logotype

Podobny obrazO Janie Chrzcicielu można powiedzieć śmiało, że był człowiekiem ognia, płomiennego usposobienia i bardzo surowego stylu życia. Człowiek pustyni, która oprócz pustki kojarzy się z gorącem, podobnie jak ogień. Jego nawoływanie do poprawy nie miało w sobie nic z letniości wielu dzisiejszych kazań. Raczej to był sam ogień palący, tak że nawet faryzeusze zwykle niechętni do przemiany, nawracali się. Ale był to ogień tylko palący, natomiast zapowiadał on inny ogień, o wiele większej natury i całkowicie duchowy – ogień Ducha Świętego i Jezusa Chrystusa.

Ogień, który daje ciepło, może zniszczyć. Dlatego musi być poddany rozumowi. Z drugiej strony ogień jest konieczny, bo tylko on może rozpalić żelazo ludzkich serc (skałę) i dzięki niemu będą one płonąć dla Boga. Bóg jest ogniem pożerającym i konsumującym jak mówi Pismo i św. Augustyn. Ale człowiek potrzebuje tego żaru, choć się z drugiej strony instynktownie go lęka. Wie bowiem, jak wiele palnego materiału jest w nim, jak wiele słomy i drewna. Gdzieś zapodziała się koncepcja Boga jako ognia. Tak bardzo człowiek współczesny oswoił Boga, że nie znajduje już w Nim owej wzniosłości powodującej bojaźń Bożą, także z powodu wszystkich konsekwencji odrzucenia Boga.

Adwent to czas ognia oczyszczającego i rozpalającego. Poszerza się tło Adwentu z sentymentalno-infantylnego oczekiwania na narodzenie dziecka po cały Stary Testament, w którym obraz Boga jako ognia jest częsty. Przyjście Boga w Starym Testamencie było związane z pojawianiem się ognia. Wspomnijmy chociaż pojawienie się Mojżeszowi Boga w krzaku gorejącym, chmurę ognia w wędrówce Izraelitów przez pustynię, górę Synaj spowitą w ogniu czy ogień nad Namiotem spotkania. W Nowym Testamencie ogień towarzyszy zesłaniu Ducha Świętego. Apokalipsa mówi o Jezusie Królu, którego oczy są jakby z ognia. Zresztą w Apokalipsie wiele jest opisów ognia. Ogień miał się nieustannie palić w świątyni, żeby wskazywać na ognistą obecność Bożą.

Często w Adwencie słyszymy czytanie o przekuciu mieczy w lemiesze. Musi to się stać za pomocą ognia. Tylko tak się przetapia żelazo z jednej formy w drugą. Adwent jeśli ma przemienić człowieka, to musi jego istniejącą formę przetopić, umieścić w ogniu miłości Bożej, która jest mądra, jak to wyżej powiedział Orygenes. W czyśćcu ten sam ogień oczyszcza, który w piekle wiecznie pali potępionych. Ogień staje się więzieniem, z którego nie wyjdzie ten dopóki nie odda ostatniego grosza, czyli wszystkie jego grzechy nie zostaną spalone. To czytanie mówiąc o nagłym przyjściu prawa na ziemię, o wystrzeleniu ponad pagórki, zdaje się sugerować proces podobny do błyskawicy, ogień, który schodzi bardzo szybko na ziemię i może stać się nieszczęściem. Ogień pochłonął Sodomę i Gomorę za grzechy. Często słyszymy w czytaniach: postępujmy w światłości Pana. Tu już jest ewidentne nawiązanie, przecież światłość bierze się z ognia. Ogień jest więc nie tylko wypalającym narzędziem przemiany, ale źródłem widzenia, poznania. Od razu kojarzy się to Duchem Świętym, dzięki któremu możemy zrozumieć słowo Boże i zastosować je w naszym życiu.

Ognia początku, który daje impuls, aby następnie wiedziony nim człowiek mógł działać samodzielnie i zapalać innych. Chrześcijanie są strażnikami ognia. Nie mogą go na nowo rozpalić, ale mogą go uchronić przed zagaśnięciem oraz mogą wrzucić do niego drewno, aby nadal płonął. Obraz ognia, który oświeca ciemności i w zimne dni daje ciepło trzeba przetransponować na życie duchowe. Dusza bez ognia jest zimna, nikogo nie kocha albo rzuca się na przelotne miłostki, które nie mają w sobie prawdziwego ognia, a jedynie fajerwerki. Benedykt XVI użył tego obrazu dla oddania pokusy diabelskiej. Diabeł ma do dyspozycji sztuczne ognie, które robią wielki show, ale szybko przemijają. Nam jest potrzebny ogień, który będzie nieustannie płonął. Są zatem stopnie poddawania się ogniowi Boga, pierwszym jest niewątpliwie poznanie własnych grzechów jako słomy, która musi się spalić. Boimy się tego instynktownie, bo będzie bolało, bo oczyszczenie zawsze jest bolesne, jeśli znajdzie materiał do spalenia. Jednak po czasie pokuty pozostaje poznanie grzechów, ale już nie ma co się palić i ogień staje się rozpalającą serce modlitwą. Coraz większym stawaniem w obecności Bożej. Jeden zostanie przez niego spalony jak siano, a drugi oczyszczony jak złoto. Jakże mocny jest więc ten sam ogień Boży. Dla jednym będzie nieustannym światłem chwały, dla innych narzędziem wiecznego potępienia. Nie dzieje się to jednak przypadkowo, ale człowiek swoim życiem na to pracuje. Jeśli jego życie jest sianem w oczach Bożych, to spali go ten ogień, jeśli natomiast zyskał nieco złota miłości do Boga, to zostanie ono pomnożone i oczyszczone z ludzkich słabości. To prawdziwa miłość do Boga zawiera w sobie ogień, bo jest sama ogniem.

Niech więc Adwent będzie czasem oczyszczenia przez ogień. Zawszy myślimy o czyszczeniu jako o żmudnym procesie usuwania zaschniętego brudu. Ale jest taki rodzaj brudu, czyli grzech, który usunąć może tylko ogień. Musi zostać spalony w piecu słoma, na której budujemy nasze życie poprzez grzech. Wiele z nich nie uświadamiamy sobie, dlatego proces jest długotrwały, ale ogień miłości będzie oczyszczał i oświecał, czyli łatwiej będzie z każdym kolejnym grzechem. Nie bójmy się pozwolić się Bogu oczyścić. Dzieje się to w oczekiwaniu, w bierności z naszej strony, a natomiast ze strony Boga w intensywnym działaniu łaski, która wypala zło. Trzeba więc jeszcze raz przypomnieć sobie, słysząc zachętę do zbliżenia się do pieca ognistego konfesjonału, o ogniu palącym i oczyszczającym, który ma zapłonąć w Adwencie, aby przyjąć przychodzącego Pana najczystszym sercem. Grzechy wołają o ogień kary. Wspomnijmy los Sodomy i Gomory, one po prostu wołały nieustannie o ogień z nieba. Dla każdego człowieka takim przejściem przez piec palący jest moment śmierci. Ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy dokładnie on nadchodzi, to może być porównany z ogniem z nieba – błyskawicą, która spopiela materiały palne w ułamku sekundy.

Ratzinger pisał gdzieś, że kto jest chrześcijaninem, musi mieć odwagę, by się powierzyć płonącemu ogniu. Mądry ogień – fraza Orygenesa o czyśćcu może został używa w kontekście naszego dążenia do Boga. "Bóg jak ogień – pisze tenże Orygenes w innym swoim dziele – trawi zło oraz wszystko, co ze zła pochodzi, a co grzesznik na postawionym już fundamencie duchowym buduje – mówiąc symbolicznie – z drewna, siana i słomy" (Przeciw Celsusowi 4,13). Najwyższe znaczenie ma tu męczeństwo, które jest ofiarą całopalną, czyli w całości spaloną ogniem miłości i dlatego o męczennikach Kościół mówił, że nie przechodzą przez czyściec i od razu idą do nieba. Ich ogień spalił już tu na ziemi, kiedy za wiarę oddali życie. Dlatego najwyższym poziomem ognia jest dla nas śmierć Chrystusa na krzyżu. Ogień osiągnął tam największą moc zbawczą, a jednocześnie powodując największą ofiarę całopalną. xrp

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R