logotype
image1 image2 image3

Parafia p.w. Świętego Andrzeja Boboli w Siemiatyczach

Najgłębsza treść świąt Bożego Narodzenia zakłada Bóstwo Nowonarodzonego Jezusa. Odkrycie Go stanowi samo sedno tych świąt, jak i zresztą całej wiary chrześcijańskiej. Dlatego nie wystarczy poprzestanie na opisowym przedstawieniu sytuacji: żłóbku, sianku, sceny z Maryją, Józefem i pasterzami, a potrzeba sięgnąć po coś głębszego. Nie deprecjonuje to w żaden sposób fenomenologicznego charakteru świąt Bożego Narodzenia i jego niezwykłej atmosfery, co przynależy do ludzkiej natury Jezusa, ale ją pogłębia. To właśnie z największej łączności, chociaż bez zmieszania ludzkiej natury i boskiej w Jezusie bierze się zbawienie ofiarowane człowiekowi.

 

Św. Jan w Prologu daje nam narzędzie pozwalające zbliżyć się do tajemnicy bóstwa Jezusa. Chodzi o kategorię „słowa”, która staje się swoistym wytrychem otwierającym przed człowiekiem nadzwyczajność Jezusa – „Na początku było Słowo” (J 1, 1). Właściwie przenosi to czytelnika jeszcze przed sam początek, bo Słowo było zanim cokolwiek zaistniało – „Bogiem było Słowo”.

Po pierwsze trzeba przyjrzeć się antropologicznemu znaczeniu słowa. Dla człowieka słowo jest zagadką. W codzienności nie ma nic bardziej oczywistego niż mówienie, wypowiadamy tysiące słów, kiedy jednak przychodzi do określenia, czym słowo w swej istocie jest, napotykamy na trudność (podobnie jak Augustyńskie określenie czasu). Ponadto nastąpiła niezwykła inflacja słów w naszym społeczeństwie, stały się one bezpańskie, natarczywe przez reklamy coraz niższych lotów bazujące na najniższych instynktach. Słowo drukowane zastąpiło kulturę oralną, to co napisane jest o wiele ważniejsze niż powiedziane. Oczywiście nie potrzeba robić przeciwstawienia między słowem mówionym a pisanym, bo wzajemnie się dopełniają, jednak koniecznie należy widzieć podporządkowanie obu osobie ludzkiej.

Nie spotykamy słów poza człowiekiem, można więc za pomocą słowa zdefiniować istotę ludzką. Nie mamy do siebie innego dostępu jak przez słowa. To słowo jest najbliższe mojemu wewnętrznemu „ja”, poszczególne wrażenia zmysłowe są mniej wyraźne. Sama jaźń jest utkana z wewnętrznych słów, owej „cichej mowy”. Nie można dotrzeć do samego siebie bez pośrednictwa słów. „Ja” dochodzi do siebie samego przez słowa i w ten sposób ustanawia i potwierdza się. Ze słów powstaje ich synteza osobowa, niejako następuje wcielenie tych słów, a wynikiem tego wcielenia jest rozwój ludzkiej osoby. W ten sposób docieramy do Kartezjusza z jego cogito ergo sum, choć istnienie jest wcześniejsze, to jednak jego potwierdzenie i spełnienie jest uwarunkowane słowami.

Z drugiej strony słowo jest społeczne, to znaczy, że człowiek dopiero co narodzony nie posiada go, ale musi je otrzymać niejako od innych. Ma oczywiście możność przyjęcia tego słowa (posiada jakby szyny kolejowe, ale pociąg dopiero musi nadjechać), której brakuje zwierzętom, jednak musi ono mu zostać dane przez innych. Ileż radości sprawia rodzicom, kiedy ich dziecko wypowie pierwsze słowo. Przypomina to scenę narodzenia. W pewnym sensie rodzi się to dziecko jako człowiek, bo zaczyna się komunikować, chociaż komunikacja to tylko zewnętrzny opis wewnętrznego noumenu. Słowo określa tajemnicę samego człowieka, który nie może istnieć w zamknięciu, musi otwierać się na innych, przez co zyskuje potwierdzenie we własnej istocie. Brzmi to bardzo filozoficznie, wręcz metafizycznie i dlatego naprowadza na wielką rolę, jaką w całej rzeczywistości pełni słowo, choć pozostałe byty poza człowiekiem nie mówią. Jednak człowiek w pewien sposób odczytuje je. Słowo w tym wypadku nie tylko oznacza wypowiedziany dźwięku, ale przede wszystkim wewnętrzną treść, racjonalność, wiąże się to podstawową definicją człowieczeństwa jako homo sapiens, animal rationale, którą można przekuć na homo loquens (Herder). Człowiek mówiący może nim być tylko dlatego, że wcześniej jest homo audiens (człowiek słuchający) i nie tylko o intencjonalne słuchanie dźwięków tu chodzi, ale o każde słuchanie, wliczając w to słuchanie Boga.

Zdolność do przyjęcia słowa równa się racjonalności. Świat mimo że nie mówi w sposób wyraźny, czyli używając słów, to jednak może być zrozumiały dla tego, kto odpowiednio potrafi go słuchać. Nie wynika to z samego faktu istnienia takiego świata, ale raczej z aktu stworzenia przez Osobę Boga, który wypowiedział Słowo, przez które wszystko się stało (J 1). Świat zatem może stać się medium komunikacji między Bogiem a ludźmi, choć nie można go zupełnie pozostawić w pozycji bierności jako sceny czy ekranu. Jako stworzony posiada swoją istotę, która może być odczytywana niezależnie od kontekstu religijnego. Racjonalność jest wyrazem panowania człowieka nad światem, czyli darem Bożym udzielonym w momencie powołania człowieka do istnienia (warto zauważyć, że człowiek nie powstał na zwyczajny rozkaz jak inne rzeczy, ale został powołany – „uczyńmy”). Nazywanie zwierząt, które Pan Bóg polecił dokonać Adamowi jest wyrazem wagi słowa, najpierw rozpoznanego, a następnie wprawionego w ruch dzięki zamiarowi. W ten sposób rozwija się nauka, która jest rozpoznawaniem słowa ukrytego w przyrodzie w postaci jej praw, a dalej tworzy się technika, czyli projektowanie dzięki słowom działania ludzkiego przekształcającego rzeczywistość według wzorców odkrytych w naturze. Kultura i cywilizacje to przedłużenie słowa. Nie zachodzi w nim jednak izomorficzność jak w przypadku Boga, dla którego powiedzieć i uczynić to jedno i to samo. Człowiek mówi, a następnie musi przejść na stronę czynu, który mimo że stanowi kontynuację słowa, to jednak charakteryzuje się swoją logiką. Teoria i praktyka dopełniają się, jednocześnie nie zastępując się nawzajem.

Niemniej do całości odczytania egzystencji potrzebne jest słowo żywe, nieustannie mówione, czyli sam Bóg. Nie ma sensu życia bez słów pochodzących z zewnątrz. Objawienie religijne wspomaga rozumienie naturalne bez zastępowania mechanizmów sylogistycznych. Słowo słuchane za pośrednictwem świata czy też bezpośrednio w Objawieniu Bożym posiada charakter nie tylko informacyjny, ale także normatywny, w czym również odwołuje się do osoby. Informacja jest niezobowiązująca, ale słowo od jakiejś osoby domaga się posłuchania-posłuszeństwa. Wiara w pierwszym rzędzie nie jest oglądaniem, które dopiero wypełni się w niebie (visio beatifica), ale jest podążaniem za słowem jak Abraham. Wiara bierze się z tego, co się słyszy (Rz 10, 17 fides ex auditu). Słowo Boga w Starym Testamencie ma charakter przykazań, a więc moralności. Ponadto sam Bóg wypełnia słowo swojej obietnicy, tak że cały Stary Testament woła o swoje dopełnienie w Nowym. Cała mowa Boga przez proroków, mimo że niejednoznaczna w swoich partykularnych słowach, to jednak układa się w narrację Mesjasza, którą wypełnia wcielone Słowo Boże. Logos przychodzi na świat, aby ludzi pociągnąć do siebie, skłonić do powrotu do Boga. Boże Narodzenie to święto słowa Bożego, które jeszcze zanim zacznie mówić poszczególne nauki już jest słowem w sensie metafizycznym, a właściwie jest jedynym słowem, jakie istnieje i to od Niego wszelkie słowa biorą swój sens. W Jezusie słowo łączy się najmocniej z osobą i ta synteza stanowi później dla ludzi niedościgniony wzór. Ponadto osoba Chrystusa jest Słowem w liczbie pojedynczej i nie posiada liczby mnogiej. Z Niej biorą się wszystkie słowa. Jezus-Słowo stanowi synonim całego Objawienia, a także i zbawienia, bo słowo zawsze szuka adresata, przekazując mu konkretny komunikat. 

ks. Rafał Pokrywiński

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R