logotype

Znalezione obrazy dla zapytania i komunia

Drogie dzieci, za chwilę przystąpicie do bardzo ważnego momentu w waszym życiu, do którego przygotowywaliście się przez kilka miesięcy – przyjmiecie po raz pierwszy Komunię świętą. Zanim jednak do tego dojdzie to uczestniczymy we Mszy św., której komunia jest owocem. Jak drzewo po zimie, zanim zacznie owocować, to trzeba, żeby przeszło kilka etapów, musi wypuścić listki, potem kwiaty, następnie niedojrzałe owoce aż wreszcie owoce gotowe do spożycia. Chrystus przychodzi na ziemię w postaci swojego Ciała i Krwi, aby ci, którzy są odpowiednio przygotowani mogli się z Nim zjednoczyć w Komunii. Pamiętajcie jednak, że Msza jest ważniejsza od komunii, że samo przyjęcie Ciała Pańskiego to jeszcze nie wszystko, trzeba przyjąć Chrystusa duchowo, pobożnie uczestnicząc we Mszy św. i starając się zrozumieć wszystko, co tu się dzieje. Dzisiaj mamy uroczystość wniebowstąpienia Chrystusa. W pewnym sensie każda komunia jest wniebowstąpieniem albo zniebazstąpieniem, ponieważ niebo jest tam, gdzie jest Bóg, a skoro Chrystus przychodzi do naszego serca, to czyni z niego niebo. Nie trzeba zatem wpatrywać się w górę, ale niebo może być w nas, nie dlatego, że my jesteśmy tak doskonali, ale że sam Bóg chce w nas mieszkać, a przynajmniej nawiedzać nas, przychodzić do serca.

Dzieje się to na sposób ziarna. Od razu nie widać efektu, ale po latach wyrasta wspaniałe drzewo. Jednak nie byłoby go bez samego ziarna, które przecież jest czymś małym. Tydzień temu była rocznica I Komunii dzieci klas czwartych. Można było zaobserwować jak bardzo niektóre dzieci urosły w porównaniu do roku poprzedniego, a przecież to tylko rok, co będzie za lat dwadzieścia. O was można to samo powiedzieć, patrząc wstecz. Wasi rodzice na pewno przypominają sobie, jak wyglądałyście zaraz po urodzeniu się (zobaczcie na zdjęciach), podczas chrztu itp. Jak duży dokonał się wzrost, także duchowy? Jak pięknie dzieci się rozwijają, choć niektóre potrzebują więcej czasu. Nie jesteście identyczni, niektórzy potrzebują większej pomocy, ale i tak nie chodzi o porównywanie się, ale żeby był postęp w porównaniu do etapu ubiegłego. Jeśli zasieje się ziarno Boże i będzie się je pielęgnować, to na pewno coś z tego wyrośnie, tym bardziej że mamy do czynienia z Bogiem, który przewyższa swoją potęgą wszystko, co istnieje. Popatrzmy na kwiaty w ogrodzie nie wszystkie są takie same, a przecież rozwijają się dzięki takiej samej wodzie. Lub ptaki, które karmią się zasadniczo tym samym pokarmem, a jednak inaczej wyglądają i śpiewają. Bóg, który swoimi łaskami was darzy, może wywołać bardzo różne skutki swojej łaski. To co nas bardziej interesuje, to ich wzrost duchowy, na pewno nie w każdym przypadku dokonał się równie duży, bo przecież to nie wina ziarna, że zabrakło podlewania, nikt nie wyplenił chwastów i w ogóle zostało ono osamotnione. Komunia święta jest takim ziarnem, ale musi jej towarzyszyć głębsze przygotowanie i później wielokrotne przyjmowanie. Więcej ziaren ma większą szansę na wydanie plonu. Komunia święta to moment w życiu, kiedy trzeba zacząć się interesować rozwojem swojej własnej duszy. O co chodzi? Już nie tylko macie słuchać o Panu Bogu w domu i na katechezie, ale spotykać się z Nim sakramentalnie, przez Komunię św. Choć to nie jest proste, ludzie uczą się tego całe życie. Komunię św. zewnętrznie bardzo łatwo jest przyjąć, po prostu spożywamy ją, ale duchowo to nie jest już takie proste.

Znalezione obrazy dla zapytania wigilia paschalnaŚmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy – będziemy śpiewać jutro w pieśni zwanej sekwencją. Czyż może być donośniejsze wydarzenie od tego? Cóż bowiem wychwalamy w zmartwychwstaniu, nie chodzi tu tylko o to, że jeden człowiek umarł i zmartwychwstał, ale nastąpiła walka między śmiercią jako taką i życiem jako takim. Można powiedzieć walka nastąpiła na poziomie najogólniejszym. Śmierć wszystkich walczyła z życiem wszystkich. Tu leży wielkość tego wydarzenia, że ono dotyczy wszechświata. Chrystus umarły i zmartwychwstały pokonuje śmierć każdego z nas i daje możliwość życia wiecznego. Dlatego to wydarzenie tak bardzo wysławiamy. Wigilia zmartwychwstania zawiera w sobie dwa przeciwstawne elementy: z jednej strony czekamy jeszcze na zmartwychwstanie, jest cisza Wielkiej Soboty, ciemność i zwątpienie po śmierci Chrystusa, a z drugiej już śpiewamy Alleluja, czyli wychwalamy prawdę o zmartwychwstaniu. Jak to wyjaśnić? Otóż właśnie łącznikiem tych elementów jest liturgia. Kto wychwala zmartwychwstanie, mimo że jeszcze żyje po tej stronie życia, która kończy się śmiercią, to jednak już duchowo uczestniczy w radościach życia wiecznego. Jeszcze raz chciałbym wrócić do wątku, który podejmowałem w Wielki Czwartek. Mianowicie chodzi o majestat Boży. Jeśli nie oddajemy Mu chwały i czci, to Jego wielkie dzieła są dla nas mniej skuteczne lub wręcz wcale. To właśnie splendor świętych obrzędów prowadzi nas do zmartwychwstania, największego święta. Dzięki Kościołowi wchodzimy dziś w przestrzeń zmartwychwstania, słuchamy Ewangelii i spożywamy Ciało Chrystusa zmartwychwstałego. Kto jednak nie przyszedł, dla tego nie ma zmartwychwstania, dalej panuje szarzyzna życia kończącego się śmiercią. Są co najwyżej święta zajączka.

Znalezione obrazy dla zapytania łazarz

Ludzie współcześni są o wiele bardziej naiwni niż w poprzednich epokach, kiedy jeszcze było silne chrześcijaństwo. Niektórzy przeszli już kilka operacji wymiany serca, jak np. miliarder Rockefeller, aby żyć wiecznie. Inni hibernują swoje ciało lub przynajmniej głowę, sądząc że kiedyś nauka będzie wstanie ich wskrzesić. Upatrują źródła życia w materii, w biologii. Natomiast jest to niemożliwe, żeby ożywić kogokolwiek. Nie myślę tu o śmierci tzw. klinicznej, kiedy jeszcze jakiś związek z dusza jest i można ją ściągnąć na ziemię, przywracając czynności życiowe serca. Ale po rozdzieleniu duszy od ciała nie ma już żadnej możliwości powrotu poza stwórczą interwencją samego Boga.

Trzeba dodatkowo wskazać na duchową śmierć. Grzech ciężki jest dla duszy zabójstwem, nie tyle chodzi tu o pozbawienie jej istotnych funkcji, jak np. rozumu czy woli, ale o jej łączność z celem ostatecznym. Tu śmierć nie oznacza rozpadania się duszy, bo ona jest niezłożona i nieśmiertelna, a więc nie może umrzeć. Śmierć duszy oznacza zerwanie łączności z Bogiem, który jedynie może napełnić duszę szczęściem niekończącym się. Gdy ona zostanie sama, a przecież nie może istnieć wiecznie w warunkach ziemskich, to pozostaje niespełniona i nieszczęśliwa. Obraz śmierci, w którym następuje oddzielenie duszy od ciała, jest tu rozumiany jako oddzielenie duszy od Boga, który w tym wypadku jest duszą duszy, tzn. stanowi zasadę jej życia. Dlatego też mylące jest rozumienie śmierci duszy jako jej zniszczenie. Wielu ludzi, którzy popełnili ciężkie grzechy, w ogóle nie czują z tego powodu żadnej skruchy czy wyrzutów sumienia. Nie oznacza to jednak, że skoro nie czują, to ich dusza jest żywa, bo tu nie chodzi o czucie, ale o faktyczną więź z Bogiem. Oni po prostu zagłuszyli w sobie albo nigdy nie wykształcili zmysłu duchowego polegającego na łączności z Bogiem, na wrażliwości na Jego słowo i przykazania. Nie osiągną więc celu, który jest wpisany w ludzką naturę, wtedy właśnie dusza idzie do piekła. Grzech w j. greckim (hammartia) oznacza nietrafienie do celu, pudło, a więc wskazuje na kategorię zewnętrzną do podmiotu. Człowiek musi zatem w swoim życiu gdzieś dojść, osiągnąć jakiś cel, a każdorazowe zboczenie z drogi powoduje zaistnienie ryzyka utraty kierunku i życiowe zagubienie.

Znalezione obrazy dla zapytania zwiastowanieŚwięto Zwiastowania to święto poczęcia Pana Jezusa. Zbawienie w nim przyniesione światu mieści się w tajemnicy łona NMP. Ona nosi w sobie całą pełnię, największą tajemnicę świata. I oddziałuje ona na razie tylko na Maryję, jest ona w stanie błogosławionym w najwyższym możliwym sensie. Ma w sobie źródło wszelkiego błogosławieństwa. Kto znajduje się blisko tej niezwykłej tajemnicy, również otrzymuje bardzo wiele łask. Myślę tu o św. Józefie, którego uroczystość obchodziliśmy przed tygodniem, nie ma tu przypadku. Św. Józef przygotowany na przyjęcie misji poprzez sprawiedliwe życie wchodzi w krąg działania łaski wcielenia. Ponieważ jednak dotyka ona go zewnętrznie i nie jest on niepokalanie poczęty, to początek ten jest dla niego trudny. Zostaje jednak wprowadzony do wewnątrz przez anioła, który wyjawia mu znaczenie wcielenia – z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło. Odtąd nie tylko Maryja, ale i Józef są strażnikami tajemnicy wcielenia.

Święto zwiastowania pokazuje przedziwną logikę Bożą, która najpierw chce zamieszkać w niewielkiej reszcie, aby później pójść na cały świat. Pierwszeństwo ma tu wewnętrzne przyjęcie i miłość od jak najszerszego rozprzestrzenienia się danej wieści. Łono NMP staje się rajem, a nawet go przewyższa, ponieważ tutaj mamy do czynienia nie tylko z przechodzeniem się Boga, a więc obecnością nietrwałą, ale On stał się człowiekiem na zawsze i ze wszystkimi konsekwencjami dla samego człowieczeństwa. Maryja nosi w swoim łonie. Chrystus nie jest stworzony z niczego, jak Adam, ale przyjmuje ciało ludzkie, które odnawia, przemienia nasze człowieczeństwo od środka. Na tym polega tajemnica imienia Emmanuel, Bóg z nami. On naprawdę chce zamieszkać na ziemi, w ludzkiej duszy i w sensie społecznym – w Kościele. On chce być bliżej nas niż my sami sobie. Ta bliskość jest zapewniana nie przez psychologię, ale przez Pannę-Dziewicę. Ona jest tutaj kluczem, także dla nas. To w dziele Wcielenia dokonuje się największa ofiara, o wiele większa niż krew cielców i kozłów, która to z kolei jest o wiele lepsza niż proste modlitwy.

Podobny obrazAbraham uzyskał łaskę wiary przez to właśnie, że wyszedł z tego, co znał i poszedł do ziemi, której nie znał bez względu na niebezpieczeństwa drogi. Ta nieznajomość nie oznacza braku celu, ale trudność z wyjaśnieniem wszystkiego od razu, jak dojdzie, to się przekona. Mamy tu obraz prawa moralnego, nie wszystko od razu pasuje do naszego światopoglądu, ale z czasem okaże się błogosławieństwem. Bez względu na osobiste poglądy trzeba uwierzyć, że co Bóg podaje do wierzenia (nie jest to dowolne), jest konieczne do przyjęcia. Okazał się w tym używając języka płci, obecnego w minionych tygodniu choćby ze względu na dzień kobiet i mężczyzn – prawdziwym mężczyzną. Podjął wyzwanie, mimo że ono go przerastało, ale skoro Bóg je nakazał, to znaczy, że udzieli również sił. Wiara jest pielgrzymką i wychodzeniem z tego, co znamy, własnego świata i powierzaniem się Bogu we wszystkim, co On zechce nam po drodze objawić przez swoich wysłanników. Nie chodzi tu tylko o nadzwyczajne misje, ale o codzienność wiary, która niesie ze sobą wysokie standardy moralne. Bóg żąda rzeczy wielkich na tle świata pogrążonego w grzechu, gdyby była lepsza sytuacja moralna środowiska, to mniejszy byłby szok przejścia. Łączą się w nim dwa elementy: błogosławieństwo i wyjście, obietnica chwały pod warunkiem spełnienia Bożej woli i pozostawienia świata. Świat posługuje się logiką, ale wyłącznie zamkniętą, to znaczy, że nie bierze pod uwagę dojścia do czegoś więcej aniżeli chwiejna zawsze równowaga sił, która dla doraźnych korzyści z łatwością zdradzi najbardziej humanistyczne ideały. Poza tym my korzystamy w dużej mierze z posłuszeństwa pokoleń poprzednich. Błogosławieństwo Abrahamowe na tym właśnie polega, że z jego wiary my czerpiemy korzyści. To co nazywamy kulturą chrześcijańską, nawet jeśli zatraciło swoje związki z żywą wiarą, to istnieje tylko dlatego, że istniało wcześniej życie chrześcijańskie, mnóstwo osób przestrzegających danych praw. Czy pokolenia po nas, nasze dzieci będą miały to Boże błogosławieństwo potomstwa Abrahamowego?

Znalezione obrazy dla zapytania droga krzyżowaDroga krzyżowa, piątek, 3 marca 2017

Podejmujemy się towarzyszyć naszemu Zbawicielowi w Jego drodze krzyżowej. Znamy dobrze jej przebieg stacja po stacji, ale posiada ona również duchowe znaczenie, które będzie się odsłaniać w miarę, jak będziemy coraz lepiej adorować mękę Chrystusa. Wtedy odnajdziemy w niej życiodajne siły do walki z własnym grzechem. Okaże się ona pełna niespodzianek, podobieństw do własnego życia, które chociaż jest rozciągnięte w czasie nie jak kilkugodzinna droga krzyżowa, to jednak ona jak w soczewce skupia najważniejsze jego momenty. Dzisiaj chcemy przejść drogę krzyżową jako drogę podejmowania przez nas samych pokuty.

1. Pan Jezus na śmierć skazany

Skazanie na śmierć Boga-Człowieka uczy nas, że od teraz właśnie ta metoda będzie uprzywilejowana, jeśli chodzi o nasze zbawienie. Rozpoczynamy błogosławiony czas Wielkiego Postu, w którym trzeba skazać na śmierć, czyli zupełnie unicestwić nasze wady i grzeszne przyzwyczajenia. Nie oszczędzać niczego, tak jak grzechy nie oszczędziły naszego Pana. Wydały niesprawiedliwy wyrok, tym bardziej wydadzą wyrok na nas, jeśli wcześniej my nie osądzimy ich. Tu walka jest na śmierć i życie, tylko w takich, największych kategoriach można oceniać życie w łasce lub grzechu. Nie są to błahostki, kładę przed tobą życie i śmierć – mówi Bóg, po co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Wybieraj życie.

Znalezione obrazy dla zapytania heilige matthias grabWybór Macieja na Apostoła odbył się na zasadzie ciągłości tradycji. A więc kandydat musiał wykazać się znajomością Jezusa nie tylko samego faktu zmartwychwstania, ale od Jego wystąpienia w czasie chrztu, a więc działalności publicznej w całości oraz być świadkiem zmartwychwstania. Sprzeniewierzenie się Judasza musiało zostać naprawione, bo Dwunastu jest założycielami Kościoła, choć oczywiście Kościoła Jezusa Chrystusa, a nie Apostołów samych. Jednak liczba musiała się zgadzać. Nadal obowiązują proroctwa starotestamentalne, ich tradycja. Znaczy to, że Maciej, chociaż już wybrany nie przez Jezusa bezpośrednio, ale przez Apostołów, został mimo wszystko potraktowany jako Apostoł ze wszystkimi prawami z tego wypływającymi, posiadał moc tworzenia fundamentu Kościoła. Dlatego czasy Kościoła i decyzji przez niego podejmowane mają równy autorytet Jezusowym, zachodzi tu ciągłość z Jezusem historycznym. Tak często sięgamy do Pisma świętego dla poparcia określonych tez. Ale argument z Tradycji może mieć równą moc. Apostołowie podejmowali decyzje, które Bóg aprobował i obdarzał swoim autorytetem. Wymownym przykładem takiego postępowania, nieomylnego jest powstawanie dogmatów oraz rozwój liturgii. Ona ustalana już po czasach ewangelicznych posiada niemniejszą wartość.

Podobny obrazJezus w Ewangelii podnosi poprzeczkę w rozumieniu prawa. Nie zmniejsza wymagań, ale jeszcze bardziej je uwzniośla i zaostrza. Nie wystarczy już oddawać tym samym, odwzajemniać, ale potrzeba  kochać nieprzyjaciół. Owo więcej znaczy również, oprócz większej miłości i znoszenia bliźniego, także więcej miłości i wymagania. Bo miarą jest doskonałość Boga, a ona nie polega na pobłażaniu, ale na dorastaniu do niej, nawet jeśli przytrafią się grzechy, to trzeba skorzystać ze środków odkupienia i dalej się starać. Nikt, komu odpuszczono grzechy, nie może powtórnie grzeszyć. Syn marnotrawny stawiany za wzór miłosierdzia nie otrzymał zgody na powtórną zabawę z prostytutkami, albo na przykład sprowadzenie ich do domu, bo Ojciec będzie się cieszył. Wtedy z pewnością sam by go wygonił. Bóg wyznacza miarę bez miary, czyli swoją własną doskonałość daje człowiekowi. Pozytywnie rzecz biorąc, jest to wielki dar, żeby obdarzyć słabą istotę ludzką Bożą doskonałością. Negatywnie oznacza to niemożność samodzielnego osiągnięcia tej miary. Bądźcie doskonali, jak Ojciec wasz jest doskonały – bez drugiego członu pierwszy jest niemożliwy. Żeby lepiej zrozumieć, trzeba odnieść się do podobnych stwierdzeń w Piśmie świętym: bądźcie świętymi , bo Ja jestem święty oraz bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Mamy tu do czynienia z triadą wymiennych pojęć, chociaż nie tożsamych. Bycie świętym zakłada jakiś kontekst liturgiczny, czynienie świętości poprzez ofiary i modlitwy. Natomiast miłosierdzie ukazuje właściwy obieg doskonałości, która może być tylko wlana. Człowiek wykazując skruchę, otrzymuje poprzez Boże miłosierdzie przebaczenie i z powrotem może dążyć do doskonałości. Doskonałość jest posiadaniem Boga i Jego przymiotów udzielanych człowiekowi.

Znalezione obrazy dla zapytania boże narodzenieBoże Narodzenie wypada w tym roku w niedzielę. Jest to zatem wskazówka dla nas, aby dostrzec dwa, a właściwie trzy wydarzenia na jednej linii. A mianowicie Stworzenie, Wcielenie i zbawienie. Bóg rozpoczął dzieło stwórcze w niedzielę, wtedy stworzył niebo i ziemię. Kiedy byłem na opłatku w szkole specjalnej dzieci wraz z wychowawcami przedstawiły bardzo wzruszające jasełka zatytułowane od stworzenia do Bożego Narodzenia. W bardzo pięknej oprawie zamknęły wspaniałą treść, że Ten sam, co wszystko stworzył, przyszedł na świat. Stwórca staje się stworzeniem, które musi mieć jakąś wewnętrzną stronę, skoro Bóg, aby dokonać zbawienia wciela się, przychodzi od środka, na podobieństwo światła rozświetla. Jest niedzielą (dniem światła) stworzenia, czyli przenosi ciężar znaczeniowy z końca na początek. Od Niego wszystko wychodzi, On nadaje początek wszystkiemu, co wartościowe. Trzeba tę niedzielę zobaczyć i dzisiaj w Bożym Narodzeniu. Niedzielę jako początek działania potężnego nurtu odkupienia świata, zmiany go, ale nie przez własne pomysły, ale przyjęcie Nowonarodzonego Dziecka Bożego, które przynosi wiarę.

Boże Narodzenie 2016 to dwa składniki, a mianowicie pamiątka wydarzenia przyjścia na świat Chrystusa oraz anno Domini 2016, który zawiera w sobie wszystkie pozostałe. Kiedy więc piszemy jakąkolwiek datę wspominamy Boże Narodzenie. Bo liczymy od narodzenia Chrystusa. Jest ono jakby nowym stworzeniem, odnowieniem wszystkiego, nową szansą. Jak bowiem wcześniej liczono od stworzenia, tak my liczymy od zbawienia. Kiedyś punktem odniesienia była sobota jako zwieńczenie stworzenia, dzisiaj dla nas jest to niedziela jako dzień zmartwychwstania. Bóg daje nowy początek w ramach historii. 4000 lat oczekiwany jak śpiewamy w kolędzie. Tyle według żydowskiego kalendarza minęło od założenia świata do przyjścia Chrystusa. Wigilia Bożego Narodzenia to tradycyjnie wspomnienie pierwszych rodziców Adama i Ewy. Chrystus rodzi się jako ich potomek w bezpośredniej bliskości dni liturgicznych. Przychodzi Stwórca jako stworzenie, wpisuje się w linię ludzką, aby ją odnowić. Widzimy zatem szeroką perspektywę. Nie tylko żłóbek, ale całą ludzkość, która od wieków oczekiwała na tego potomka Adama i dziś pragnie wejść w Jego dzieło. Ono trwa dzięki Kościołowi i całej perspektywie teologicznej możemy już w żłóbku rozpoznać, że coś wielkiego się zaczyna, co później nada wielkości.

Podobny obrazO Janie Chrzcicielu można powiedzieć śmiało, że był człowiekiem ognia, płomiennego usposobienia i bardzo surowego stylu życia. Człowiek pustyni, która oprócz pustki kojarzy się z gorącem, podobnie jak ogień. Jego nawoływanie do poprawy nie miało w sobie nic z letniości wielu dzisiejszych kazań. Raczej to był sam ogień palący, tak że nawet faryzeusze zwykle niechętni do przemiany, nawracali się. Ale był to ogień tylko palący, natomiast zapowiadał on inny ogień, o wiele większej natury i całkowicie duchowy – ogień Ducha Świętego i Jezusa Chrystusa.

Ogień, który daje ciepło, może zniszczyć. Dlatego musi być poddany rozumowi. Z drugiej strony ogień jest konieczny, bo tylko on może rozpalić żelazo ludzkich serc (skałę) i dzięki niemu będą one płonąć dla Boga. Bóg jest ogniem pożerającym i konsumującym jak mówi Pismo i św. Augustyn. Ale człowiek potrzebuje tego żaru, choć się z drugiej strony instynktownie go lęka. Wie bowiem, jak wiele palnego materiału jest w nim, jak wiele słomy i drewna. Gdzieś zapodziała się koncepcja Boga jako ognia. Tak bardzo człowiek współczesny oswoił Boga, że nie znajduje już w Nim owej wzniosłości powodującej bojaźń Bożą, także z powodu wszystkich konsekwencji odrzucenia Boga.

Adwent to czas ognia oczyszczającego i rozpalającego. Poszerza się tło Adwentu z sentymentalno-infantylnego oczekiwania na narodzenie dziecka po cały Stary Testament, w którym obraz Boga jako ognia jest częsty. Przyjście Boga w Starym Testamencie było związane z pojawianiem się ognia. Wspomnijmy chociaż pojawienie się Mojżeszowi Boga w krzaku gorejącym, chmurę ognia w wędrówce Izraelitów przez pustynię, górę Synaj spowitą w ogniu czy ogień nad Namiotem spotkania. W Nowym Testamencie ogień towarzyszy zesłaniu Ducha Świętego. Apokalipsa mówi o Jezusie Królu, którego oczy są jakby z ognia. Zresztą w Apokalipsie wiele jest opisów ognia. Ogień miał się nieustannie palić w świątyni, żeby wskazywać na ognistą obecność Bożą.

Znalezione obrazy dla zapytania intronizacjaDzisiaj jest wielki dzień w Kościele w Polsce. Wczoraj w Łagiewnikach w Krakowie, a dziś w każdej parafii odbywa się jubileuszowy akt intronizacyjny Jezusa Chrystusa. Na tym właśnie polega działalność Kościoła, który modli się nieustannie „przyjdź królestwo Twoje”. Nie tylko bowiem woła o królestwo Chrystusa, ale je zapoczątkowuje. Z tej właśnie racji przypomina ludziom o obowiązku wiary i moralności, o przestrzeganiu prawa Bożego nie tylko wiernym, ale też niewiernym, władcom państw i wszystkim narodom. Królestwo Boże nie ogranicza się do rzeczywistości sakralnej, ale z niej promieniuje na cały świat. To coś wspaniałego, że można ustanawiać na ziemi niebo, dawać początek, mimo że ciągle doświadczamy panowania królestwa zła. Królowanie łagodnego Baranka, Króla, który oddał swoje życie za poddanych, królestwo miłości. Natomiast naprzeciwko nie mamy próżni, ale jest panowanie nienawiści, obłudy, udawania i ładnych słów, za którymi nic nie idzie, zakulisowych rozgrywek, bezwzględności i wyzysku. Granica przebiega przez serce ludzkie, które jednak owocuje konkretnymi działaniami społecznymi. Dlatego trzeba nieustannie walczyć o zwycięstwo królestwa Chrystusa na wszystkich poziomach, począwszy od serca ludzkiego.

Znalezione obrazy dla zapytania msza trydenckaBardzo dobrze się stało, że w nowennie przed aktem intronizacyjnym Jezusa Chrystusa odprawiamy Mszę trydencką. Ona bowiem chyba o wiele lepiej niż współczesna odzwierciedla królewskość Ciała Chrystusa. Wszystko tu jest bowiem ku Niemu zwrócone, wszystkie oczy patrzą na Jego misterium, nie na twarz księdza. Język łaciński podkreśla tylko majestat królewski sprawowanych czynności. Na co dzień porozumiewamy się po polsku, jednak do Boga potrzeba jakiegoś specjalnego języka, bo niejako wchodzimy do Jego rzeczywistości, nie naszej. Czy nie stać nas na to? Bóg rozumie w każdym języku, ale chodzi o Jego majestat, jak to się mówi współcześnie – świadectwo Jego królowania. Oficjalny kult jest więc po łacinie, która jest pewnego rodzaju królewską szatą liturgii. Łacina sprawia, że Bóg sam może mówić, bo nie musimy zaprzątać swej głowy słowami. W obecnej liturgii nie zawsze wiadomo, czy się modlimy czy np. zachęcamy do modlitwy. Ilość komentarzy utrudnia modlitwę.

Królewska jest także struktura Mszy, mamy tu do czynienia z ceremoniałem, a nie ze wspólnotową ucztą. Dzisiaj panuje wielkie niezrozumienie ceremoniałów, wielu ludzi pyta się, czy nie lepiej zamiast przepychu szat (?) posiedzieć sobie pod drzewem. Bóg jest przecież wszędzie. Jakże nie rozumiemy mocy płynącej z ceremonii. Z drugiej strony zauważamy, zwłaszcza na ceremoniach świeckich, że wszystko zrobiło się płaskie, nie ma żadnego splendoru. Zapomnieliśmy o służbie jako podstawowym budulcu społecznym. W liturgii mamy do czynienia z czymś daleko ważniejszym – ukazywaniem królowania Chrystusa. Bóg jest nam potrzebny w trudnościach, ale żeby Mu służyć ze wszystkich sił, żeby poświęcić na tę służbę całe życie? Tak, dla liturgii kapłan ślubuje celibat. Dzisiaj się mówi szerzej, że dla tego aby mieć więcej czasu dla wiernych. Jest tu pewna nieścisłość, przede wszystkim chodzi o Mszę św., tu rodzi Chrystusa, podobnie jak Maryja urodziła Go dziewiczo. Wszystkie swoje siły oddaje Chrystusowi Królowi, którego jest sługą i do służby Jemu wciąga wiernych. Przychodząc na Mszę trydencką, tu nie chodzi o nas, nie chodzi o dobre samopoczucie z emocjonującej muzyki, czyli modlitw działających na wyobraźnię, ale w centrum jest On, Król i Pan wszystkich czasów, czy zatem nie lepiej jest się do niego modlić w formie odwiecznej. Z czasem okazuje się jednak, że kto Jemu służy nabywa pokój serca, zaczyna odnajdywać się w rzeczywistości sakralnej, kościół staje się azylem, oazą pośród pustyni świata zabieganego, detronizującego Chrystusa. Tu jest brama do nieba, początek i czystość Królestwa Niebieskiego. To wielki dar, że możemy mieć łączność z Chrystusem zasiadającym na tronie w niebie. Paradoksalnie królewskość liturgii wynikająca z królewskości Chrystusa mimo oddalenia i konieczności adoracji, stopni pośrednich, przybliża nas do Niego niepomiernie bardziej niż zbanalizowana znajomość. To właśnie odpowiedni dystans powoduje zaistnienie intymności, jak w jednym w wywiadów mówi kard. Sarah. Zbratanie się ze wszystkimi powoduje skutek odwrotny. Tu jest sens życia zakonnego i celibatu. Utrzymuje ono odpowiedni dystans liturgiczny, modlitewny poprzez regułę, aby dać bliskość niemożliwą do osiągnięcia na innej drodze. Tu najlepszą pomocą i niedoścignionym szczytem jest liturgia trydencka

Znalezione obrazy dla zapytania czyściecCzyściec to dwie prawdy dogmatyczne. Pierwsza, że czyściec istnieje. Ma to konsekwencje dla życia naszego tu na ziemi. Nie obraca się ono wyłącznie w kategoriach zbawienia i potępienia, ale również celem uniknięcia czyśćca. Wierzący mają obowiązek nie tylko otrzymać zbawienie, ale także uniknąć czyśćca. Dlatego nie można pozostawać na płaszczyźnie minimum, bo może się okazać, że stan po śmierci niewiele będzie się różnił od piekła. Oczywiście zasadnicza różnica będzie polegała na tym, że nikt z czyśćca nie trafi już do piekła i wszyscy pójdą do nieba, ale cierpienia, jakich będą doświadczali będą bardzo wielkie. Niektóre dusze w czyśćcu cierpią ogromne męki w najniższej jego warstwie, nie można im pomóc, a modlitwy ofiarowane za nie otrzymują inni i dopiero po pewnym czasie przechodzą do normalnego czyśćca. Św. Faustyna pisze o pewnej duszy, która w chwili śmierci uratowała się od piekła, ale będzie siedzieć w czyśćcu do końca świata. Niektórzy twierdzą, że w czyśćcu dusze przebywają dopóki trwają skutki ich grzechów.

Znalezione obrazy dla zapytania andrzeja boboli siemiatyczeŚwiątynia to nie tyle mury, co przestrzeń, którą dane mury odgradzają i wyznaczają. Ona jest święta, bo jest miejscem niezwykłej obecności. I wszelkie wyposażenie kościoła ma na to wskazywać. Cieszymy się z naszej świątyni, mamy gdzie się modlić i tak wiele w niej do modlitwy zachęca. Wyrażamy wdzięczność budowniczym i dobrodziejom.  Pamiętamy jednak, że my tylko nieudolnie próbujemy oddać więź, jaka łączy mury ze świętą przestrzenią w środku, z obecnością Boga. On wziął sobie na własność naszą świątynię.

Miejsca święte w dzisiejszej zsekularyzowanej kulturze są przedmiotem odrzucenia, nie może być nic świętego. Już nie chcemy rozumieć, na czym świętość polega. Jest to konsekwencja odrzucenia i zapomnienia o duszy jako miejscu świętym w samym człowieku. Dusza bowiem jest tym dla człowieka, co kościół dla wspólnoty, a Kościół powszechny dla świata. Jeden z ojców Kościoła mówił (List do Diogneta), że czym dla ciała jest dusza, tym dla świata są chrześcijanie. Nie rozumiemy w skali Europy Zachodniej, dlaczego trzeba budować kościoły i dbać o istniejące, coraz bardziej desakralizujemy, czyli profanujemy przestrzeń sakralną. Niestety nie widzimy nic złego we wprowadzaniu coraz większej liczby elementów świeckich do przestrzeni kościelnej, a z drugiej strony to, co najświętsze wyprowadzamy z kościoła – ile Mszy św. jest sprawowanych poza świątyniami, a przecież do najbliższej mogłoby być kilkaset metrów. Czytałem, że we Francji już burzy się kościoły średniowieczne, bo nie ma na ich utrzymanie, we Włoszech wprowadza się muzułmanów i pozwala im się mieszkać w kościołach, organizuje się posiłki w kościołach, a ostatnio nawet turniej gier komputerowych.

2017  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R