logotype

W pierwszym czytaniu słyszymy obietnicę Bożą na temat wylania Ducha pobożności na swój lud. Jest to bardzo ważne stwierdzenie i dotyczące niezmiernie istotnej kwestii, która dzisiaj bywa pomijana i źle rozumiana. Nasze czasy charakteryzują się postępującym zanikiem pobożności. Nawet tracimy rozeznanie, na czym owa cnota polega. Wydaje się, że przynależy ona starszym paniom, które nieustannie „klepią” różańce w kościele. Lubimy przy tym dodawać, jakby na usprawiedliwienie własnego braku pobożności, że ich pobożność jest wyłącznie na pokaz, a na co dzień są one nie do zniesienia, modlą się, a później postępują niemoralnie.

Rozważanie trzeba więc zacząć od współczesnego kryzysu pobożności. Świat coraz bardziej się sekularyzuje, dlatego każda pobożność jest traktowana podejrzanie jako relikt przeszłości, wiary w relikwie, pielgrzymki, świętych itp. Wszystko to było rzeczą bardzo dobrą i przynosiło mnóstwo pożytku, nawet jeśli niektóre formy mogły być przesadzone. Dzisiaj ideałem jest obojętność, neutralność, która jest zakamuflowaną niewiarą dodatkowo podszytą wrogością (in odium fidei). Bez pobożności można żyć, a i w kościele coraz mniej o niej usłyszymy. Zmniejszająca się liczba osób pobożnych powoduje zaistnienie samonapędzającego się mechanizmu obniżania poziomu pietas. Współcześnie wydaje się, że Kościół jest wdzięczny za to, że człowiek raczył przyjść na Mszę św. Bez dodatkowych wymagań na przykład, żeby jeszcze musiał się odpowiednio zachowywać, pilnować swoich dzieci itd. Ostatnio na Mszy św. wieczornej ktoś przyszedł na Mszę z psem, no bo przecież to przyjaciel człowieka, w dodatku stworzenie Boże. Większość ludzi na Mszy w ogóle się nie modli, raczej rozgląda się po kościele, ewentualnie po innych osobach. Mało kto przychodzi wcześniej i po Komunii zostaje w kościele, by podziękować Panu Jezusowi. Brak pobożności przekłada się w prostej linii następnie na relacje międzyludzkie, zabierając szacunek do rodziców, starszych, przełożonych. Liczy się przede wszystkim luz, bycie sobą, autonomia, wolność.

Przecież Pan Bóg jest wszechmocny i wie, czego potrzebujemy. Ponadto możemy Mu to powiedzieć przelotem, w myślach, po co jeszcze klękać i odmawiać pobożnie, ze złożonymi rękami modlitwy. A już znaczenie pobożności obiektywnej, czyli związanej np. z miejscami świętymi, relikwiami, odpustami wydaje się całkiem średniowieczna. Skutecznie odseparowano te dwa typy pobożności, sprowadzając ją tylko do dewocji. Po co jeszcze jakaś sztuczna forma odniesienia do Boga? Jednak jak ze wszystkim w wierze, pobożność nie jest potrzebna Panu Bogu, ale nam. Jej brak bardzo szybko kończy się obojętnością, od której tylko krok do niewiary. Poza tym nie prosząc we właściwy sposób, nie otrzymujemy (Jk 4, 3). Pan Bóg się oddala od człowieka i zostaje sprowadzony do jakiegoś zestawu wartości. Wpływa to także na relacje z innymi ludźmi.

Tymczasem tradycyjnie mówiło się w teologii duchowości, że pobożność jest drugą cnotą pod względem ważności po wierze. Skąd taka jej rola? Można ją zobrazować relacją, jaka zachodzi między ważnością i godziwością sprawowanych sakramentów. Wiara odpowiadałaby ważności, co do której potrzeba dosłownie kilku elementów, natomiast pełne owoce sakramentu płyną z jego godziwego sprawowania i przyjmowania, do czego konieczna jest pobożność. Brak pobożności w sprawowaniu sakramentów pociąga za sobą grzech, często ciężki. Ona więc sprawia, że łaska przypisana do danego sakramentu rozbrzmiewa całym swoim brzmieniem oraz mieni się wszystkimi barwami. Często pytamy się, dlaczego nasza modlitwa jest bezskuteczna. Odpowiedź może być prostsza, niż się wydaje, czyli po prostu nie modlimy się pobożnie. Cóż to więc znaczy modlić się pobożnie? Na pewno nie chodzi tylko o intensywność uczuciową. Trzeba rozważyć cnotę pobożności jako odpowiedź Boga na grzech, czyli misterium iniquitatis. Papież Jan Paweł II w Reconciliatio et paenitentia cały rozdział poświęcił misterium pietatis. Jest to według niego całe dzieło Chrystusa, dzięki któremu spodobał się Bogu i wysłużył zbawienie. Człowiek naśladując Chrystusa, uczy się przede wszystkim Jego pobożności.

Pan Bóg jako wielką obietnicę czasów eschatycznych obiecuje Ducha pobożności (Za 12, 10). Wręcz można odnieść wrażenie, że Duch utożsamia się z pobożnością-miłością, a więc stanowi samo sedno relacji z Bogiem, a nie tylko zewnętrzny przejaw. Pobożność niejako zstępuje wraz z Duchem, rozlewa się. Ponadto pierwsze czytanie sugeruje treść objawieniową pobożności, która powinna być związana z Chrystusem i Jego męką. Będą płakać nad Nim jak się płacze nad pierworodnym (stratą pierworodnego). Kierunek rozwoju pobożności musi zmierzać do pogłębienia treści pobożności, a nie tylko samej uczuciowości czy ewentualnie gotowości do spełniania uczynków pobożności. Nie wystarczy mnożyć czynów pobożnych, trzeba jeszcze rozważać jej treść (pobożność obiektywna). Pobożność w swojej treści dojrzewała wraz z rozwojem Objawienia i dopiero Nowy Testament przynosi jej pełnię, co jeszcze wcale nie oznacza, że można ją od razu odkryć w swoim życiu. Wielką pomoc przynoszą objawienia prywatne, które precyzują przedmiot pobożności, szczególnie wartościowy jest kult Serca Pana Jezusa jako centrum Jego pobożności. Drugie czytanie mówi o tym, że przyoblekliśmy się w Chrystusa, potwierdzając tym samym konieczność chrystocentryzmu w pobożności. Pobożność przypomina szaty liturgiczne, zwłaszcza stary rzymski ornat, który z obu stron miał krzyże. Jak pisze autor w Naśladowaniu Chrystusa jeden miał za zadanie przypominać kapłanowi o wzorze Chrystusa, drugi natomiast o darowaniu win innym. Pobożność jest jak ornat: nie należy do istoty celebracji liturgicznej, ale bez niego nie sposób odprawić Mszy św. godnie. Pobożność przyobleka człowieka, doprowadzając do przekształcenia jego istoty. To, co się wydawało tylko szatą, wnika do serca i sprawia, że nie ma już żyda ani poganina, niewolnika ani wolnego (Ga 3, 28). Człowiek nie przestaje być człowiekiem, ale otrzymuje nowy poziom. Łaska, która przyobiecana została pobożnym, wynosi człowieka na niespotykaną do tej pory wysokość, w świetle której istotne podziały tracą swoją wyrazistość.

Owo szata chrystusowa okazuje się czymś unifikującym ludzi wierzących, a więc posiada znaczenie przekraczające wyłącznie zewnętrzny aspekt, nie tylko przykrywa, ale staje się motorem działania i kanałem łaski. Pobożność w tej optyce traci czysto indywidualistyczne rysy, nabierając znaczenia wspólnotowego: wszyscy wykonują te same czynności czy odmawiają te same modlitwy, przez co otrzymują jednoczącą ich łaskę. Pobożność przyczynia się więc do zjednoczenia. Czyż nie taka jest funkcja Kościoła? Przypomina się teologia tuniki całotkanej, o którą żołnierze rzucili losy, żeby jej nie rozrywać, która stała się obrazem Kościoła. Wszyscy jesteśmy kimś jednym w Chrystusie (Ga 3, 28). Jest to doskonały obraz pobożności, która często jest postrzegana wyłącznie jako zewnętrzna szata ludzkiej wiary, a ponieważ dzisiaj ludzie dążą raczej do rozbierania się niż ubierania, tak więc i pobożność musi zanikać, a zaraz za nią także i jedność między nimi. Może głębokie podziały między ludźmi są skutkiem braku pobożności, może problem ekumeniczny to także kwestia bardziej pobożności niż dogmatyki. Gdyby ludzie modlili się więcej, nigdy by nie doszło do takich podziałów.

Ja sam niedawno dopiero odkryłem wagę pobożności jako cnoty, czyli zdolności, w której należy wzrastać. Zwłaszcza pobożność eucharystyczna ze słynnym Tomaszowym zawołaniem quantum potes, tantum aude (Lauda Sion) przekonuje mnie coraz bardzie do budzenia własnej pobożności. Nie może ona wydawać się słabością czy zniewieścieniem, ale źródłem siły potrzebnej zwłaszcza w czasach prześladowań. To pobożność była męstwem męczenników, bez której nigdy by się nie zdobyli na taki heroizm. Do pobożności i to budowanej na zdrowych podstawach zachęcają psalmy, może dlatego Kościół poleca je odmawiać wszystkim wstępującym na drogę doskonałości. Kiedyś cały psałterz odmawiano w tydzień, po najnowszej reformie brewiarza dokonuje się to w miesiąc. Psalm 63 z dzisiejszej liturgii szczególnie wydaje się dobry do budzenia pobożności, ponieważ mówi o szukaniu Boga, o pragnienia duszy, tęsknocie na podobieństwo zeschłej ziemi. Dalej ogniskuje pobożność na oficjalnym kulcie, skoro mówi o wpatrywaniu się w Boga w świątyni, gdzie można ujrzeć Jego potęgę i chwałę. Następnie ukazuje wierność jako najważniejszą komponentę pobożności, a nie uczucia: będę Cię wielbił przez całe me życie. Jednak zupełnie nie pozbawia pobożności uczuć i sposobu ich wyrażania na zewnątrz przez gesty – wzniosę me ręce,  usta Cię wielbią radosnymi wargami. Jako skutek pobożności wymienia autor psalmu namacalne wręcz doświadczenie pomocy Bożej i Jego słodyczy (skrzydła Boże i Jego prawica). Szczególnie ważną obietnicą pobożności jest doświadczenie miłości Bożej – słodyczy Pana. Pociechy, które Bóg zsyła na ludzi pobożnych są wielką nagrodą za ich pietas oraz stanowią przedsmak visio beatifica. Jezus w Ewangelii pyta, za kogo uważają Go ludzie. Odpowiedź na takie pytanie jest sformułowana w tonie obojętnym, chodzi o udzielenie informacji. Wiemy jednak dobrze, że Bogu chodzi o miłość. Kim jest Jezus? Na to pytanie właściwej odpowiedzi może udzielić tylko człowiek pobożny. Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Odpowiedź Piotra, jak potwierdził to sam Jezus, została natchniona przez Ducha Świętego, zachodzi więc związek między dogmatyką a teologią duchowości. Pobożność napędza poznanie przez wiarę, a ta z kolei jeszcze mocniej skłania do pobożności. Tylko Bóg żywy, w obecności którego nieustannie stajemy, może być centrum życia człowieka.

Dlatego warto wspomnieć o korelacji pobożności podmiotowej z przedmiotową, czyli obiektywną. Na nic się zda cnota pobożności, jeśli nie będzie się ona realizowała w oparciu o konkretne formy, takie jak pielgrzymki, obrazy, różaniec, nowenny, droga krzyżowa, nabożeństwa itp. Trzeba je odzyskać dla pobożności i udostępnić ludziom. Najczęściej swoją reklamę zawdzięczają one skuteczności. Nikogo nie trzeba chyba przekonywać o nowennie pompejańskiej czy modlitwie do Judy Tadeusza. Oczywiście w głębokiej pobożności nie można się na tym zatrzymać, ale stanowi to dobry punkt wyjścia. Trzeba kupić sobie dobry, najlepiej starej daty modlitewnik i regularnie z niego korzystać oraz obserwować dokonujący się postęp. Od strony podmiotowej pobożność również nie może się ograniczać tylko do własnych pomysłów. W teologii duchowości funkcjonuje teoria natchnień, która posiada cztery źródła: sam Bóg, anioł stróż, sumienie oraz miłość. Poczwórne źródło powinno więc nieustannie zagrzewać do coraz to większej pobożności. Jej przeciwieństwem jest oschłość oraz w przypadku braku rozwoju tej cnoty opuszczenie duchowe. Oschłość czasami jest korzystna dla rozwoju duchowego, czego nie można powiedzieć o opuszczeniu. Człowiek zostawiony sam sobie traci jakiekolwiek rozumienie duchowe i jest skazany na ataki złego ducha. Pelagianizm nie ma bowiem zastosowania w życiu duchowym, o własnych siłach nie można dojść do Boga. Pobożność jest właściwą drogą jako dar czci. xrp

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R