logotype
image1 image2 image3

Parafia p.w. Świętego Andrzeja Boboli w Siemiatyczach

Wielki Czwartek to święto przyjaźni z Jezusem Chrystusem. Współcześnie słowo przyjaciel się nieco zdewaluowało na rzecz miłości, ale klasycznie oznacza ono bliskość większą nawet niż małżeńska. Według Arystotelesa największą przyjemnością mędrca jest rozmowa z przyjacielem. Zatem dzisiaj wchodzimy w przestrzeń przyjaźni Jezusa. Taki charakter ma każda Eucharystii, ale przede wszystkim ta wielkoczwartkowa, w której nie tylko wspominamy ustanowienie sakramentu, ale niezwykłą bliskość i odsłonięcie sedna misji Jezusa. On przyszedł, aby służyć, aby być misją Ojca, czyli jednocześnie – pojednaniem człowieka z Bogiem. Świetnie obrazuje to mandatum – przykazanie służby wyrażone przez Jezusa poprzez umycie nóg Apostołom. Nie siebie stawia w centrum, ale swoją misję. Ukazuje im Ojca i Królestwo Niebieskie. Z kolei uczniowie służąc sobie nawzajem – umywając swoją posługa nogi – mają ukazywać Chrystusa, bo tylko Jego znają i w Nim jest pewna droga do Ojca. Przychodząc dziś do kościoła, czujemy większą bliskość, kościół ścieśnia się do rozmiarów Wieczernika. Nie wszyscy tam wchodzą, głównie dlatego że nie chcą, nie otrzymali zaproszenia, nie widzą, że bliskość z Jezusem wymaga pokonania kilku stopni, na które dopiero On sam zaprasza. Wchodzimy tu dzięki Jego inicjatywie. To już nie jest tylko znajomość, ale niezwykła przyjaźń. To jest cel wiary, aby nie tylko spełnić minimum, ale aby dojść do wielkiej przyjaźni z Jezusem, kiedy spożywamy Jego ciało i stajemy się z Nim jedno.

W tej perspektywie rozważamy dzisiaj sakrament kapłaństwa nierozerwalnie złączony z Eucharystią. Żeby wejść w przyjaźń z Jezusem w Eucharystii, potrzeba sług, którzy uczynią to możliwym poprzez swoje życie rozumiane w kluczu umycia nóg – ofiary całkowitej. Jezus bowiem wstąpił do nieba. Ustanowienie Eucharystii jest zatem sposobem na fizyczny, choć sakramentalnie, i każdy inny sposób z Nim komunikacji. Potrzeba jednak pośrednictwa, tak jak sam Jezus był pośrednikiem Ojca. Kapłani jako słudzy Eucharystii stają się sami drugim Chrystusem (alter Christus) i w Jego imieniu będą rozdawać Ciało Pańskie, a wcześniej myć nogi poprzez sakrament pokuty. Kapłaństwo jest to bowiem powołanie do bycia jak Chrystus, nie tylko do bycia chrześcijaninem, ale wręcz Chrystusem. Wracając do Jezusa, widzimy u Niego tożsamość osoby z misją. On przyszedł, aby wypełnić zadanie dane Mu przez Ojca. Dlatego nieustannie odwołuje się do Ojca, samego siebie odsuwa w cień, aby dobrze zrealizować swoją misję. Najczęściej słyszymy od Niego o królestwie Bożym i o Ojcu. To samo musi się odnosić do kapłana. Skoro jest on kapłanem Jezusa Chrystusa, a to jest pełne określenie, nie ma abstrakcyjnego kapłaństwa. Ja nie mogę składać żadnych innych ofiar niż ofiarę Jezusa Chrystusa, nawet nie mam mocy do ofiar starotestamentalnych. Cały wysiłek i praca muszą iść w kierunku Jezusa.

Od samego początku istniały różne kręgi przynależności do Chrystusa. Najszerszy, nie do końca Chrystusowy, ponieważ częściowo wrogi Jemu, to lud żydowski, można by współcześnie rzecz – społeczeństwo Izraela, które było jednak przedmiotem misji Jezusa. Następny krąg to tłumy, które za Nim podążały – w pewnym sensie obrazują one ogół wierzących, nas tutaj obecnych. Z kolei kolejny krąg to Jego uczniowie w szerokim sensie, czyli kilkadziesiąt osób, może kilkaset, przebywających z Nim regularnie i słuchających dodatkowych wyjaśnień oraz posiadających pewne uprawnienia, wysyłanych na pierwsze misje, jak owych siedemdziesięciu dwóch. Aż wreszcie dochodzimy do Dwunastu, najbliższych uczniów Jezusa. Ci byli świadkami prawie wszystkich wydarzeń oraz stanowili stałą grupę. Wśród nich również znajdujemy pewne podgrupy, ale one nas w tej chwili nie interesują. Kościół zatem jako ciało Chrystusa jest zorganizowany i ustrukturyzowany. Taki podział na kręgi przynależności nie jest niesprawiedliwością, ale właśnie ma na względzie dobro ogółu. Nie ma mowy o demokracji jako o systemie władzy czy tym bardziej strukturze uczniów. Bo im bliżej Jezusa, tym większe jest posłannictwo do wszystkich. Jednak przynależność do Dwunastu oznacza także inne zadania i sposób życia.

Czy można sobie wyobrazić Ewangelię bez Dwunastu? Jezus co prawda swoją misję pełni od momentu Wcielenia, ale nabiera ona charakteru powszechnego i pewnej struktury w momencie wyboru Dwunastu. Sama liczba jest symboliczna, tak jak i cała ich funkcja. Nie są oni w pierwszej mierze posłani, żeby coś robić, ale aby po prostu być jako symbol odnowionej Jerozolimy, jako Nowy Lud. To Jezus działa, oni natomiast stanowią niejako przedłużenie Jego ręki, oni dzielą chleb przy rozmnożeniu, dopytują Go o znaczenia poszczególnych przypowieści, prowokują do mówienia o przyszłości, w końcu zostają posłani. Proces zatem idzie dwutorowo: wzmacnia się tożsamość, pogłębia się stan bytowy oraz równolegle dokonuje się misja ewangelizacyjna. Tak jak ręka nic nie może czynić bez polecenia osoby, tak kapłani najpierw są w ciele, a dopiero później coś wykonują. Sprawność ręki wzrasta, im bardziej jest ona zjednoczona z ciałem. Kościół w sposób widzialny rodzi się po Zesłaniu Ducha, wtedy już, kiedy Jezus jest po prawicy Ojca, uczniowie uobecniają Jego misję. Ale nigdy nie wolno im i ich następcom zapomnieć, że są reprezentacją Jezusa i Jego misji. Nie są jakąś funkcją, którą trzeba wypełnić i później można mieć czas dla siebie, ale ich cały byt stanowi funkcję. Najpierw więc mają być tym, co sami nauczają i wykonują, a następnie dopiero dbać o wykonywanie konkretnych zadań. Oczywiście oba momenty nie przeciwstawiają się sobie, ale wzajemnie do siebie prowadzą, ale stan ontyczny poprzedza w ważności funkcyjność.

Tu właśnie dochodzimy do tego, czym jest kapłaństwo. Kapłaństwo jest rozumiane jako szczególna więź z Jezusem Chrystusem, trwanie w Jego posłannictwie dla zbawienia dusz, ale mocą samego Jezusa. Czyli kapłan jest zawsze wikariuszem. Tytuł najwyższego kapłana w Kościele, czyli papieża to przecież wikariusz Chrystusa. Wszystko, co robi, robi w imieniu i mocą Jezusa. Wymaga to wielkiej pokory, bo każdy człowiek jest obdarzony jakimś potencjałem, który chce realizować (tak popularne dzisiaj – samorealizacja). Jednak największą siłą kapłana nie jest jego własna moc, ale działanie w imieniu Jezusa. Kapłan zatem to ktoś więcej, aniżeli ten, kto czyta Pismo Święte i wyjaśnia je ludziom. To może czynić każdy człowiek. Kapłan przynależy do struktury Kościoła, czyli wchodzi w wyjątkową więź z Tradycją, wchodzi cieleśnie do struktury Kościoła, stając się współpracownikiem następców Apostołów. Co prawda przekracza to zdolności jego pojmowania, ale mimo wszystko obdarza go mocą.

Zresztą każdy człowiek przynależy do struktury Kościoła, ponieważ posiada godność dziecka Bożego, która bierze się nie z własnego poznania Jezusa czy czytania Biblii, ale z chrztu. Jednak w przypadku kapłaństwa mamy do czynienia z czymś więcej. Dzięki kapłaństwu widzimy lepiej strukturę Kościoła, który nie jest po prostu sumą swoich członków. Pojęcie Kościoła zawiera w sobie aspekty dynamiczny, zwoływania, gromadzenia, jak to zresztą wynika ze źródłosłowu greckiego Ekklesia. Kapłani nieustannie zwołują lud Boży do Jego Pana. Centrum i reprezentacją tego jest sprawowanie Mszy św., na którą wierni przychodzą, aby słuchać słowa Bożego i karmić się Eucharystią. Kapłan ma być podobny do Jana Chrzciciela, który był głosem, ale to nie on wybierał treść, którą ten głos obwieszczał. Świeccy przynależą do Kościoła, można by tak rzec, poziomo, natomiast kapłani – pionowo, czyli znajdują się w określonym miejscu hierarchii. Ta wprawdzie nie jest dla samej siebie, ale spełnia funkcję służebną wobec całego ciała Kościoła, mimo to, a może ze względu na to, posiada określoną strukturę, której dowolnie nie można modyfikować. Wcielenie dokonało się w konkretnym porządku, co z kolei przeniosło się na rozwinięcie go w konkretnych wydarzeniach historycznych. Nabrały przez to one znaczenia dogmatycznego.

Patrzenie wyłącznie funkcjonalne niestety jest zmorą naszych czasów, które za wartościowe uznają tylko to, co działa (jakość życia), natomiast rzeczy niedziałające należy wyrzucić na śmietnik. Człowiek natomiast ma wartość nawet wtedy, gdy nie działa, jest jeszcze nienarodzony czy złożony chorobą. Tym bardziej może to podnosić jego wartość, ponieważ to Bóg może przez niego działać. Wyjątkowa sytuacja zachodzi właśnie w życiu kapłańskich, kiedy to sam Chrystusa ma działać. Misja kapłańska i wypływające z niej zadania mają zatem wzmacniać szczególny stan bycia zarówno kapłanów, jak i samych wiernych. Nie trzeba zmuszać księży do coraz to nowych zadań mających rzekomo zdynamizować ewangelizację i przyczynić się do przyciągnięcia nowych osób do Kościoła. Jest to oczywiście ważne, jednak tu chodzi o rzecz jeszcze ważniejszą, a mianowicie – najpierw trzeba być, aby coś robić. Wzmacnianie tożsamości jest co najmniej tak ważne jak działanie na zewnątrz. Rozmowa kapłana z Chrystusem otrzymuje priorytet, z którego bierze się cała jego apostolska płodność. Bez silnej tożsamości kapłańskiej na nic się zda choćby najpiękniejsza działalność duszpasterska. Wierni czują to i wyrażają właśnie poprzez modlitwę za kapłanów, dopiero wtórnie ofiarując im przyjaźń czy inne dowody uznania, jak np. zaproszenie na kolację. Kapłan nie posiada mocy boskiej na własność, a tym bardziej nie jest człowiekiem jakoś znacząco lepszym od innych. Zwłaszcza w kontaktach prywatnych zauważamy liczne wady duchowieństwa.

W pewnym sensie można nawet wyróżnić hierarchię działań kapłańskich ze względu na uobecnianie ludziom Jezusa. Na najwyższym jej stopniu jest posługa przepowiadania Ewangelii o Jezusie i uobecnianie jej w sakramentach. Właściwie łączą się te dwa zadania w jedno, bo słowo stało się ciałem, a więc i samo przepowiadanie nie wystarczy, jeśli nie zostanie dopełnione znakiem widzialnym. Punkt kulminacyjny następuje we Mszy św., dlatego też ona jest najważniejszym zadaniem każdego kapłana. Ja szczególnie zwracam na to uwagę, że we Mszy następuje zogniskowanie całej działalności Kościoła. Z tego zjednoczenia bierze się wszystko inne. Zatem wszystkie siły kapłana posiadają swoje źródło w Eucharystii, a następnie w pozostałych sakramentach. W nich bowiem działa on in persona Christi caput. To w czasie Najświętszej Ofiary następuje najgłębsze zjednoczenie sługi ze swoim Mistrzem: To jest bowiem Ciało Moje. Nikt nie może wypowiedzieć tych słów sam z siebie bez bluźnierstwa. Dopiero ustanowienie, czyli konsekracja człowieka na kapłana może to uczynić. Kościół prowadzi ludzi poprzez kapłanów sprawujących sakramenty, a trzeba pamiętać, że sakramenty stoją wyżej niż sam Kościół, który ich nie tworzy, ale odkrywa i sprawuje. Niemożliwe jest zniesienie kapłaństwa bez zniesienia Objawienia. Czasem się mówi, że można by zreformować kapłaństwo, bardziej dopasować się do czasów, otworzyć ich na ludzi itp. Z jednej strony stanowi to odciążenie kapłana, który nie musi dokonywać rzeczy niemożliwych, być animatorem całej parafii, tajemnymi sztuczkami przyciągać wiernych, być idolem dla młodzieży itp. Z drugiej strony, tu leży zasadnicza trudność kapłaństwa, które istnieje tylko kiedy trwa ciągle pogłębiana więź z Chrystusem. Każde uchybienie moralne kładzie się cieniem na posługę kapłańską, choć jej nie niweczy. Msza sprawowana nawet przez niegodnego kapłana zachowuje swoją ważność, ale jej owoce zostają wydatnie zmniejszone. Więź z Bogiem w przypadku każdego chrześcijanina odgrywa istotną rolę, o wiele bardziej liczy się w życiu kapłańskim, ponieważ ono jest funkcją tej więzi. Nie można dać, czego się nie ma. Dlatego największym problemem kapłaństwa jest utrata wiary, bez której kapłan zamienia się w funkcjonariusza, zimnego urzędnika kultu i moralności, w faryzeusza.

Czasem mówimy, że kapłan to człowiek jak wszyscy inni. Jest to prawda, ale niezupełna. Zresztą nikt tak nie mówi o lekarzu, nauczycielu czy wreszcie matce lub ojcu. Człowieczeństwo bowiem to sprawa ogólna, ale realizowana zawsze in concreto. Powoływanie się na człowieczeństwo nie może stanowić wymówki dla obniżenia standardów np. posługi lekarskiej. Idę do lekarza, ponieważ jest lekarzem, a nie człowiekiem jak każdy inny. To samo tyczy się do kapłaństwa. Owszem, ksiądz jest człowiekiem, ale człowiekiem, który w bardzo określony sposób realizuje swoje człowieczeństwo. Wyklucza to czasami rzeczy dozwolone innym ludziom. Kapłan to człowiek, który chce zjednoczyć się z misją Chrystusa, tak aby ona stała się jego drugą naturą. Ponadto nie mamy tu do czynienia wyłącznie z wysiłkami ludzkimi. W kapłanie pracuje łaska Boża specjalnego rodzaju, wynikająca z sakramentu święceń. Teologicznie mówi się w tym wypadku o character indelebilis, czyli o znamieniu wyciskanym przez ten sakrament, podobnie – choć nie tak samo – dzieje się przy chrzcie i bierzmowaniu. Nie można więc patrzyć na kapłaństwo nawet przez pryzmat wypowiedzi samych księży. Nie świadomość jest tu najważniejsza, ale rzeczy duchowe, które zawsze przekraczają nasze ludzkie siły i zdolności ujmowania ich w pojęciach. To tak, jak gdyby o chrześcijaństwo pytać wychodzących z kościoła. Ma to jakiś sens, ale nie za wielki. Dlatego właśnie Wielki Czwartek stanowi okazję do pogłębiania świadomości o kapłaństwie na podstawie wielkiego tego stanu. Chrystus obdarował swój Kościół wielką łaską, dzięki której ciągle w nim trwa i dokonuje zbawienia ludzi. xrp

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R