logotype
image1 image2 image3

Parafia p.w. Świętego Andrzeja Boboli w Siemiatyczach

Pierwsza niedziela adwentu jak zwykle przenosi nas w przyszłość. Nie jest to przyszłość jak w filmach science fiction, która jest tylko inna technologicznie, otwarta na kolejne zmiany, ale przyszłość bardzo mocno połączona z teraźniejszością i przeszłością pod względem moralnym. W pierwszym czytaniu słyszymy, że Pan jest naszą sprawiedliwością. Sprawiedliwość jawi się więc jako inne określenie przyszłości. Nie jest to więc apokalipsa, znaki kosmiczne zniszczenia ziemi, które są jedynie znakami, ale w swej głębi przyszłość, a właściwie koniec historii, to dopełnienie sprawiedliwości. Nie leży ono w gestii ludzkiej, ale boskiej. Tak więc przyszłość w radykalnym znaczeniu nie jest otwarta na nowe, nieznane możliwości, ale jest zrealizowaniem całości, dopełnieniem świata, wyrównaniem sprawiedliwości.

Dlatego klasycznie odróżnia się adventus od futurum (J. Moltmann). Futurum to po prostu to, co ma przyjść jako wypadkowa działań ludzkich oraz element niepewności, ponieważ przeszłość w koncepcji futurum ma zostać całkowicie przezwyciężona, istnieje idea ciągłego postępu (rozciągnięcie teraźniejszości w przyszłość); natomiast adventus to przyszłość, która ma wejść w teraźniejszość, a jest w ręku Boga (najważniejsze wydarzenie się już dokonało, czekamy tylko na jego powszechne obwieszczenie). Nawet więcej, bo ta przyszłość polega na Jego przyjściu, to zamknięcie historii, która podobnie jak miała swój początek, tak będzie miała koniec. Nie będzie się rozszerzać wiecznie jak wszechświat w niektórych modelach kosmologicznych (są także modele, gdzie zachodzi Big Crunch – Wielki Koniec). Jak rozumieć to przyjście, czyżby był On gdzieś nieobecny? Nie o to chodzi, przecież On jest wszechobecny. Raczej chodzi tu o dopełnienie misji Jezusa Chrystusa w czasie Jego pierwszego przyjścia. Wtedy przyszedł On jako sługa, teraz zaś jako król i sędzia, wtedy zasiał ziarno, teraz natomiast przyjdzie zebrać plon. Zatem w Jego przyjście adwentowe wkomponowany jest element ludzki, na ile ludzie przyjęli Jego orędzie, które przynależy do najgłębszej struktury świata, a mianowicie relacji człowieka i Boga. Bóg stworzył człowieka, żeby ten do Niego wrócił, przestrzegając Bożego prawa. Taką postawę nazywamy sprawiedliwością. Z drugiej strony, człowiek po swoim upadku nie jest w stanie żyć sprawiedliwie wobec Boga, stąd wielka rola Syna Bożego, którego obraz nosi człowiek (capax Christi) w odkupieniu go i usprawiedliwieniu. Domaga się to jednak od człowieka relacji do Jezusa (wiary w Niego jako pośrednika zbawienia).

Człowiek współczesny chce widzieć Boga w Jego niczym nieograniczonej mocy, zwłaszcza w rozumieniu potentia absoluta, jeśli chodzi o odpuszczenie grzechów. Bóg miałby być dobrym wujkiem, który nie będzie zważał na drobne niedociągnięcia ludzkich grzechów i wszyscy powinni od Niego otrzymać pochwałę. Lekceważy się w ten sposób tzw. potentia ordinata, czyli moc uporządkowaną Boga, który ustanawiając porządek, zwłaszcza moralny, wyciągnie wszystkie konsekwencje (bądź one wyciągną się same) z niesprawiedliwości, czyli łamania prawa. Człowiekowi wydaje się, że łamanie prawa moralnego to tylko kwestia subiektywnej oceny albo widzenia ewentualnie niewidzenia danego czynu. Natomiast nie istnieje jakiś obiektywny porządek moralny, którego łamanie domaga się restytucji i naprawy tegoż porządku. Nie za bardzo umiemy współcześnie dostrzegać taki porządek. Pluralizm modeli etycznych, a o wiele bardziej relatywizm, powoduje, że w dziedzinie moralnej panuje bałagan. Etyka rozdzieliła się na wiele etyk i nie widać jedności tego systemu. Natomiast moralność podlega równie niezmiennym prawom jak przestrzeń fizyczna. Nawet więcej, można bowiem sobie wyobrazić istniejące światy z inną fizyką, zaś niemożliwe jest istnienie innej moralności. W pierwszym czytaniu zachodzi ścisły związek między sprawiedliwością a pokojem. W świetle teologii jest to logiczne, ponieważ pokój to nie tylko brak działań wojennych, ale to głęboki stan dobra. Wezwanie do sprawiedliwości niesie ze sobą obietnicę pokoju. Widać, jak połączone są ze sobą te pojęcia, co świadczy o praktycznych skutkach sprawiedliwości. Znowu wyłania się idea ordo – porządku, w którym wszystko wzajemnie na siebie oddziałuje, a naruszanie go w jednym miejscu posiada swoje konsekwencje w innym. Stąd powstaje idea katastrof naturalnych jako skutku grzechów.

Trzeba się więc nauczyć (a w Adwencie przypomnieć sobie o obowiązku) sprawiedliwości wobec Boga, która nie polega na odczuciu sprawiedliwości, bo takiego w odniesieniu do Boga nie posiadamy, a raczej na prawdach wiary i moralności dostarczanych nam przez objawienie w stworzeniach (sumienie) oraz explicite przez historię zbawienia. Adwent to czas sprawiedliwości, oczekiwania na sąd i przygotowania się do niego, w oparciu o prawdę o Bożym miłosierdziu. Niemniej jednak zawsze miłosierdzie bazuje na sprawiedliwości, a ten komu je okazano, musi wrócić do systemu sprawiedliwości. Nie chodzi tu o jurydyzm, sztywne i bezlitosne prawo, ale można pod pozorem faryzeizmu odrzucić samo prawo, wylać dziecko z kąpielą. Psalm 25 mówi o prośbie do Boga, aby nauczył nas swoich dróg, aby wskazał drogę grzesznikom. Ma to wymowne znaczenie, bo czymże te drogi miałyby być, jeśli właśnie nie prawem moralnym. Pełnienie woli Bożej rozpoczyna się od moralności, choć nie musi się z nią utożsamiać. Dlatego wskazywanie drogi powiązane jest z pojęciem „grzesznika”. To temu, który schodzi z drogi woli Bożej poprzez swoje grzechy należy w pierwszym rzędzie ukazać sprawiedliwość, aby z niej zawrócił. Bóg, który wypełnia sprawiedliwość, pokazując drogę grzesznikom, jest dobry i prawy. Mieści się w tym także idea kary za nieposłuszeństwo i schodzenie z dróg sprawiedliwości. Święty Paweł w drugim czytaniu mówi o konieczności stawania się coraz doskonalszym. W Ewangelii usłyszeliśmy zachętę do czujności, tak bardzo charakterystyczną dla Adwentu, która ma za zadanie pobudzić człowieka do większej sprawiedliwości. Czujność polega na pełnieniu woli Bożej, której podstawą jest prawo moralne. Nie chodzi o stan podwyższonej gotowości, tzw. stand-by w urządzeniach elektronicznych. Raczej czuwanie łączy się z modlitwą, która ma za zadanie zwiększenie gorliwości w służbie Bożej.

Podstawowym prawem moralnym powodującym trudności w zrozumieniu idei sprawiedliwości jest fakt nieistnienia wagi moralnej. Bóg nie mierzy ilości grzechów i dobrych uczynków dla dokonania oceny człowieka, tak jak gdyby sprawiedliwość była kwestią rachunku, ale sprawiedliwość jest samym dobrem zgodnie z najgłówniejszą zasadą moralną (synderezą): dobro czyń, a zła unikaj. Można to rozwinąć do postaci: zawsze należy czynić dobro, a nigdy nie wolno popełnić nawet najmniejszego zła. Z tego twierdzenia wynika jedna z głównych prawd wiary, że Pan Bóg za dobro wynagradza, a za zło karze. Sama kara za zło z punktu widzenia sprawiedliwości jest czymś dobrym, nawet gdy wydaje się nam trudna do zniesienia. Ale poziom emocji nie stanowi wyznacznika dobra czy zła, ponieważ istnieje obiektywna rzeczywistość prawa moralnego. Jeśli ktoś ją narusza, tym samym sytuuje się poza dobrem, nawet gdyby miał dobrą intencję. Nie zawsze będzie to grzech, ale zły uczynek zawsze. Ponadto trzeba pamiętać, że według św. Tomasza, aby uczynek był dobry muszą być spełnione wszystkie warunki, czyli przedmiot-cel dobry, dobra intencja, dobre środki (wszystkie) oraz odpowiednie okoliczności. Jeśli tylko jeden z powyższych elementów jest zły, cały uczynek jest zły. Potwierdza to tylko, że istnieje wyłącznie dobro, a zło jest jakimś brakiem (prywacyjna koncepcja zła), nowotworem dobra. Bóg karząc, nie wychodzi poza system dobra, tym bardziej że na odpłatę czekają wszyscy skrzywdzeni, pozbawieni imienia, potraktowani niesprawiedliwie. Jest to najmocniejszy argument za istnieniem życia wiecznego według Ratzingera. Skoro grzech posiada skutki kosmiczne, potrzebny jest sąd nie tylko szczegółowy, ale także ten ostateczny. Wtedy możliwe będzie ostateczne zwycięstwo i wypełnienie wszystkiego, kiedy dokona się wyrównanie całej niesprawiedliwości i zostanie osądzony szatan, bo jak czytamy w Piśmie Świętym, on jeszcze czeka na sąd. Nie znaczy to, że nie istnieje piekło jako miejsce przebywania i działania złego ducha, ale jego kara nie jest jeszcze ostatecznie wymierzona. Mimo wszystko posiada on jakąś autonomię działania.

Ewangelia mówi o znakach na słońcu i gwiazdach oraz o wielkiej trwodze ludzi. Przepowiadane kataklizmy ziemi potwierdzają związek, jaki istnieje między grzechem, złamaniem prawa moralnego a prawami natury. Nie przekłada się on bezpośrednio, w ten sposób, że człowiek grzesząc, natychmiast otrzymuje karę od natury za złe czyny, nie byłoby bowiem wystarczającego miejsca na wolność, jednak grzechy nie są obojętne stworzeniu, powodując jego jeszcze większy jęk i wzdychanie (Rz 8, 22). Ponieważ ludzie postępują nieracjonalnie, łamiąc prawo moralne, to jedynym faktorem zwracającym uwagę jest bunt przyrody. W pewnym sensie powtarza się hasło lansowane przez skrajnych ekologów, że ludzkość jest rakiem ziemi (ale w innym znaczeniu, grzeszna ludzkość). Kataklizmy wołają o opamiętanie i poszukiwanie rozwiązań nie tylko wewnętrznych, ale także moralnych. Ostateczną przyczyną jest grzech, więc walka z nim jest najlepszą ekologią z możliwych. Wielkie znaki na niebie i ziemi trzeba odczytywać semejotycznie (znakowo) jako wezwanie do pokuty i przestrzegania prawa moralnego. Adwent to czas znaków apokaliptycznych mówiących o sprawiedliwości, która ma moc do ukarania za grzech. Kto lekceważy duchowe rozeznanie, będzie musiał dostrzec fizyczne konsekwencje. Kara wieczna będzie połączeniem cierpienia fizycznego w połączeniu z duchowym.

Ks. Rafał Pokrywiński, http://olimpius.blog.pl/

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R