logotype
image1 image2 image3

Parafia p.w. Świętego Andrzeja Boboli w Siemiatyczach

Niedawno uczestniczyłem w sympozjum, jakich wiele się organizuje w jubileuszu miłosierdzia, właśnie poświęconego temu tematowi. Jeden z referatów zwrócił moją szczególną uwagę, ponieważ nie przeciwstawiał miłosierdzia niemiłosierdziu, okrucieństwu, wojnie itp., ale fałszywemu miłosierdziu, czemuś bardzo podobnemu do miłosierdzia, ale ostatecznie bardzo się od niego różniącemu. Chodzi o widzenie miłosierdzia jako tolerancji, ostatecznie jako obojętności. Jest mi wszystko jedno, Bóg wszystko przebacza i nic nie trzeba specjalnego robić. Takie miłosierdzie sprowadza się nie do zmiany postępowania, ale do szukania racji, dlaczego moje złe postępowanie ostatecznie jest jednak dobre. Złe zrozumienie miłosierdzia posyła prawdopodobnie najwięcej ludzi na potępienie, ponieważ jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu zarówno rozpacz co do miłosierdzia, jak i lekceważenie go.

Potrzeba zatem umiejętności rozróżniania rzeczy na pozór bardzo bliskich, a w istocie diametralnie się od siebie różniących. Nie chodzi tylko o zrozumienie miłosierdzia, ale całego życia chrześcijańskiego, wiary jako takiej. Dlaczego odcienie mogą być ważniejsze od samych kolorów. Jest to ulubiona taktyka Szatana, poprzez wprowadzanie Antychrysta, czyli kogoś kto na pozór jest podobny do zbawcy (gr. anty może znaczyć podobny), wprowadza pokój i dobrobyt, ale oddala uwagę ludzi od prawd wiary, dając im zajęcie w postaci kwestii społecznych, technicznych czy innych. Odrzucenie Chrystusa dokonuje się powoli, ale według tej samej metody. Trzeba skierować uwagę ludzi wierzących na coś innego, nawet przez skandale w Kościele, a w międzyczasie podmienić im wiarę, odrzucić prawdy wiary, dotyczące naszego zbawiciela Jezusa Chrystusa, zmienić kult Mu oddawany i przestawić całość na tory humanizmu, godności człowieka itp.

Mówiąc językiem współczesnym, wprowadza się symulakry, czyli obrazy, które są bardziej realne od oryginałów i mają za zadanie je zastąpić. Praktycznie wszędzie współcześnie nastała moda na budowanie wizerunku, korektę zdjęć, które później służą za podstawowy obraz. Nawet aparaty fotograficzne w komórkach mają funkcję upiększania twarzy, czyli fałszowania. Od zawsze człowiek, szczególnie kobiety starały się pięknie wyglądać, podkreślając właśnie te aspekty fizjonomii, a ukrywając niekorzystne, ale w tym wypadku nie dotyczy to rzeczywistości, bo w niej nic się nie zmienia, ale wyłącznie warstwy wirtualnej. Niedługo będą nam nakładać odpowiednie okulary i nie potrzeba będzie sprzątać, prać, upiększać czegokolwiek ani dbać o świat, bo wystarczy odpowiednio podrasowany obraz. Podobnie w sferze duchowej, tutaj nawet jest to łatwiejsze, bo nie mamy bezpośredniego dostępu do rzeczywistości Boga, z konieczności posługujemy się wiarą, jak dajmy na to lunetą. Podmienić trzeba zatem lunetę, tak aby zniekształcić obraz.

Jeden z filozofów XX wieku mówił, że żyjemy pośród gór kłamstwa. My go nie dostrzegamy albo przynajmniej próbujemy zniwelować owe góry i ograniczyć je do sfer polityczno-społecznych. Natomiast widząc cały dramatyzm walki dobra i zła, to przede wszystkim musi on się rozgrywać w sferze religijnej. Tu musi się próbować wdzierać kłamstwo najpierw i największym zwycięstwem zła będzie oszukanie na płaszczyźnie religijnej, bo tu chodzi o zbawienie. Owszem wielkim złem są wojny, prześladowania, deptanie godności człowieka, ale jak mówi Jezus: nie bójcie się tych, co mogą zabić ciało i potem nic nie mogą już uczynić. Bójcie się tego, który może po śmierci duszę strącić do piekła. Oszukujemy się religijnie, z tego prawdopodobnie powstały religie. Od strony człowieka autentyczne szukanie ducha i zbawienia, ale popełnianie błędów i to wielkich rozmiarów, ponieważ inspirowanych przez złego. Dzisiejsze oszustwo idzie w kierunku bezreligijności, twierdząc, że można być dobrym człowiekiem, ale niewierzącym lub tym, który wiary się wyparł. W porządku duchowym nie ma większego grzechu niż porzucenie wiary, apostazja. Gdyby porównywać wielkość grzechów to żadne zabójstwo z tym się nie równa, co oczywiście nie pomniejsza ogromnego ciężaru tego grzechu. Ale brak wiary uniemożliwia życie wieczne.

Żeby zatem umieć rozróżniać subtelne kłamstwa w wierze, potrzeba samemu pić krystalicznie czystą wodę i mieć dostęp do nieskażonych źródeł, co w świecie przesiąkniętym relatywizmem nie jest takie proste. Co dzisiaj jest mocno zmieszane i tak trudne do rozpoznania, nie pojawiło się jednak wczoraj. Tendencje do mieszania były w Kościele zawsze. Kiedyś kłócono się o to, czy Syn Boży jest współistotny Ojcu czy tylko podobny. Po grecku różnica polega na jednej literce homousios oraz homoiusios, ale różnica sensu jest ogromna. Trzeba mieć odwagę sięgać do Tradycji, nie bać się, że wiele rzeczy nie rozumiemy. Jeśli wszystko jest zbyt logiczne i proste, to rodzi to w końcu wrażenie, że jest to żadna wiara, wiara wymyślona przez ludzi, a taka przecież nie zbawia. Nasza wiara jest racjonalna, ale najpierw misteryjne, czyli zachęca do posłuszeństwa i dania absolutnego pierwszeństwa Jemu.

Podobnie z liturgią. Przeciętnemu człowiekowi wydaje się, że to nie ma znaczenia. Jakieś tam obrzędy. A tu się okazuje, że od piękna i zwłaszcza wierności zależy wiara przyszłych pokoleń. Tak wielki upadek współczesnych chrześcijan w pewnym stopniu zależy od braku dostępu do pełnego nauczania katolickiego oraz źródła łaski, jakim w pierwszym rzędzie jest Msza św. Cała Tradycja katolicka polega bardziej na wierności niż na kreatywności. Św. Paweł powie: „przekazałem wam to, co sam przejąłem”. Tradycja to nie obrzędy i jakieś ludowe sprawy, ale przede wszystkim skarb wiary, to co zostawił nam Chrystus, a Kościół ma za zadanie chronić i przekazywać. Także w Kościele zaczyna przeważać PR nad treścią, coraz więcej mamy reklamy, a coraz mniej treści, rzekomo dlatego, że są zbyt trudne. Dlatego tak koniecznie potrzeba Mszy św. trydenckiej, samo określenie jest mylące. Sugeruje ono, że Msza św. powstała w czasie soboru trydenckiego, dlatego lepiej jest mówić Msza św. wszechczasów, bo tworzyła się od początku chrześcijaństwa. Wszystkie czynności, a zwłaszcza język wydają się trudne na początku. Ale trzeba o niej myśleć nie w kategoriach własnej wygody, ale możliwości dotarcia do sedna wiary. Rozwoju modlitwy i ofiarowania siebie samego. Jeśli zbanalizujemy wiarę, tak jak to się dzieje współcześnie, wszystko jest dla ludzi, oczywiste i zrozumiałe, z udziałem dzieci, to naprawdę nie możemy sądzić, że uda się ją zachować. Tu nie chodzi tylko o emocje, o dobre intencje. Tu trzeba strzec skarbu i przekazać go następnym pokoleniom.

Czemu Pan Bóg nam nie pomaga, bo może nie czcimy Go, jak należy. Może zapomnieliśmy o najważniejszych elementach wiary katolickiej. Nie uszanowaliśmy przodków na tyle, żeby przejąć od nich to, co było dla nich najważniejsze. Nie chodzi tu o jakiekolwiek zwyczaje, ale o wiarę w jej kształcie katolickim, który najpełniej wyraża się we Mszy św. wszechczasów. Nie myślmy więc, że to jest coś trudnego, nie na dzisiejsze czasy, myślmy po pierwsze ile żeśmy stracili, że już dzisiaj nie potrafimy zobaczyć tego bogactwa, a po drugie załóżmy, że jest to sedno i powoli do niego wracajmy. Z czasem zacznie nam smakować, potrzeba na początku zaufania, że Bóg wie co robi, a przede wszystkim, że działał w przeszłości.

Przeszłość łatwiej jest ocenić. Tu dużo łatwiej jest odróżnić ziarno od plew, prawdę od kłamstwa. Dlatego że widać owoce. Rzeczy na pierwszy rzut oka lepsze, jeśli nie wydają owoców, w rzeczywistości są niedobre. Natomiast nawet jeśli coś dzisiaj uważamy za trudne, to musimy popatrzeć na owoce. I tu przychodzi nam z pomocą w sprawie Mszy św. ogromna rzesza świętych, dla których taka Msza była podstawą ich świętości. Często myślimy trochę niepoprawnie, że ktoś został świętym, bo dużo się modlił, w większości wypadków świętych katolickich, nie byłoby ich gdyby nie mieli dostępu do Najświętszej Ofiary. Owszem oni musieli współpracować z łaską, no ale bez łaski nie z czym współpracować. Nie chcę tworzyć wrażenia, że obecna Msza jest zła, ale jest mocno uproszczona i w dużo większy sposób otwarta na manipulacje. Łatwo więc może przerodzić się w różne dziwactwa, które nie tylko są dziwne, ale przede wszystkim obniżają jej skuteczność. Natomiast stara Msza, ponieważ zabrania się przy niej manipulować, o wiele wierniej i czyściej przekazuje prawdę, choć też trzeba do niej dotrzeć. Nie wystarczy fizyczne uczestnictwo, ale potrzeba rozwoju ducha. Niemniej widzimy w niej ostoję przed błędami i złem, które jest dynamiczne. Ono nie cofa się z raz zajętej przestrzeni, jeśli ktoś wpuści zło do środka, do tradycji, to niech nie oczekuje, że ono samo kiedyś wyjdzie. Zło jest jak pluskwy czy pasożyty. One nigdy sobie nie pójdę. Zjedzą właściciele i dopiero wtedy znikną. Ile okazji do modlitwy tracimy przez nieumiejętność odróżnienia prawdziwej modlitwy od mówienia o modlitwie. Znowu posłużę się obrazem. Zło ma w sobie coś z inteligencji, jest ono jak brud. Kiedy przyklei się do człowieka, to nie można tak łatwo się go pozbyć. Sami wiemy, jak często trudno odmyć jest jakieś zabrudzenia. A powstały one często w niewinny sposób, ale pod wpływem czasu utrwaliły się, zrosły się z podłożem tak mocno, że prawie się tego nie odróżnia.

Banalizacja prowadzi do coraz większej banalizacji na innych obszarach. Potrzebujemy liturgii wymagającej przypominającej o prawdzie o nas samych. Nosimy skarb w naczyniach glinianych i nieustannie myślimy o glinie. A jak coś już przypomina o duchu, to zaraz myślimy, że za trudne, niepotrzebne. Dolewa się nieustannie wody do wina, rozcieńcza doktrynę, wszystko tłumaczy się racjami duszpasterskimi, dobrem człowieka, a gdzie jest Bóg. Dlatego obecnie stara liturgia odzyskuje swój niezwykły blask i moc, może nawet bardziej jest potrzebna aniżeli kiedyś. Tutaj mamy czyste źródło niepodatne na zmiany i manipulacje. Zdecydowanie Bóg jest w centrum i wszystko Jemu jest podporządkowane zarówno język, jak i cały przebieg liturgii. Stara liturgia uczy dwóch rzeczy dzisiaj zapomnianych, a wskazujących na wielkość człowieka. Uczy milczenia i śpiewania. Wszystko niestety dzisiaj rozgadane. Trochę przez to obniża się poziom ducha. A tu trzeba milczeć i śpiewać na przemian. I to milczeć i śpiewać na najwyższym poziomie. Nie chodzi o zwykłe nieodzywanie się jak i nie chodzi o zwykłe śpiewanie pod nosem jakiejś wesołej melodyjki. xrp

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R