szczególnie w chwilach bardzo trudnych. Bóg nie pozwoli nas kusić ponad miarę i nie będzie zwlekał, kiedy ktoś będzie wołał do Jego miłosierdzia. Ale warunek jest jeden, trzeba wziąć udział w tych trudach, nie wolno stać z boku, kiedy to największa walka rozgrywa się we wnętrzu mojego serca, tu przebiega pole bitwy. Koniecznie muszę się zaangażować, modna dzisiaj postawa obserwacji, śledzenia na odległość sprawy, nie sprawdza się, jeśli chodzi o wiarę. Ona będzie miała trud, ale i pomoc, a ostatecznie nagrodę.

Przemienienie. Nikt go nie widział poza trzema apostołami: Piotrem, Jakubem i Janem. Trzeba było uwierzyć im na słowo, choć składali oni świadectwo zgodnie ze stanem faktycznym. Podobnie jest z Kościołem, wierzymy na słowo, że dokonuje on przemienienia dusz pod wpływem pokuty i łaski sakramentalnej. Sami tego doświadczyć nie możemy, ale przecież wiemy, że świadectwo Kościoła jest wiarygodne. Tyczy się to zarówno obietnicy przyszłej chwały, jak i wymagań, które stawia nam Bóg, aby tej chwały dostąpić. Apostołowie prowadzeni przez Jezusa weszli na wysoką górę, która jest klasycznym obrazem trudu duchowego, pokonania drogi, aby osiągnąć wyższe poznanie Boga, którego nie można otrzymać z marszu, w codziennych warunkach. Ponadto nie mogła to być jakakolwiek góra, bo sam wysiłek robienia czegoś nie gwarantuje sukcesu, przeciwnie można na darmo się trudzić, chodzić po górach wielkich protestów dla złej idei. To dopiero Jezus zabiera na górę, On wyznacza szlak i szczyt, On również określa charakter dokonywanego trudu. Bo od Niego płynie przemienienie. Samo ludzkie działanie nie przemienia, jeśli nie jest złączone z Bożym objawieniem.

Kościół wspominał przed kilkoma dniami czterdziestu męczenników armeńskich, żołnierzy rzymskich elitarnego oddziału Błyskawica, którzy byli zmuszani do porzucenia wiary a wobec odmowy wystawieni nago na zamarznięcie. Jeden ze strażników pilnujących ich męczeństwa zobaczył pewną wizję jak anioł z nieba zstępował z 39 koronami, a przecież żołnierzy było 40 i w tym momencie jeden z żołnierzy się wyłamał, wskakując do przygotowanego dla odstępców zbiornika z ciepłą wodą. Strażnik pociągnięty łaską natychmiast zrzucił szaty i dołączył do oddziału i w ten sposób dopełnił liczby 40. Nie każdy wie, że to na pamiątkę tego wydarzenia obchodzi się dzień mężczyzny. Można by dodać to jest obraz prawdziwego mężczyzny, który nie boi się niczego, nie w sensie szaleństwa, ale obrony wiary, zasad. Wystarczyłoby odejść od zimna i blisko byłaby ciepła kąpiel, ale oni wytrwali. Dzisiaj niestety mężczyźni wybierają ciepłą kąpiel, a walkę o wiarę, prawdą i dobro odstawiają na bok. Stają się zniewieściali. Następuje z drugiej strony przeobrażenie kobiet, które już nie chcą być dającymi ciepło rodzinne matkami i żonami, ale chcą wywołać rewolucję społeczną. Przemienione przez śmiertelną ideologię rewolucyjną żądają prawa do aborcji, in vitro, które pod pewnymi względami jest jeszcze gorsze niż aborcja, i innych praw tzw. reprodukcyjnych, usunięcie klauzuli sumienia itp. Poza tym niosą na sztandarach hasła antykościelne i mają zapisane w postulatach apostazję, czyli występowanie z Kościoła, porzucanie wiary. Tam mężczyźni oddawali życie za wiarę, tu kobiety żądają jej zniszczenia. Oczywiście nie wszyscy, bo to inni mężczyźni skazali na śmierć żołnierzy w Sebaście oraz i dzisiaj większość kobiet się nie identyfikuje z feminizmem. Ale sam proces mimo wszystko zachodzi. Tam następuje przemienienie pod wpływem wiary, tu przemienienie w pewnym sensie szatańskie, odwrócone, degradacja. Non serviam, nie będę przestrzegał praw moralnych, chcę praw własnych, praw mojego ciała rozumianych jako nieliczenie się z nim.  

Nawiązuję do wydarzenia z ostatniego tygodnia, szeroko komentowanego przez media. Marsze strajku kobiet, które przetoczyły się przez Polskę oraz różne miejscowości uświadamiają nam bardzo brutalnie, że wiara nasza nie ma wiele wspólnego z otaczającym światem. Bardzo mocno promuje się dwie nieprawdy: czyli moje ciało moja sprawa, czyli że kobiety mogą robić, co chcą – nie obowiązuje je żadne prawo moralne oraz mamy prawo do strajku nawet w sensie macierzyństwa. Można się niestety spodziewać w najbliższych latach strajku matek, które odmówią dzieciom miłości w pewne dni. Sprawy moralne stają się polityczne.

Jeszcze uwaga na temat błędnego hasła moje ciało moja sprawa. Otóż nie jest to prawda, właśnie wiele grzechów wynika z takiego myślenia. Po pierwsze śmierć nas o tym przekonuje, kiedy już żadnego prawa do własnego ciała nie mamy. Po drugie zwłaszcza grzechy tzw. nieczyste biorą się z tego typu myślenia. Moje ciało jest moralnym wyzwaniem, zdecydowana większość grzechów bierze się z nieumiejętnego podejścia do własnego ciała. Zwłaszcza w Wielkim Poście musimy widzieć konieczność opanowywania ciała, które swoimi pożądliwościami zabija wyższe, czyli duchowe, odruchy. Wielki Post to budzenie ducha w nas samych, mylnie kojarzonego z ludzką psychiką czy świadomością. Duchowość zakłada gruntowne oczyszczenie umysłu i woli.

Potrzeba oczyszczenia umysłu, co to znaczy. Właśnie to, że prawdę przyjmujemy na zasadzie wiary, a później szukamy jej uzasadnienia. Ale podstawą prawdy nie jest to, co mi się wydaje, bo tak mi się wydaje, czy np. Internet, w którym wszystko jest pomieszane. Nawet jeśli coś wydaje się trudne, to nie można tego odrzucać tylko ze względu na trud wprowadzenia w życie. Raczej trzeba cierpliwie poszukiwać sposobów, oczyszczając własną motywację. To jest jedną w większych tragedii naszej wiary, że stała się selektywna, wybieramy, co nam się podoba jak w supermarkecie. Przypomina to trochę przemienienie. Wiara nie tyle potwierdza nasze wcześniejsze przypuszczenia co do życia dobrego po ludzku i staje się dodatkową motywacją, ale o wiele mocniej na zasadzie sprzeciwu wprowadza nowe elementy do życia i każe ich przestrzegać. Wiara staje się podstawą życia, a nie wyłącznie dodatkiem. Wielki Post to wielkie oczyszczenie, przyznanie się do bałaganu intelektualnego, uleganiu modom i łatwiźnie życia. Cichemu sprzyjaniu przeciwnikowi poprzez zgadzanie się na niektóre prawa człowieka, które nie są żadnymi prawami, ale zawoalowanymi narzędziami szatana. xrp

 

2017  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R