logotype

Błogosławione łono, które Cię nosiło i piersi, które ssałeś. Błogosławieni wszyscy, co słuchają słowa Bożego i zachowują je. Czasami przeciwstawia się te słowa z dzisiejszej Ewangelii. Może nawet żyjemy w czasach, które zdecydowanie oddzielają je od siebie. Czym innym ma być rzekomo błogosławieństwo przeszłości, które zamienia się w oczach wielu w przekleństwo, a zupełnie czym innym błogosławieństwo teraźniejszości słuchanej i zachowywanej. Właściwie dla współczesności błogosławieństwo płynie wyłącznie z przyszłości, do której dążymy na zasadzie przeciwstawiania się przeszłości, której już nie nazywa się tradycją. Nowoczesność wdziera się także do Kościoła, który więcej mówi o znakach czasu i do nich dostosowuje tłumaczenie Ewangelii. Trzeba jednak pamiętać o tym, że siła drzewa tkwi w jego korzeniach. W rozważaniach św. Augustyna o czasie znajdujemy porównanie mijającego czasu do drzewa, które przyrasta tak, że zawiera w sobie przeszłość jako poszczególne słoje pnia.

W tym kontekście trzeba powiedzieć: błogosławiony Stary Testament ze wszystkimi wydarzeniami przygotowującymi na przyjście Chrystusa, błogosławione łono NMP, które zrodziło Zbawiciela Jezusa Chrystusa, błogosławione wszystkie etapy Jego życia, od poczęcia do śmierci na krzyżu, będącej punktem kulminacyjnym, a następnie zmartwychwstania i wniebowstąpienia oraz ukonstytuowania Kościoła świętego. W tym także błogosławione wszystkie sobory i dogmaty, błogosławiona liturgia święta, dzięki której spływa na ludzi tyle łask, błogosławiona teologia i prawo kościelne, błogosławieni ludzie żyjący na przestrzeni wieków, którzy zachowywali Ewangelię i przekazania kościelne, szczególnie błogosławieni święci. Błogosławiony chrzest Mieszka i wszystkie wydarzenia, które doprowadziły do powstania narodu polskiego jako narodu katolickiego. Błogosławieni patronowie Polski: NMP Królowa Polski, św. Wojciech, Stanisław, Andrzej Bobola – patron tej parafii.

 

Błogosławieństwo przeszłości wynika więc z ciągłości, jaka prowadzi od niej do teraźniejszości. Nie jest tak, że błogosławieni są żyjący przeszłością ani błogosławieni żyjący teraźniejszością. Można w kontekście dzisiejszego spotkania powiedzieć, że błogosławieni żyjący tradycją, czyli przeszłością, która jest słuchana i zachowywana w teraźniejszości. Każda taka konstrukcja, która się powiedzie w przeszłości, posiada olbrzymi potencjał także w przyszłości. Przypomina tym samym rzekę, która musi mieć gdzieś swoje źródło, choć my akurat korzystamy z jej bieżącego odcinka. Mówiąc nieco prościej, wszystko co zaistniało w Kościele i przyniosło w swoim czasie owoce, może w przyszłości już zawsze je przynosić. Trzeba tylko te skarby wydobyć na światło dzienne, odblokować źródła, ponieważ jak wszędzie, także i w Kościele dochodzi do zapominania. Wiele rzeczy zostało przykrytych pyłem czasu, a czasem doszła do tego realizacja określonej teologii. Łaska buduje na naturze i natura w tym rozumieniu to nie tylko biologia, ale całość stworzenia, a więc i historia, zwłaszcza historia święta przemieniona współpracą z łaską. Można więc nawet złe rzeczy przekuć na dobre, bo będą stanowiły nauczkę, jak czynić nie wolno. Pod tym względem Kościół w przeszłości był bardziej konkretny, zwracając wyraźnie uwagę na niebezpieczeństwa i odcinając się od nich. Tradycja jest więc łaską, która zbudowała na naturze swój dom, w którym możemy dzisiaj żyć.

Błogosławieństwo łona może oznaczać wiele rzeczy. Po pierwsze Maryję, która zrodziła Zbawiciela co do ciała (w konsekwencji więc i co do Bóstwa jak mówi dogmat). Szerzej oznacza całą rolę Maryi wobec Kościoła i wszystkich wierzących. Polska jako naród szczególnie poświęcony jej opiece, jest więc predysponowany do umiłowania tradycji będącej jest łonem, które nas zrodziło i piersiami, które ssaliśmy przez tyle wieków. Wszystko, co pochodziło od Boga i służyło wychowaniu w wierze, ma do dziś swoją wielką wartość i do dziś może rodzić do życia nadprzyrodzonego oraz stanowić pokarm na tej drodze. Tradycja jest jak matka i dlatego może przez długi czas utożsamiano Kościół z Tradycją, a współcześnie mówi się Matka Kościoła i Kościół Matka (na kanwie zmian soborowych ustanowiono nawet święto Matki Kościoła).

Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je. Tak jak powiedziałem, może rodzić się przekonanie, że zachodzi tu pewne przeciwstawienie do słów o błogosławieństwie łona. Ale jest ono pozorne. Słuchać słowa Bożego można tylko wtedy, gdy jest to słowo historyczne. Bóg mówił do konkretnych osób w konkretnych warunkach, jednak nie można sądzić, że tamte słowa należą do przeszłości, a my dzisiaj usłyszymy nowe słowa specjalnie dla nas. Na tym polega natchnienie Ducha Świętego jako Pana Dziejów, że to co się wydaje tylko historyczne, staje się ponadczasowe. I tu odkrywa się tajemnica Chrystusa (zjednoczenia tego, co ludzkie z tym, co Boskie) oraz nierozerwalnie związanego z Nim zbawienia. Stąd epokowa rola Maryi Bożej Rodzicielki. Każde słowo powiedziane nam przez Chrystusa, a następnie przekazane różnymi sposobami przez Kościół jest święte i należy je zachowywać. Nie jest to bowiem słowo oderwane od historii, ale słowo, które na określonym jej etapie stało się ciałem, zaistniało w takiej, a nie innej formie, otrzymało swoją cielesną interpretację. Błogosławieństwo słuchacza słowa spada na tego, który jest najpierw słuchaczem słowa Bożego, a nie światowego: tak, jak je przekazują autorytety kościelne, a następnie dopiero w oparciu o kryterium charyzmatyczne czy psychologiczne. Bóg jest Bogiem wszystkich czasów, ale zuchwałością jest zmuszanie Go do specjalnego działania w oparciu o „nasze czasy” (Zeitgeist) bez szukania odpowiedzi w dostępnym już Bożym działaniu. Faktycznie to eliminuje religię jako coś ponadindywidualnego oraz psychologicznego. Dlatego trzeba jak najszerzej otwierać skarbiec Tradycji, w których błogosławieństwo łona towarzyszy błogosławieństwu słuchania i życia. Nikt przecież o sobie samym czy nawet o współczesności nie może powiedzieć, że słuchamy słowa Bożego i je zachowujemy. To się dopiero okaże po owocach, natomiast dzięki Tradycji możemy spożywać owoce przeszłości, która tym samym staje się teraźniejszością, rodzi dzisiaj Kościół i każdego z nas. Nowe rzeczy można przyswajać na zasadzie drzewa – tylko pod warunkiem przyrastania do istniejących już słojów.

Te same refleksje odnoszą się do jubileuszu 1050 lat od chrztu Polski. Warto podkreślić, że Bóg dla tych, co słuchają słowa i zachowują je przygotowuje specjalną rolę także w doczesności. Maryja – ta, która najlepiej słuchała i zachowywała, otrzymała też najwięcej zadań odnośnie do ludzkości w obecnym stadium życia na ziemi. Ona jest wszechpośredniczką łask, wszelkich łask. Im bardziej naród będzie słuchał słowa, a nasz naród może nie idealnie, ale przez lata słuchał słowa Bożego i zachowywał oraz dla wiary wiele wycierpiał przez świętych narodu polskiego, tym bardziej ma prawo oczekiwać swoistej roli dziejowej wobec innych narodów. Błogosławieństwo Maryi może więc stać się naszym udziałem w sensie budzenia wiary innych narodów oraz zachowania tradycji.

Na koniec ostatnia kwestia odróżnienia tradycji od zwykłej historii, która przecież zawiera nie tylko momenty chwalebne, ale także i hańbiące. Także historia Kościoła i Polski takowe posiada. Wynika to z grzeszności i ułomności ludzi, którzy nie chcą współpracować z łaską Bożą i stawiają jej czynny opór. Dla rozróżnienia stosuje się więc kryterium autorytetu samego Boga. Jeśli Bóg potwierdza skuteczność danego środka w tradycji np. cudami odnośnie do świętych, to tym samym potwierdza ich misję i dzieło. Niekoniecznie musi to oznaczać bezbłędność wszelkich słów i poczynań, ale przynajmniej ukazuje kierunek. I podstawowa zasada: to co było zawsze i wszędzie i przez wszystkich dobre (Wincenty z Lerynu semper, ubique, ab omnibus), nie może przestać takie być i dzisiaj, nawet jeśli czasy się zmieniły. W ogóle jest to prawdopodobnie największa pokusa, żeby odrzucenie przeszłości dokonywało się pod płaszczykiem argumentu ze zmiany czasów. Działalność Kościoła zamienia się wtedy w nieustanne dopasowywanie się do świata, a jedyną niewiadomą pozostaje tempo tych zmian. Czasy się zmieniają, ale prawda pozostaje niezmienna, człowiek w swojej głębi pozostaje niezmienny, a przede wszystkim sam Bóg jest niezmienny. Im bardziej sami trwamy przy tym, co najistotniejsze i niezmienne, tym łatwiej będzie odkryć wartość tradycji katolickiej. Im więcej zmian w życiu kościelnym i prywatnym, tym trudniej zaakceptować prawdy uniwersalne i próbować wcielać w życie wskazówki Ojców Kościoła czy mistyków. Musimy sobie wszakże uświadomić, że nigdy nie były to łatwe rzeczy. Tyle tylko, że wtedy wiedziano o tym, że są to trudne acz możliwe rzeczy, a dzisiaj się je odrzuca a priori jako nieodpowiadające współczesnym czasom. Jest to najgorszy argument, bo zupełnie nieracjonalny. Arbitralnie odrzuca się dobrodziejstwa, posag, dziedzictwo nawet bez rozpatrzenia ich wartości, a nawet zaczyna brakować układu odniesienia do porównywania poszczególnych rzeczy. Nic nie jest dobre, to i nic nie jest złe. Odrzucenie tradycji prowadzi więc w prostej linii do totalitaryzmu, nawet jeśli etapem pośrednim jest relatywizm. Współcześnie wielkiej wojownikiem przeciwko relatywizmowi jest Benedykt XVI, on też przez Summorum pontificio rozszerzył dostęp do tradycyjnej liturgii w obrządku rzymskim. Należy w tym widzieć zbieżność. To właśnie tradycja pozwala oprzeć się pokusie relatywizmu, który odrzuca matkę, która zrodziła i wykarmiła go wraz z jej błogosławieństwem. Pozostaje poczucie totalnego osamotnienia i zdania się wyłącznie na własne siły. Natomiast dzięki tradycji błogosławieństwo łona przechodzi w błogosławieństwo słuchacza słowa. xrp

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R