logotype
image1 image2 image3

Parafia p.w. Świętego Andrzeja Boboli w Siemiatyczach

Kontynuujemy zeszłotygodniowe wchodzenie w treści wielkopostne, bo czas ten nie tylko zachęca do czynów, ale przede wszystkim podaje motywy dlaczego. Korzyści z ascezy nie polegają przecież na zrzuconych kilogramach czy ewentualnie – w wariancie bardziej duchowym – wzmocnionej woli. Chodzi tu o Boga i Jego działanie, które zawsze posiada priorytet, ale paradoksalnie domaga się wolnej odpowiedzi człowieka. Podejmowane czyny pokutne: modlitwa, post i jałmużna, aby nie pozostać tylko na powierzchni naszego życia, na zewnątrz serca, i posiadać moc przemieniającą egzystencję, muszą koniecznie otrzymać wsparcie z głębi ludzkiej natury. Ta natomiast dla samego człowieka jest tajemnicą i dopiero Chrystus ją nam odsłania.

Przemienienie Pańskie opisywane przez Ewangelię wyraźnie podkreśla, że spełnienie człowieka nie pochodzi z zewnątrz ani nawet z góry, choć ma z nią coś wspólnego. Jezus wchodzi na górę i z nieba odzywa się głos Ojca. Jednak przemiana dokonuje się niejako od środka – Bóstwo uwidacznia się przez człowieczeństwo, za jego pomocą, podnoszą naturę ludzką, a nie ją anihilując. Przemiana nie jest więc jakąś magiczną zmianą ontyczną, coś na kształt żaby przemienionej w księcia, ale raczej uwidocznieniem blasku człowieczeństwa sprzed grzechu, spotęgowanego odkupieniem. Łaska przychodzi z zewnątrz, z góry, jednak wnika do środka i czeka na podjęcie współpracy, a kiedy ona nadchodzi i staje się coraz dojrzalsza, wydobywa z natury jej ukryte możliwości i sprawia, że natura staje się kanałem samej łaski. Człowiek pod działaniem Ducha Świętego nic nie traci ze swej osobowości, ale staje się przezroczysty, nie stawia oporu łasce, która rozlewa się po jego naturze, udzielając się innym.

 

Trzymając się jednak tematyki wielkopostnej, a nie mistycznej, należy wrócić do roli ascezy w powyższym procesie. Koniecznie trzeba pamiętać o średniowiecznej zasadzie, że w człowieku wszystko, co dobre pochodzi od Boga, a wszystko co złe od niego samego. Bóg jest wszystkim, a ja jestem niczym. I wcale nie chodzi tu o fałszywą pokorę czy nadmierne poniżanie siebie. Raczej o szukanie najlepszej drogi do Boga. Istnieje ich prawdopodobnie kilka, ale jedna jest królewska ze względu na potężne działanie samego Boga. Wymaga jednak całkowitego oddania. Kiedy Bóg bierze mnie, to ja biorę Jego według zasady personalistycznej.

Pokuta jest pewnego rodzaju zawarciem przymierza z Bogiem i przez to zobowiązaniem się do wypełnienia swojej części. W pierwszym czytaniu Abraham zawiera przymierze z Bogiem, składając ofiary ze zwierząt, czyli tego, co wówczas było najbliżej człowieka, choć na zewnątrz od niego. Ofiara ta zostaje przyjęta, a przecież sprowadza się do uśmiercenia zwierząt i prowadzi do straty. Ma ona zatem charakter negatywny, coś trzeba oddać Bogu, żeby otrzymać od Niego błogosławieństwo. W Nowym Testamencie zostanie ta sytuacja dodatkowo podniesiona, czyli będzie dotyczyć jeszcze bliższych rzeczy, a właściwie siebie samego wyrażanego przez swoje ciało. Na wzór Chrystusa człowiek musi siebie samego oddać, co bardzo często oznacza zniszczenie siebie. Jezus dał przede wszystkim samego siebie, a nie swoje mienie, i to ta ofiara stała się dla nas zbawieniem. Zatem współpraca z łaską domaga się ofiary z samego siebie, a nie sposób sobie jej wyobrazić inaczej niż przez ascezę rozumianą nie jako pojedyncze czyny, nawet jeśli wzniosłe. Homo expians może stać się dobrą definicją ludzkiej natury (warto w tym miejscu przywołać stare rozróżnienie między istotą a naturą, która jest istotą w działaniu) dążącej do zbawienia. Nie dzieje się tak ze względu na ciężar pokuty, ale ze względu na grzeszność natury ludzkiej, pożądliwość rozumianą jako zrodzoną z grzechu i ułatwiającą grzech.

O Abrahamie pamiętamy z Genesis, że największą próbą, jaką musiał przejść na drodze wiary, było żądanie Boga, aby poświęcił w ofierze swojego jedynego syna Izaaka – kogoś, kto wyszedł z jego „łona”, z samego wnętrza jego istoty. W pewnym sensie odwracając wartościowanie, można powiedzieć, że podobna sytuacja zachodzi z grzechem, który nie tylko jest zewnętrznym, jednorazowym czynem, który szybko popada w niepamięć i wywołuje jedynie wstydliwe wspomnienie. Grzech staje się częścią człowieka i wrasta w niego tak głęboko, że wszystkie czyny następne, które czyni, są jakoś skażone grzechem pierworodnym (synem ludzkości) pomnożonym przez wszystkie grzechy uczynkowe. Pozbycie się więc grzechu nie może polegać na prostym wykreśleniu dłużnego zapisu (od strony Boga jak najbardziej może), ale na przemianie całej natury ludzkiej, szczególnie w jej warstwie dynamicznej, uczynkowej. Dlatego pokuta rozumiana w ten sposób, czyli zapośredniczona przez wiarę, musi stać się drugą naturą człowieka. Samo pojęcie głębi, mimo że brzmi pozytywnie, jest ambiwalentne. W otchłaniach (to już bardziej oddaje semantyczną barwę) człowieczeństwa czai się zarówno grzech, jak i odkupiająca go łaska.

Nagroda za służbę Bogu przekracza wymiar starotestamentalny. Tam miała ona charakter zewnętrzny, ponieważ Boże błogosławieństwo wyrażało się przede wszystkim w otrzymanej ziemi oraz płodów z nią związaną (także zwierząt). Natomiast nagroda przyobiecana tym, którzy wierzą w Jezusa, dotyczy samego człowieka. Ludzkie mienie musi przeminąć wraz z jego ciałem, ponieważ podlega śmierci. Jezus pokazuje na sobie nagrodę obiecaną w niebie tym, którzy przejdą proces wiary tu na ziemi. Tą nagrodą jest przemienienie lub coś czego przemienienie jest znakiem. Opis tego stanu jest wszakże niemożliwy – „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało” (1 Kor 2, 9), co nie znaczy, że nie można na niego wskazywać czy proleptycznie o nim pouczać. Jezus podczas przemienienia pokazuje nowy, odkupiony stan człowieka. Nie tyle jest to ukazanie swojego bóstwa, bo przecież Boga nikt nigdy nie widział (J 1, 18), ale pełnego i przemienionego człowieczeństwa. Przypominają się słowa Jana Pawła II, który wskazywał na Chrystusa jako na klucz hermeneutyczny do zrozumienia samej ludzkości – człowieka nie można zrozumieć do końca bez Chrystusa, a raczej człowiek sam siebie nie może zrozumieć do końca bez Chrystusa (Warszawa 1979). Chrystus pokazuje nam stan przemienienia, chociaż niedostępny ludziom na ziemi, to jednak obiecany w niebie.

Zgodnie z eschatyczną strukturą rzeczywistości objawionej, która jest „już i jeszcze nie” łaskę przemienienia należy rozumieć jako już działającą, choć pełny efekty przyniesie dopiero po śmierci. Stary Testament łaskę tylko zapowiadał, natomiast Nowy daje już jej pierwsze owoce. Zresztą samo przemienienie Chrystusa to tylko odblask Jego chwały, którą uzyskał po zmartwychwstaniu. Niemniej tajemnica łaski zbawienia działała i przemieniała już od Wcielenia. Chrześcijanin może więc już tu na ziemi doświadczyć przemienienia lub procesu przemiany. Św. Paweł w drugim czytaniu pisze o przekształceniu naszego ciała poniżonego na ciało chwalebne (Flp 3, 21). Kontekstem tego jest jednak grzech, czyli proces odwrotny – przekształcenia człowieka przez zło. Przemienienie Chrystusowe pochodzi z góry i przyjęte wiarą od środka dokonuje swego działania uwznioślając wszelkie dążenia, natomiast diabelskie – rozchodzi się horyzontalnie, przekształca człowieka w świat go otaczający, poniża go, nie posiada kierunku do góry, a jedynie do dołu i do środka i to w sensie cielesnym – „ich bogiem brzuch”. Szatan przemienia człowieka na swój obraz i podobieństwo, tak że ten staje się antyosobą, traci godność. Obie tendencje żyją ze sobą w skrajnej nieprzyjaźni i dlatego Chrystus domaga się od nas wystąpienia przeciwko pożądaniom ciała, oczu i pysze życia (1 J 2, 16), co jest kolejnym uzasadnieniem pokuty. Ponieważ grzech tak głęboko wrósł w strukturę człowieczeństwa, a grzechu inaczej jak przez cierpienie się nie pokonuje, to pokuta powinna stać się sposobem życia, które mimo że świadomością nie sięga tak głęboko, to jednak realnie przekształca egzystencję dzięki łasce Chrystusa, następuje głęboka przemiana.

W każdym razie przemienienie nie skończyło się na górze Tabor, ale wraz z dziełem Chrystusa rozpoczęło się w postaci Kościoła. Mamy tu do czynienia z pewnym społecznym rodzajem przemienienia. Chrystus jako najdoskonalszy człowiek, ale także przecież i społeczność ludzka, a nawet cały świat (Chrystus kosmiczny). Człowiek bowiem to istota społeczna z natury, zatem przemiana człowieka musi dotyczyć całych społeczności. Zmienia się tu skala i sposób obserwowania przemienienia, natomiast nie może zmienić się sam proces organicznej przemiany tkanki społecznej pod wpływem łaski działającej przez poszczególnych wierzących i cały Kościół. Można także spojrzeć na całe dzieje zbawienia, a więc historycznie, w pewnym sensie pionowo. Motywem do takiego ujęcia jest obecność Mojżesza i Eliasza przy przemienieniu Jezusa. Zatem nie dotyczy ono tylko Jego szat czy ewentualnie ciała, ale sięga w historię, stanowiąc jej zwieńczenie. Przemienienie jest obrazem Krzyża, który jak wiadomo wniknął bardzo głęboko w ziemię, ponieważ był postawiony na grobie Adama, pierwszego człowieka. Jezus zatem przemienia nie tylko własne ciało, czyli naturę ludzką jednostkową, ale sięga swoim przemienieniem do korzeni ludzkości, dając jej szansę przemiany. Skoro grzech pierworodny tak głęboko wniknął w struktury człowieczeństwa i przemienił je negatywnie, to równie głęboko, a może nawet jeszcze głębiej musi się rozpocząć proces zbawienia, nazywany drugim stworzeniem (św. Paweł – nowy człowiek). Dlatego pokuta jako zewnętrzny wyraz poszukiwania zbawienia posiada swoje motywacje w całej historii w skali makro i mikro. Podobnie pojedynczy człowiek w trakcie pokuty musi sięgnąć niejako do całego swojego dotychczasowego życia i przemienić je, nadając mu kierunek ku Bogu.

ks. Rafał Pokrywiński

Słowo Boże

Msze Święte

Porządek Mszy Św. w naszym kościele

Niedziela i święta:

7:00 - Msza Święta

8:30 - Msza Święta

10:00 - Suma

12:00 - Msza Święta z udziałem dzieci

18:00 - Msza Święta

Święta zniesione:

7:00, 8:30, 10:00, 18:00

Dni powszednie:

7: 00 i 18:00

Ciekawe strony

Online

Odwiedza nas 115 gości oraz 0 użytkowników.

Liczba odwiedzin

Liczba unikalnych wizyt:

licznik bloga

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R