logotype

Znalezione obrazy dla zapytania msza trydenckaBardzo dobrze się stało, że w nowennie przed aktem intronizacyjnym Jezusa Chrystusa odprawiamy Mszę trydencką. Ona bowiem chyba o wiele lepiej niż współczesna odzwierciedla królewskość Ciała Chrystusa. Wszystko tu jest bowiem ku Niemu zwrócone, wszystkie oczy patrzą na Jego misterium, nie na twarz księdza. Język łaciński podkreśla tylko majestat królewski sprawowanych czynności. Na co dzień porozumiewamy się po polsku, jednak do Boga potrzeba jakiegoś specjalnego języka, bo niejako wchodzimy do Jego rzeczywistości, nie naszej. Czy nie stać nas na to? Bóg rozumie w każdym języku, ale chodzi o Jego majestat, jak to się mówi współcześnie – świadectwo Jego królowania. Oficjalny kult jest więc po łacinie, która jest pewnego rodzaju królewską szatą liturgii. Łacina sprawia, że Bóg sam może mówić, bo nie musimy zaprzątać swej głowy słowami. W obecnej liturgii nie zawsze wiadomo, czy się modlimy czy np. zachęcamy do modlitwy. Ilość komentarzy utrudnia modlitwę.

Królewska jest także struktura Mszy, mamy tu do czynienia z ceremoniałem, a nie ze wspólnotową ucztą. Dzisiaj panuje wielkie niezrozumienie ceremoniałów, wielu ludzi pyta się, czy nie lepiej zamiast przepychu szat (?) posiedzieć sobie pod drzewem. Bóg jest przecież wszędzie. Jakże nie rozumiemy mocy płynącej z ceremonii. Z drugiej strony zauważamy, zwłaszcza na ceremoniach świeckich, że wszystko zrobiło się płaskie, nie ma żadnego splendoru. Zapomnieliśmy o służbie jako podstawowym budulcu społecznym. W liturgii mamy do czynienia z czymś daleko ważniejszym – ukazywaniem królowania Chrystusa. Bóg jest nam potrzebny w trudnościach, ale żeby Mu służyć ze wszystkich sił, żeby poświęcić na tę służbę całe życie? Tak, dla liturgii kapłan ślubuje celibat. Dzisiaj się mówi szerzej, że dla tego aby mieć więcej czasu dla wiernych. Jest tu pewna nieścisłość, przede wszystkim chodzi o Mszę św., tu rodzi Chrystusa, podobnie jak Maryja urodziła Go dziewiczo. Wszystkie swoje siły oddaje Chrystusowi Królowi, którego jest sługą i do służby Jemu wciąga wiernych. Przychodząc na Mszę trydencką, tu nie chodzi o nas, nie chodzi o dobre samopoczucie z emocjonującej muzyki, czyli modlitw działających na wyobraźnię, ale w centrum jest On, Król i Pan wszystkich czasów, czy zatem nie lepiej jest się do niego modlić w formie odwiecznej. Z czasem okazuje się jednak, że kto Jemu służy nabywa pokój serca, zaczyna odnajdywać się w rzeczywistości sakralnej, kościół staje się azylem, oazą pośród pustyni świata zabieganego, detronizującego Chrystusa. Tu jest brama do nieba, początek i czystość Królestwa Niebieskiego. To wielki dar, że możemy mieć łączność z Chrystusem zasiadającym na tronie w niebie. Paradoksalnie królewskość liturgii wynikająca z królewskości Chrystusa mimo oddalenia i konieczności adoracji, stopni pośrednich, przybliża nas do Niego niepomiernie bardziej niż zbanalizowana znajomość. To właśnie odpowiedni dystans powoduje zaistnienie intymności, jak w jednym w wywiadów mówi kard. Sarah. Zbratanie się ze wszystkimi powoduje skutek odwrotny. Tu jest sens życia zakonnego i celibatu. Utrzymuje ono odpowiedni dystans liturgiczny, modlitewny poprzez regułę, aby dać bliskość niemożliwą do osiągnięcia na innej drodze. Tu najlepszą pomocą i niedoścignionym szczytem jest liturgia trydencka

Zwróćmy uwagę na głęboki szacunek, który jest wymagany od kapłana, ile jest przyklęknięć, nie wolno dotknąć się Ciała Chrystusa nie oddawszy Mu przedtem hołdu, ile skłonów, znaków krzyża. Przenosi się to na postawę ministrantów, a z kolei ludu. Jeszcze my nie potrafimy do końca wszystkiego zrobić poprawnie, ale będziemy z czasem. To samo tyczy się śpiewów. Mamy świadomość silnej obecności aniołów, św. Michała Archanioła i świętych, przede wszystkim NMP i św. Józefa, św. Jana Chrzciciela, św. Apostołów Piotra i Pawła (filarów Kościoła). Potrzebujemy odzyskać królewski wymiar samej liturgii. Tu jest podstawa, dlaczego królestwo Boże nie jest z tego świata, nie służy mu się za pomocą środków świeckich, ale sakralnych. Trybunałem Chrystusa nie jest parlament, ale kościół, bazylika, katedra, co oczywiście nie oznacza, że nie ma On i tam panować. Zaczyna się jednak na liturgii, dlatego powinna być ona dostojna i dopasowana do Niego, a nie do nas. Potrzeba ludzi na służbę Króla, w sensie duchowym rycerzy. Jakże nam brak miłości.

Msza św. przede wszystkim oddaje Bogu chwałę, nasze potrzeby, a nawet komunia są drugorzędne. Najtrudniej jest uznać Chrystusa za króla, łatwiej dać Mu tytuł zbawiciela, proroka, kapłana, choć one są powiązane (żydzi jak się wyrzekli Chrystusa jako króla, to stracili również kapłaństwo – świątynia została zburzona i do dziś nie mają kapłanów). Jak mówi św. Tomasz quantum potes, tantum aude. Dlaczego ograniczać chwałę Mszy św., które są bezpośrednim aktem Bożej chwały. Przeżywamy dzisiaj kryzys prawdziwej pobożności, wszystko staje się banalne, przystosowane dla dzieci. Zanika poczucie świętości i przez to królewskości Chrystusa, raczej jest jak kolega, któremu się zwierzamy z naszych problemów. Jeśli nic na ziemi nie przypomina o Jego majestacie, to jak nabyć tę pobożność. Ale tu nie chodzi tylko o nas. Dlaczego świat tak szybko się sekularyzuje, traci w tempie zastraszającym pobożność – bo Chrystus nie jest królem, brakuje ludzi zaciągających się na służbę Jemu. Owszem jakaś indywidualna relacja jeszcze zachodzi, ale nie ma ona mocy wobec innych ludzi. Msza św. jest zwornikiem wszystkiego. I ta cisza królewskości. Program duszpasterski jest ciągle jeden, trzeba się skoncentrować na Chrystusie ukrzyżowanym i wywyższonym i w Nim żyć. Świat ginie, ponieważ ludzie żyją jakby Bóg nie istniał. Bóg milczy, a my nie chcemy słuchać naszego Króla, wpatrując się w Jego Ciało i Krew. 

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R