logotype

Najczęściej patrzy się na wniebowstąpienie przestrzennie. Niebo jest nad ziemią i stanowią razem w pewnym sensie dwa światy, które są wzajemnie nieprzenikalne. To co się dzieje na ziemi nie wpływa na niebo, które zawsze wydawało się nieporuszone przez nic ziemskiego. Z kolei ruchy niebieskie (gwiazd) były postrzegane jako wieczne i stałe, bez żadnych odstępstw. Dzięki temu wyznaczano czas. Arystoteles wyróżniał sferę podksiężycową i nadksiężycową. Miało to przełożenie na życie człowieka, który mimo że był istotą ziemską, to jednak poprzez rozum wykraczał ponad świat i odkrywał w sobie jakieś elementy ze sfery nadksięzycowej, niezmiennej, wiecznie krążącej po orbitach do coraz to doskonalszych sfer nieba, w centrum których znajdował się Nieporuszony Poruszyciel. Jednak sama rozumność nie zapewniała szczęścia nieba (Arystoteles prawdopodobnie nie uznawał nieśmiertelności duszy). Powszechne mniemania pogańskie prowadziły po skończonym życiu na ziemi w zaświaty, które żadną miarą nie mogą być porównane do nieba. Raczej należałoby powiedzieć, że jest to miejsce dwuwymiarowe, uboższe w porównaniu do ziemskiej egzystencji, pozbawione głębi. Dusze na kształt cieni snują się po krainie wiecznego snu i to one potrzebują wsparcia energii żywych. To ze świata płynie szczęśliwość zmarłych i w sumie powinni oni zazdrościć żywym ich jeszcze trwającego stanu relatywnej pełni. Człowiek jednak intuicyjnie czuje swoją więź z niebem i chciałby widzieć w nim swoje przeznaczenie, chronologicznie łączyć ziemię z niebem. Niebo powinno być wieczną szczęśliwością, czwartym wymiarem, niedostępny z poziomu ludzkiej natury, ale łaskawie udzielony przez samo niebo. Trzeba tylko pytać o zasadę otrzymania łaski wniebowstąpienia. Od zawsze takim kryterium była moralność. Niebo dla człowieka łączy się z ziemią poprzez teleologię etyczną. Od postępowania na ziemi zależy przyszłość niebieska.

Najważniejszym tekstem Objawienia chrześcijańskiego ustawiającym właściwą relację nieba i ziemi jest pierwsze zdanie Pisma świętego: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1, 1). Niebo również jako stan wiecznej szczęśliwości jest stworzone, bo niestworzony jest tylko Bóg. Niebo wymienione zostało tu na pierwszym miejscu, a następnie Bóg w stwarzaniu zajmuje się tylko ziemią. Niebo pozostaje w tym układzie jakby nieruchome, nie podlega dalszemu przekształcaniu, pozbawione jest dynamizmu, które dopiero musi się zaktualizować. Można to tłumaczyć na kilka sposobów: jeden z nich to ukazanie ostatecznej celowości (terminus ultimus), która jako taka zawsze przed nami pozostaje nieznana, ale też niezmienna. Daje to do zrozumienia, że niebo trzeba traktować jako cel ziemi, jej dopełnienie po drugiej stronie rzeczywistości. Bez stworzenia nieba nie sposób zrozumieć ziemi w jej przyszłości i nieustannym dynamizmie. Niebo nie jest tylko oddzieloną od ziemi rzeczywistością idealną, której nie sposób osiągnąć, choć wiszącą nad ludzkością. Niebo jest osiągane przez dążenie wzwyż własnej natury, etykę życia, odkrywanie, że ziemia jest utkana z kierunków niebieskich, czyli nadających linie działania. Cała ontologia posiada podszewkę etyczną przez to, że ziemia jest czasowa i domaga się jakiegoś końca jako kresu spełnienia. Warunkiem sine qua non osiągniecia nieba pozostaje dążenie do niego z całego serca i ze wszystkich sił (Pwt 6, 5; Mt 22, 37), a nie traktowanie go jako mechanicznego końca. Niebo nabiera w ten sposób cech osobowych i moralnych. Sam człowiek odzwierciedla strukturę nieba i ziemi, ponieważ posiada duszę i ciało. Nie rozumie się tych dwóch elementów jako symetrycznych, ale na zasadzie materii i formy, całości i części lub – jak to próbuję pokazać – celu i dążenia do niego.

Ideologie świeckie również są bardzo wrażliwe na kategorię nieba. Powstała w XX w. filozofia nadziei (E. Bloch) operowała nią bardzo sprawnie. Popełniano jednak zasadniczy błąd co do funkcji nieba. Pojmowano je na zasadzie ciągłości z przyszłością ziemi, czyli da się niebo osiągnąć własnymi siłami, tylko trzeba zastosować odpowiednie środki. Niebo trzeba antycypować tu na ziemi, a metodą realizacji najczęściej jest rewolucja. Wystarczy tylko zastosować konsekwentnie walkę klas w takim czy innym wydaniu, a niebo samo przyjdzie na ziemię. Jak się to kończyło, to chyba najdobitniej świadczą owoce nazizmu i komunizmu. Natomiast kierunek łączenia nieba z ziemią jest odwrotny, to niebo uzdalnia ziemię do osiągnięcia go. Nie da się go ściągnąć na dół, ale trzeba prosić o możliwość bycia przyciągniętym ku górze.

Ziemia bowiem pozbawiona nieba lub realizująca niebo immanentnymi siłami zamienia się w swoje przeciwieństwo. To znaczy dążenia ludzkie, jeśli nie są nakierowane na transcendencję, przechodzą na pozycje samowystarczalności. To zwykle przeradza się w całkowicie przyziemne dążenia, nakierowanie dosłownie na ziemię: proch, błoto, od którego ontycznie człowiek jest przecież większy. Postępuje wtedy proces degradacji człowieczeństwa. Rysuje się analogia ze sceną ewangeliczną, kiedy Jezus wyrzuca legion złych duchów i te proszą Go, by posłał je w świnie. Wspaniałe anioły przed upadkiem wygnane z człowieka, pragną wejść w świnie. Oto degradacja z nieba na ziemię i to w dodatku w jej najniższe rejony. Zły duch już dokonał swego wyboru i szuka tego co najważniejsze w tym co najdalej od nieba, co porównać można do życia świń całymi dniami brodzącymi w błocie i własnych odchodach oraz obrastających w tłuszcz. Przez grzech dzieje się taka właśnie sytuacja. Tracąc niebo, człowiek znajduje się w najniższych warstwach ziemi, przytłoczony własną egzystencją i widzący jedynie przyziemne cele. Jego stan staje się gorszy niż stan wyjściowy. Aktualizuje się tu nauka o grzechu pierworodnym, który był pierwszą zamianą ziemi z niebem, albo lepiej – próbą utożsamienia tych dwóch sfer. „Będziecie jak Bóg”, czyli pokusa, aby raj zamienić w niebo własnymi siłami. Skutek był jednak odwrotny – zamykając się na niebo, ziemia się zdegradowała. Natura się zbuntowała wobec człowieka, a w nim samym nastąpił podział między duszą (element niebieski) a ciałem (element ziemski). Odtąd to nie ziemia dąży do nieba, ale niebo ma służyć pożądliwościom ziemi.

Niebo tym właśnie różni się od ziemi, że nie stanowi żadnej jej części ani obecnie, ani w przyszłości. Kierunek może być tylko zstępujący, czyli z góry przychodzi łaska biorąca do nieba, z którą wszakże trzeba współpracować, a wcześniej jeszcze przyjąć. Zatem tylko Bóg zstępujący z nieba może do nieba kogokolwiek zabrać. Bóg, który jest najwłaściwszą treścią nieba, zstąpił na ziemię, a więc ziemia stała się nosicielem nieba, miejscem jego zamieszkania. Nie doprowadziło to do zniesienia ziemi, ponieważ Bóg wcielił się, czyli przyjął ziemię (a konkretnie jej zwieńczenie w postaci natury ludzkiej). Niebo samo wyszło z inicjatywą przywrócenia ontycznej celowości dzięki przyjęciu czystej natury ludzkiej (bez grzechu pierworodnego), nie pozbawiając się swojej transcendencji. Spoglądanie w niebo oznacza teraz szukanie śladów Wcielenia na ziemi, które stają się portalami nieba zważywszy na to, że Wcielony Bóg po spełnionej misji wstąpił do nieba. Niebo posiada odtąd sens chrystologiczny i konsekwentnie eklezjologiczny Ciała Chrystusa, który zmienia kierunek relacji nieba i ziemi z wyłącznie pionowego ku górze na duchowy i sakramentalny. Chodzi teraz o łaskę Chrystusa, która daje niebo i to ona ma być najważniejsza.

Niebo nie jest więc daleko, jak powszechnie się mniema. Intuicja z kosmosem, który jest oddalony od Ziemi o miliony kilometrów, jest już nietrafiona. Wniebowstąpienie oznacza ostatecznie przybliżenie się Chrystusa do wszystkich ludzi, którzy na każdej szerokości geograficznej widzą niebo i mogą traktować je osobowo, czyli jako Boga, który jest blisko. W pewnym sensie Jezus, który wstąpił do nieba, jest bliżej, niż miałby przebywać fizycznie w jakimś miejscu np. w Jerozolimie. Trudność stanowi niemożliwość fizycznego kontaktu, ale właśnie dlatego mamy do czynienia z pośrednictwem religii, jej znaków i obrazów. Jezus nie wstąpił od razu do nieba po zmartwychwstaniu, dał wiele znaków, że żyje i opowiadał o królestwie niebieskim, choć jego stan został trwale przemieniony. Najważniejszym darem nieba po wstąpieniu tam Jezusa jest zesłanie Ducha Świętego i Jego dzieło ewangelizacji. On przenosi płaszczyznę drogi do nieba na duchową. Niebo już nie jest nad nami, ale jest między nami, w nas – Królestwo Boże jest pośród was (Łk 17, 21 gr. hymon – pośród, w).

To też zwraca uwagę na kierunek poziomy dążenia do nieba, czyli na miłość braterską. Bóg uzależnia dostanie się do nieba od relacji z innymi ludźmi, a konkretnie od realizacji Jego królestwa pośród ludzi, co ma także sens eklezjologiczny, budowania Kościoła. Niebo zaczyna się wszędzie tam, gdzie głosi się zmartwychwstałego Chrystusa, czego skutkiem jest przyjęcie wiary. Dzięki wstąpieniu Jezusa do nieba, pozostaje ono otwarte dla ludzkiej natury pod warunkiem, że otworzy się ona na innych, którzy w pewnym sensie są niebem (celem) dla danej jednostki. Trzeba to rozumieć celowo, a nie utylitarystycznie czy co gorsza hedonistycznie. Drugi człowiek jest niebem jako obiekt służby miłości, także w rozumieniu budowania struktury wiary, a nie tylko posługi caritas. Co więcej, owo bycie celem nie stanowi zasługi bliźniego, bo otwarcie na potencjalne zbawienie jest dziełem Ducha Świętego, który działa w drugich, zanim jeszcze my się do nich zbliżymy. Każdy człowiek ochrzczony jest świątynią Ducha Świętego, a więc miejsce Jego szczególnego działania. Chodzi więc w tej teologii nieba nie tyle o izolacjonizm duchowy, postawę fuga mundi, ile o stanięcie się świadkiem otwartości nieba i łaski, dzięki której można się do niego dostać. „Dlaczego wpatrujecie się w niebo” pytają aniołowie Apostołów (Dz 1, 11). Jakby chcieli powiedzieć, że trzeba wziąć się do roboty i przenieść niebo na Kościół, który od dziś należy zacząć budować. Najpierw oczywiście przez modlitwę i oczekiwanie na duszę Kościoła, czyli Ducha Świętego, a następnie za Jego pomocą świadczyć całemu światu o otwartym niebie przez dzieło Jezusa Chrystusa.

Chrystus, który wstępuje do nieba, z którego jako Słowo Przedwieczne zstąpił, ukazuje cel swojej misji, a jednocześnie cel życia człowieka. Ponieważ jednak wniebowstąpienie następuje jako zwieńczenie Jego posłannictwa, to dla zrozumienia go potrzeba gruntownej analizy całego życia ziemskiego Jezusa. Innymi słowy, nie ma wniebowstąpienia bez krzyża i zmartwychwstania, bez wcześniejszego nauczania i założenia Kościoła. Dla pojedynczego wierzącego oznacza to konieczność wiary wyrażanej eklezjalnie przez sakramenty oraz kształtowanej przez doktrynę. Chodzi zatem o głębsze poznanie dzieła Chrystusa – veritates fidei (dogmaty, depositum fidei), o światłe oczy serca, o ducha mądrości i objawienia (Ef 1, 17-18). Niebo posiada warstwę epistemologiczną, nie wystarczy, że znajduje się nad głowami i jest niebieskie, ale domaga się głębszego poznania. Odkąd niebo oznacza Chrystusa siedzącego po prawicy Ojca wraz z Jego ludzką naturą, cała wiedza o niebie implikuje i wieńczy wiedzę o człowieku i jego życiu. Poznanie nieba oznacza poznanie samej ziemi w jej funkcji dążenia do celu ostatecznego, a zwłaszcza najbardziej dynamicznego mostu, czyli człowieczeństwa Chrystusa. Niebo dzięki Chrystusowi jest pełne ludzi, świętych zgromadzonych wokół swojego przewodnika Jezusa, posadzonego ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem (Ef 1, 21-22). Przewyższył On dotychczasowe „nieba”, stając się jedynym pośrednikiem zbawienia. Wszystko zostało złożone pod Jego stopy, czyli to On będzie dokonywał sądu. Wniebowstąpienie objawia nam prawdy o królowaniu Jezusa i w konsekwencji o byciu przez Niego sędzią wszechświata.

Z „górnego nieba” Chrystus króluje, oddziałując na powstające na ziemi Królestwo Niebieskie. Niebo wraz z Chrystusem zstępuje na ziemię i mają w nim udział ci, którzy znajdą się w obrębie Jego Ciała, które stało się mostem łączącym niebo z ziemią. Kościół – Ciało Chrystusa obejmuje swym zasięgiem zarówno ziemię, jak i niebo, stąd podział na ecclesia militans i ecclesia triumphans. A skoro niebo jest skutkiem życia nakierowanego na cel wiecznego szczęścia z Bogiem, to również wchodzi w grę niedoskonałe osiągnięcie go i tu również Kościół pozostaje skuteczny w ramach ecclesia patiens. Św. Jan Apostoł w swoim widzeniu końca mówi o nowym niebie i nowej ziemi (Ap 21, 1) – człowiek otrzymując dar zbawienia, przekracza warunki szczęśliwości w momencie stworzenia, poszerza się niebo. Nowe niebo jest szczęściem wieczności przebywania w obecności Boga, jeszcze większym niż pierwotnie było to zakładane, ponieważ Chrystus z ludzką naturą wstąpił do nieba. Niebo się odnawia nie przez usunięcia jakiegoś zła, bo takiego w niebie nie było, ale przez dopełnienie o ludzi, którzy stanowią członki ciała Chrystusowego, którzy dzięki zmartwychwstałym ciałom wniosą całą ziemię do nieba. Już teraz Chrystus, który wstąpił do nieba, rozpoczął proces odnawiania nieba, który zakończy się wraz z Sądem Ostatecznym i zmartwychwstaniem ciał. xrp

Wniebowstąpienie

Najczęściej patrzy się na wniebowstąpienie przestrzennie. Niebo jest nad ziemią i stanowią razem w pewnym sensie dwa światy, które są wzajemnie nieprzenikalne. To co się dzieje na ziemi nie wpływa na niebo, które zawsze wydawało się nieporuszone przez nic ziemskiego. Z kolei ruchy niebieskie (gwiazd) były postrzegane jako wieczne i stałe, bez żadnych odstępstw. Dzięki temu wyznaczano czas. Arystoteles wyróżniał sferę podksiężycową i nadksiężycową. Miało to przełożenie na życie człowieka, który mimo że był istotą ziemską, to jednak poprzez rozum wykraczał ponad świat i odkrywał w sobie jakieś elementy ze sfery nadksięzycowej, niezmiennej, wiecznie krążącej po orbitach do coraz to doskonalszych sfer nieba, w centrum których znajdował się Nieporuszony Poruszyciel. Jednak sama rozumność nie zapewniała szczęścia nieba (Arystoteles prawdopodobnie nie uznawał nieśmiertelności duszy). Powszechne mniemania pogańskie prowadziły po skończonym życiu na ziemi w zaświaty, które żadną miarą nie mogą być porównane do nieba. Raczej należałoby powiedzieć, że jest to miejsce dwuwymiarowe, uboższe w porównaniu do ziemskiej egzystencji, pozbawione głębi. Dusze na kształt cieni snują się po krainie wiecznego snu i to one potrzebują wsparcia energii żywych. To ze świata płynie szczęśliwość zmarłych i w sumie powinni oni zazdrościć żywym ich jeszcze trwającego stanu relatywnej pełni. Człowiek jednak intuicyjnie czuje swoją więź z niebem i chciałby widzieć w nim swoje przeznaczenie, chronologicznie łączyć ziemię z niebem. Niebo powinno być wieczną szczęśliwością, czwartym wymiarem, niedostępny z poziomu ludzkiej natury, ale łaskawie udzielony przez samo niebo. Trzeba tylko pytać o zasadę otrzymania łaski wniebowstąpienia. Od zawsze takim kryterium była moralność. Niebo dla człowieka łączy się z ziemią poprzez teleologię etyczną. Od postępowania na ziemi zależy przyszłość niebieska.

Najważniejszym tekstem Objawienia chrześcijańskiego ustawiającym właściwą relację nieba i ziemi jest pierwsze zdanie Pisma świętego: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1, 1). Niebo również jako stan wiecznej szczęśliwości jest stworzone, bo niestworzony jest tylko Bóg. Niebo wymienione zostało tu na pierwszym miejscu, a następnie Bóg w stwarzaniu zajmuje się tylko ziemią. Niebo pozostaje w tym układzie jakby nieruchome, nie podlega dalszemu przekształcaniu, pozbawione jest dynamizmu, które dopiero musi się zaktualizować. Można to tłumaczyć na kilka sposobów: jeden z nich to ukazanie ostatecznej celowości (terminus ultimus), która jako taka zawsze przed nami pozostaje nieznana, ale też niezmienna. Daje to do zrozumienia, że niebo trzeba traktować jako cel ziemi, jej dopełnienie po drugiej stronie rzeczywistości. Bez stworzenia nieba nie sposób zrozumieć ziemi w jej przyszłości i nieustannym dynamizmie. Niebo nie jest tylko oddzieloną od ziemi rzeczywistością idealną, której nie sposób osiągnąć, choć wiszącą nad ludzkością. Niebo jest osiągane przez dążenie wzwyż własnej natury, etykę życia, odkrywanie, że ziemia jest utkana z kierunków niebieskich, czyli nadających linie działania. Cała ontologia posiada podszewkę etyczną przez to, że ziemia jest czasowa i domaga się jakiegoś końca jako kresu spełnienia. Warunkiem sine qua non osiągniecia nieba pozostaje dążenie do niego z całego serca i ze wszystkich sił (Pwt 6, 5; Mt 22, 37), a nie traktowanie go jako mechanicznego końca. Niebo nabiera w ten sposób cech osobowych i moralnych. Sam człowiek odzwierciedla strukturę nieba i ziemi, ponieważ posiada duszę i ciało. Nie rozumie się tych dwóch elementów jako symetrycznych, ale na zasadzie materii i formy, całości i części lub – jak to próbuję pokazać – celu i dążenia do niego.

Ideologie świeckie również są bardzo wrażliwe na kategorię nieba. Powstała w XX w. filozofia nadziei (E. Bloch) operowała nią bardzo sprawnie. Popełniano jednak zasadniczy błąd co do funkcji nieba. Pojmowano je na zasadzie ciągłości z przyszłością ziemi, czyli da się niebo osiągnąć własnymi siłami, tylko trzeba zastosować odpowiednie środki. Niebo trzeba antycypować tu na ziemi, a metodą realizacji najczęściej jest rewolucja. Wystarczy tylko zastosować konsekwentnie walkę klas w takim czy innym wydaniu, a niebo samo przyjdzie na ziemię. Jak się to kończyło, to chyba najdobitniej świadczą owoce nazizmu i komunizmu. Natomiast kierunek łączenia nieba z ziemią jest odwrotny, to niebo uzdalnia ziemię do osiągnięcia go. Nie da się go ściągnąć na dół, ale trzeba prosić o możliwość bycia przyciągniętym ku górze.

Ziemia bowiem pozbawiona nieba lub realizująca niebo immanentnymi siłami zamienia się w swoje przeciwieństwo. To znaczy dążenia ludzkie, jeśli nie są nakierowane na transcendencję, przechodzą na pozycje samowystarczalności. To zwykle przeradza się w całkowicie przyziemne dążenia, nakierowanie dosłownie na ziemię: proch, błoto, od którego ontycznie człowiek jest przecież większy. Postępuje wtedy proces degradacji człowieczeństwa. Rysuje się analogia ze sceną ewangeliczną, kiedy Jezus wyrzuca legion złych duchów i te proszą Go, by posłał je w świnie. Wspaniałe anioły przed upadkiem wygnane z człowieka, pragną wejść w świnie. Oto degradacja z nieba na ziemię i to w dodatku w jej najniższe rejony. Zły duch już dokonał swego wyboru i szuka tego co najważniejsze w tym co najdalej od nieba, co porównać można do życia świń całymi dniami brodzącymi w błocie i własnych odchodach oraz obrastających w tłuszcz. Przez grzech dzieje się taka właśnie sytuacja. Tracąc niebo, człowiek znajduje się w najniższych warstwach ziemi, przytłoczony własną egzystencją i widzący jedynie przyziemne cele. Jego stan staje się gorszy niż stan wyjściowy. Aktualizuje się tu nauka o grzechu pierworodnym, który był pierwszą zamianą ziemi z niebem, albo lepiej – próbą utożsamienia tych dwóch sfer. „Będziecie jak Bóg”, czyli pokusa, aby raj zamienić w niebo własnymi siłami. Skutek był jednak odwrotny – zamykając się na niebo, ziemia się zdegradowała. Natura się zbuntowała wobec człowieka, a w nim samym nastąpił podział między duszą (element niebieski) a ciałem (element ziemski). Odtąd to nie ziemia dąży do nieba, ale niebo ma służyć pożądliwościom ziemi.

Niebo tym właśnie różni się od ziemi, że nie stanowi żadnej jej części ani obecnie, ani w przyszłości. Kierunek może być tylko zstępujący, czyli z góry przychodzi łaska biorąca do nieba, z którą wszakże trzeba współpracować, a wcześniej jeszcze przyjąć. Zatem tylko Bóg zstępujący z nieba może do nieba kogokolwiek zabrać. Bóg, który jest najwłaściwszą treścią nieba, zstąpił na ziemię, a więc ziemia stała się nosicielem nieba, miejscem jego zamieszkania. Nie doprowadziło to do zniesienia ziemi, ponieważ Bóg wcielił się, czyli przyjął ziemię (a konkretnie jej zwieńczenie w postaci natury ludzkiej). Niebo samo wyszło z inicjatywą przywrócenia ontycznej celowości dzięki przyjęciu czystej natury ludzkiej (bez grzechu pierworodnego), nie pozbawiając się swojej transcendencji. Spoglądanie w niebo oznacza teraz szukanie śladów Wcielenia na ziemi, które stają się portalami nieba zważywszy na to, że Wcielony Bóg po spełnionej misji wstąpił do nieba. Niebo posiada odtąd sens chrystologiczny i konsekwentnie eklezjologiczny Ciała Chrystusa, który zmienia kierunek relacji nieba i ziemi z wyłącznie pionowego ku górze na duchowy i sakramentalny. Chodzi teraz o łaskę Chrystusa, która daje niebo i to ona ma być najważniejsza.

Niebo nie jest więc daleko, jak powszechnie się mniema. Intuicja z kosmosem, który jest oddalony od Ziemi o miliony kilometrów, jest już nietrafiona. Wniebowstąpienie oznacza ostatecznie przybliżenie się Chrystusa do wszystkich ludzi, którzy na każdej szerokości geograficznej widzą niebo i mogą traktować je osobowo, czyli jako Boga, który jest blisko. W pewnym sensie Jezus, który wstąpił do nieba, jest bliżej, niż miałby przebywać fizycznie w jakimś miejscu np. w Jerozolimie. Trudność stanowi niemożliwość fizycznego kontaktu, ale właśnie dlatego mamy do czynienia z pośrednictwem religii, jej znaków i obrazów. Jezus nie wstąpił od razu do nieba po zmartwychwstaniu, dał wiele znaków, że żyje i opowiadał o królestwie niebieskim, choć jego stan został trwale przemieniony. Najważniejszym darem nieba po wstąpieniu tam Jezusa jest zesłanie Ducha Świętego i Jego dzieło ewangelizacji. On przenosi płaszczyznę drogi do nieba na duchową. Niebo już nie jest nad nami, ale jest między nami, w nas – Królestwo Boże jest pośród was (Łk 17, 21 gr. hymon – pośród, w).

To też zwraca uwagę na kierunek poziomy dążenia do nieba, czyli na miłość braterską. Bóg uzależnia dostanie się do nieba od relacji z innymi ludźmi, a konkretnie od realizacji Jego królestwa pośród ludzi, co ma także sens eklezjologiczny, budowania Kościoła. Niebo zaczyna się wszędzie tam, gdzie głosi się zmartwychwstałego Chrystusa, czego skutkiem jest przyjęcie wiary. Dzięki wstąpieniu Jezusa do nieba, pozostaje ono otwarte dla ludzkiej natury pod warunkiem, że otworzy się ona na innych, którzy w pewnym sensie są niebem (celem) dla danej jednostki. Trzeba to rozumieć celowo, a nie utylitarystycznie czy co gorsza hedonistycznie. Drugi człowiek jest niebem jako obiekt służby miłości, także w rozumieniu budowania struktury wiary, a nie tylko posługi caritas. Co więcej, owo bycie celem nie stanowi zasługi bliźniego, bo otwarcie na potencjalne zbawienie jest dziełem Ducha Świętego, który działa w drugich, zanim jeszcze my się do nich zbliżymy. Każdy człowiek ochrzczony jest świątynią Ducha Świętego, a więc miejsce Jego szczególnego działania. Chodzi więc w tej teologii nieba nie tyle o izolacjonizm duchowy, postawę fuga mundi, ile o stanięcie się świadkiem otwartości nieba i łaski, dzięki której można się do niego dostać. „Dlaczego wpatrujecie się w niebo” pytają aniołowie Apostołów (Dz 1, 11). Jakby chcieli powiedzieć, że trzeba wziąć się do roboty i przenieść niebo na Kościół, który od dziś należy zacząć budować. Najpierw oczywiście przez modlitwę i oczekiwanie na duszę Kościoła, czyli Ducha Świętego, a następnie za Jego pomocą świadczyć całemu światu o otwartym niebie przez dzieło Jezusa Chrystusa.

Chrystus, który wstępuje do nieba, z którego jako Słowo Przedwieczne zstąpił, ukazuje cel swojej misji, a jednocześnie cel życia człowieka. Ponieważ jednak wniebowstąpienie następuje jako zwieńczenie Jego posłannictwa, to dla zrozumienia go potrzeba gruntownej analizy całego życia ziemskiego Jezusa. Innymi słowy, nie ma wniebowstąpienia bez krzyża i zmartwychwstania, bez wcześniejszego nauczania i założenia Kościoła. Dla pojedynczego wierzącego oznacza to konieczność wiary wyrażanej eklezjalnie przez sakramenty oraz kształtowanej przez doktrynę. Chodzi zatem o głębsze poznanie dzieła Chrystusa – veritates fidei (dogmaty, depositum fidei), o światłe oczy serca, o ducha mądrości i objawienia (Ef 1, 17-18). Niebo posiada warstwę epistemologiczną, nie wystarczy, że znajduje się nad głowami i jest niebieskie, ale domaga się głębszego poznania. Odkąd niebo oznacza Chrystusa siedzącego po prawicy Ojca wraz z Jego ludzką naturą, cała wiedza o niebie implikuje i wieńczy wiedzę o człowieku i jego życiu. Poznanie nieba oznacza poznanie samej ziemi w jej funkcji dążenia do celu ostatecznego, a zwłaszcza najbardziej dynamicznego mostu, czyli człowieczeństwa Chrystusa. Niebo dzięki Chrystusowi jest pełne ludzi, świętych zgromadzonych wokół swojego przewodnika Jezusa, posadzonego ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem (Ef 1, 21-22). Przewyższył On dotychczasowe „nieba”, stając się jedynym pośrednikiem zbawienia. Wszystko zostało złożone pod Jego stopy, czyli to On będzie dokonywał sądu. Wniebowstąpienie objawia nam prawdy o królowaniu Jezusa i w konsekwencji o byciu przez Niego sędzią wszechświata.

Z „górnego nieba” Chrystus króluje, oddziałując na powstające na ziemi Królestwo Niebieskie. Niebo wraz z Chrystusem zstępuje na ziemię i mają w nim udział ci, którzy znajdą się w obrębie Jego Ciała, które stało się mostem łączącym niebo z ziemią. Kościół – Ciało Chrystusa obejmuje swym zasięgiem zarówno ziemię, jak i niebo, stąd podział na ecclesia militans i ecclesia triumphans. A skoro niebo jest skutkiem życia nakierowanego na cel wiecznego szczęścia z Bogiem, to również wchodzi w grę niedoskonałe osiągnięcie go i tu również Kościół pozostaje skuteczny w ramach ecclesia patiens. Św. Jan Apostoł w swoim widzeniu końca mówi o nowym niebie i nowej ziemi (Ap 21, 1) – człowiek otrzymując dar zbawienia, przekracza warunki szczęśliwości w momencie stworzenia, poszerza się niebo. Nowe niebo jest szczęściem wieczności przebywania w obecności Boga, jeszcze większym niż pierwotnie było to zakładane, ponieważ Chrystus z ludzką naturą wstąpił do nieba. Niebo się odnawia nie przez usunięcia jakiegoś zła, bo takiego w niebie nie było, ale przez dopełnienie o ludzi, którzy stanowią członki ciała Chrystusowego, którzy dzięki zmartwychwstałym ciałom wniosą całą ziemię do nieba. Już teraz Chrystus, który wstąpił do nieba, rozpoczął proces odnawiania nieba, który zakończy się wraz z Sądem Ostatecznym i zmartwychwstaniem ciał. 

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R