logotype

rocznica chrztuW tym roku podczas Święta Chrztu Pańskiego nie sposób nie odnieść się do chrztu Polski, kiedy w 966 roku Mieszko (łac. Mesco, Mieczysław wg Gala Anonima i później w Żywotach Świętych) zawierzył Polskę Chrystusowi. Nasz własny chrzest wpisany jest bowiem nie tylko w kontekst religijno-indywidualny, ale także religijno-społeczny i narodowy. To, że możemy być ochrzczeni, wynika z konkretnego uwarunkowania historycznego, że wiara w narodzie polskim została zaszczepiona. Sam termin chrzest Polski jest analogiczny, czyli odnosi się do wydarzenia chrztu księcia Mieszka i związanych z tym konsekwencji dla jego dworu i z kolei dla całego rodzącego się wówczas narodu. Chrystianizacja ludności dokonywała się stopniowo i powiodła się dzięki twórczej współpracy samych Polaków. Od tamtej pory stanowimy naród chrześcijański, który przekazywał wiarę z pokolenia na pokolenie bez przerwy w łańcuchu świadectw.

 

W przypadku samego wydarzenia chrztu Polski, nie trzeba zwracać uwagi tylko na czysto polityczne uwarunkowania oraz dążyć do ustalenia materialnego przebiegu chrystianizacji. Istotne wydaje się również znaczenie symboliczne życiorysu Mieszka i w ogóle całej historii Polski. Zachował się przekaz o ślepocie księcia Mieszka do siódmego roku życia i jego późniejsze uzdrowienie jako zapowiedź przyszłego chrztu i oświecenia całego kraju. Polska została ochrzczona w niemowlęctwie państwowym, historycy obliczają, że pierwsze grody powstały ok. 930 r. Więc zaraz po urodzeniu się organizacji politycznej Polan, dokonał się jej chrzest. Stąd chrześcijaństwo leży u podstaw budowy państwa polskiego. Chrześcijaństwo stało się dla rodzącego się państwa źródłem światła nie tylko w aspekcie nadprzyrodzonym, ale w relacjach z innymi państwami. Wiele dobrego przyniosło sprowadzenie wielu duchownych, którzy wówczas byli jedynymi ludźmi potrafiącymi czytać i pisać. Dogmaty chrześcijańskie wydatnie przyczyniły się do przemiany ludzkich obyczajów. Chrzest dawał wiele korzyści kulturowych: z Zachodu sprowadzono kamienną architekturę rezydencji monarszych, lepszą organizację dworu, umiejętność budowy wielkich świątyń. Mieszko oddał Polskę pod opiekę papieża, co znajduje odzwierciedlenie w dokumencie Dagome iudex, co nie pozbawiło naszego kraju suwerenności, a jedynie włączyło w duchową wspólnotę narodów ochrzczonych i pozwoliło na szybszy rozwój struktur kościelnych w Polsce. Pierwsze biskupstwo powstało niezwykle szybko, wcześniej niż w Czechach.

Wiara rzymskokatolicka tak głęboko wrosła w polskość, że często była jedynym kanałem przekazu patriotyzmu, szczególnie w czasach nieistnienia państwa polskiego. To dlatego patriotyzm w Polsce ma charakter religijny, choć przy świadomości rozróżnienia tych dwóch sfer. Dlatego naród polski powinien pokładać nadzieję przede wszystkim w Bogu, a nie w sojuszach ze współczesnymi ludźmi Egiptu czy Babilonu. Bez wiary, której bramą jest chrzest, na nic się zda mit o wzroście gospodarczym, który jakimś trafem zupełnie nie jest odczuwalny przez przeciętnych ludzi, czy metafora zielonej wyspy. Sama geografia, ekonomia czy przekonanie o rozwiązaniu wszystkich problemów w przyszłości nie pomoże, trzeba sięgnąć do historii. Cała siła drzewa znajduje się w korzeniach, a te w przypadku Polski należą do Boga. Nasi przodkowie byli Mu wierni nie tylko jako jednostki, ale przede wszystkim jako naród. W najtrudniejszych momentach to właśnie w Bogu szukano ratunku za pośrednictwem Jego Matki. Teraz w rocznicę 1050 od chrztu Polski ma się dokonać akt intronizacyjny Chrystusa na Króla Polski, którego znaczenie na razie nie zostało jeszcze dostatecznie wyakcentowane. Ów akt intronizacji stanowi dopełnienie chrztu Polski, kolejny krok na drodze wiary pokoleń. W pewnym sensie można porównać takie momenty do sakramentów Polski, do mistycznego małżeństwa Polski z Chrystusem. Kardynał Hlond wołał kiedyś o nadejście dni Pentecostes Slavae – Zielonych Świąt Słowian. Być może znajdujemy się w przededniu czegoś takiego.

Tworzy się zatem teologia narodu ochrzczonego, która przypisuje mu pewnego rodzaju podmiotowość na arenie dziejów świata. Dlatego też może on się urodzić, przechodzić poszczególne koleje losu, a także podlegać procesowi rozwoju wiary począwszy od chrztu. Mamy tu do czynienia z użyteczną analogią. Chrzest przynosi obiektywną, nową rzeczywistość do tej pory nieistniejącą w podmiocie, ale przyjęcie i rozwinięcie jej jest na sposób danego podmiotu. To sprawia niezwykłą wielokształtność chrześcijaństwa i jego owocności w poszczególnych osobach, a także i narodach. Narody chrześcijańskie różnią się między sobą, choć wszystkie są kształtowane w tej samej wierze. Wiara ta niejako wydobywa najlepsze możliwości złożone uprzednio w danym narodzie, oczyszczając je i uwznioślając (inkulturacja wiary). Sam chrzest złączony jest w teologii katolickiej z darami składanymi w ochrzczonym przez Trójcę, przez każdą Osobę Boską indywidualnie. Dary ujawniają się w miarę rozwoju wiary, analogicznie może dotyczyć to historii danego narodu i jego pozycji na tle innych narodów.

Należy wyłożyć najpierw rozumienie teologicznohistoryczne chrztu Polski. Obowiązuje tu zasada początku, który nie oznacza wyłącznie pierwszego momentu w czasie, siły, która popchnęła mechanicznie jakieś ciało i wprawiła je w ruch. Chrzest Polski posiada strukturę ziarna. Zawiera ono już w sobie potencjalność pełnego rozwoju, DNA dojrzałego kształtu. Stąd wracanie do chrztu mówi wiele o wierze doskonałej, do czego ona może prowadzić w największej skali. Kiedy wiara wielu Polaków słabnie, bo gonią oni za nowinkami przyniesionymi z Zachodu, zachłyśnięci liberalizmem oraz konsumpcją, trzeba wracać do początków i w nich szukać czystego źródła nieskażonego wadliwymi realizacjami. Bóg jest ponadczasowy w tym sensie, że zawsze może udzielić łaski „nowego początku”. Nie sprzeciwia się to dążeniu do dobrobytu, ale oczyszcza go i umieszcza we właściwych ramach. Chrzest Polski posiada zatem znaczenie teologiczne i polityczne. W połączeniu ich obu powstaje historiozoficzna rola naszego narodu. Odwołujemy się tu do patriotyzmu, tego szczególnego uczucia miłości do dobra wspólnego naturalnej społeczności, do której przynależymy z racji urodzenia na danym miejscu. Na przekór popularnemu dzisiaj uniwersalizmowi i kosmopolityzmowi (obywatel świata), konkretne miejsce urodzenia, czyli przynależność do określonego narodu, języka, historii, religii daje szansę na dodatkowe kierunki rozwoju, choć na predefiniowanych torach. Nie ma w tym nic złego, że mamy takich a nie innych przodków czy że mówimy po polsku, a nie po angielsku. Podobnie należy oceniać wydarzenie chrztu Polski jako do dziś istniejącej i działającej rzeczywistości, której moc dla poszczególnego człowieka trzeba odkrywać. Wykorzenianie się bez względu na powody jest tragedią, nawet jeśli pozwala na poprawę sytuacji ekonomicznej. Migracje to jeden ze współcześnie bardzo nośnych i ważkich tematów, ale właściwe podejście do niego wymaga wcześniej zajęcia się problemem narodowości i konsekwencjami z tego wypływającymi. Obserwujemy inne narody, które nie radzą sobie z napływem migrantów między innymi dlatego, że sami utracili tożsamość narodową i związaną z nią tożsamość chrześcijańską. Nie wiedzą, do jakiego narodu należą i co się z tym wiąże, na czym polega etos swojego narodu. Natomiast przybysze mimo że słabi ekonomicznie, to jednak bardzo są silni religijnie i cywilizacyjnie. Ponowne zakorzenienie się w nowej rzeczywistości wymaga czasu oraz dodatkowych czynników, z których religia miejsca stanowi najmocniejszy, bo związany z naczelnymi wartościami. Ideologia multikulturalizmu nie sprawdza się w Europie.

Dlatego należy dowartościować historię jako taką, która nie powinna być domeną jedynie szczególnie nią zainteresowanych (historyków), ale każdego Polaka. Odwoływanie się do chrztu Polski i innych ważnych wydarzeń powinno przebić się do kultury popularnej, stanowiąc ważną część tzw. codzienności, ponieważ wtedy będzie ją kształtować w duchu ciągłości z poprzednimi pokoleniami. Całe szczęście, że współcześnie rola historii zaczyna wzrastać po okresie jej lekceważenia na rzecz modernizmu, kultu przyszłości (futurolatrii) oraz nierozliczania przeszłości. Potrzeba wzmacniania tzw. polityki historycznej, która wcale nie jest ucieczką od realnych problemów, ale ukazuje szerszy kontekst społeczno-polityczny kraju bez redukowania wszystkiego do ekonomii. Oprócz sensu bezpośredniego wydarzenia chrztu Polski, trzeba odczytać jeszcze znaczenie tego w sensie ponadczasowym, jako element filozofii dziejów naszego narodu. Jednak oba sensy są złączone i do opracowania filozofii dziejów Polski potrzebna jest doskonała znajomość poszczególnych faktów i ich lokalnych interpretacji. Zawsze namysł nad historią Polski powodował także wzmocnienie tożsamości narodowej w danym momencie historycznym, szczególnie jeśli był to moment trudny – wtedy odwoływanie się do przeszłości miało charakter pokrzepiający i dodający siły.

Chrzest jako wydarzenie posiada skutki trwające do dziś, bowiem wiara wrasta w kulturę, której staje się ogniskową, soczewką. A kultura to tworzywo najcenniejszego człowieczeństwa, w którym my wszyscy wzrastamy i doświadczamy nieustannej wymiany darów. Tu nie ma znaczenia czas, bo możemy cieszyć się wytworami kultury religijnej naszych przodków, śpiewając Bogurodzicę (pierwsza polska pieśń) przypisywaną św. Wojciechowi czy np. Godzinki. W kulturze polskiej dostrzegamy bardzo wiele skarbów o motywach religijnych, na których wychowały się pokolenia Polaków i dodały do tego swoją własną część. Naród jest niepodległy bowiem nie wtedy kiedy ma rząd, ale kiedy ma własną kulturę, która w naszym przypadku jest w głównej mierze katolicka, choć swój wkład mają także inne religie. Inspiracja chrześcijańska ciągle jeszcze jest aktywna i trzeba ją odnawiać w naszym narodzie, bo to zawsze dodawało mu sił. Szeroki nurt natchnień płynący z Ewangelii czyni ją tak bardzo ludzką. Polska to ewangeliczna Kana Galilejska, gdzie Chrystus przemienia wodę naszych wysiłków na wino swojej łaski. Chrzest to bowiem nie tylko polanie głowy wodą, ale to chrzest duszy, która traci wtedy grzech pierworodny i przyobleka się łaską. Naród polski został przyobleczony chrześcijaństwem, a my musimy ciągle do chrześcijańskiej duszy Polaków powracać, aby stamtąd czerpać najczystsze wody ludzkich wartości. „Pozostańcie wierni temu dziedzictwu!” – tak wołał Jan Paweł II w Gnieźnie 1979 r. O łaskach udzielonych naszemu narodowi przez Boga świadczą liczne miejsca święte i ich historia, a także cały panteon świętych, tak że Polska nazywana była matką świętych („Żywoty świętych” ks. Floriana Jaroszewicza).

ks. Rafał Pokrywiński

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R