logotype
image1 image2 image3

Parafia p.w. Świętego Andrzeja Boboli w Siemiatyczach

Drugie czytanie z ostatniej niedzieli to Hymn o miłości św. Pawła. Jest to jeden z najpiękniejszych fragmentów Biblii, wychwalający miłość i jej cechy na tle, czym ona nie jest. Nie wolno zapominać o pierwszym określeniu tego fragmentu, a mianowicie że jest to hymn, a więc z definicji coś co służy do śpiewania. Zawsze miłość łączyła się z formą śpiewaną. Rodzą się skojarzenia z wyznaniami miłości w formie śpiewanej „pod balkonem ukochanej Julii”. Muzyka wyraża i potęguje emocje, dlatego pozwala wyrazić lub uwydatnić stany duszy trudno osiągalne zwykłymi słowami. To właśnie dzięki muzyce można wyznać miłość lub wylać duszę w cierpieniu (np. Gorzkie Żale w polskiej tradycji). Nic na pogrzebie tak nie utuli żalu jak właśnie odpowiednia muzyka. Miłość przekracza miarę słów, posiada nadwyżkę znaczeniową niemożliwą do wypowiedzenia i dlatego domaga się jakiegoś jeszcze działania. W przypadku głosu ludzkiego, owym „więcej” jest śpiew, mówienie „do potęgi drugiej”. Ponadto śpiewanie możliwe jest dzięki wzmocnieniu siły głosu. Rzeczywiście śpiewając, mówimy mocniej nie tylko dzięki głośności, ale także poprzez wagę czy wartość słów. Taką funkcję spełniały poematy, w których wyśpiewywano mityczne wydarzenia fundujące jakiś naród czy podstawy religijne. Śpiewając stajemy się poniekąd bardziej ludźmi, ponieważ odkrywa się przed nami nasza istota w aspekcie diachronicznym, podnosimy duszę, otwieramy ją na coś więcej i dążymy do tego całym sobą. Poprzez muzykę wypełniamy przykazanie miłości bliźniego, bo dajemy mu coś czego sam sobie dać nie może. Następuje komunikacja poprzez muzykę, wykonywaną zawsze dla kogoś. Muzykować można tylko wspólnie i ma ona wyjątkową zdolność tworzenia wspólnoty.

 

Kiedy jednak przenosimy płaszczyznę rozważań na teren wiary, to miłość ludzka jest zaledwie cieniem i odpowiedzią na miłość Bożą. Stąd „Hymn o miłości” jest przyjęciem i opisem Miłości największej, śpiewem na cześć największego Hymnu. W tematykę teologii śpiewu wpisuje się ponadto końcówka tradycyjnego okresu śpiewania kolęd. Bożemu Narodzeniu towarzyszy wyjątkowo „głośny” śpiew anielski Gloria in excelsis Deo. Niebiańska muzyka Boga została usłyszana na ziemi dzięki nadzwyczajnej interwencji samego Boga, który stał się człowiekiem. Przez to niejako przetłumaczył śpiew Boga na muzykę ludzką. Oczywiście Słowo-Logos przyjmując ludzką naturę, nieskończenie ją przekracza i dlatego zostaje jeszcze tak wiele do wyrażenia, co oddajemy za pomocą terminu chwały (dawniej mówiło się chwalby) Bożej. Trzeba o niej opowiadać, a najlepiej ją wyśpiewywać swoim życiem. Ewangelia mówi nam o pełnych wdzięku słowach, które płynęły z ust Jezusa, co zauważali nawet Jego oponenci (Łk 4, 22). Ów wdzięk to coś więcej aniżeli krasomówstwo czy funkcja estetyczna. Odsyła on do źródła wszelkiego piękna, czyli piękna ontycznego – Boga. Słowa, które pięknie brzmią stanowią reminiscencję aktu stworzenia w akcie Wcielenia. Tylko Bóg mógł z takim wdziękiem coś wypowiedzieć.

Ludzkie śpiewanie zatem jest zawsze wtórne i bierze się nie, jak w przypadku muzyki świeckiej, z faktu, że coś w duszy gra, ale z głębszych pokładów ludzkości jako istot obdarzonych zdolnością rozpoznawania muzyki Bożej wyrażającej się w muzyce kosmicznej i religijnej. Dlatego potrzeba do muzyki religijnej także pozostałych elementów, czyli milczenia i słowa. Śpiew wiary bierze się ze słuchania w wierze, milczenia otwartego na transcendencję, na ewentualny głos Boga łącznie ze wszystkimi skutkami, czyli posłuszeństwo temu głosowi. Tu wchodzi element słowa-znaczenia, które dzięki rozumieniu wyraża się w śpiewie. Nigdy muzyka w sensie teologicznym nie może zniweczyć racjonalności, dlatego odróżniamy dobrą i złą muzykę. Dobra to ta, która prowadzi od słowa do słowa, która podnosi zmysły człowieka do jego ducha i jeszcze wyżej bez wykluczania udziału tego ostatniego. Natomiast muzyka zła w sensie religijnym to muzyka ekstatyczna, uwodząca, wprowadzająca w trans i pozbawiająca człowieka jego podmiotowości, pozwalająca uwolnić się od siebie samego i rozpłynąć się w strumieniu emocji. Trudno oczywiście wyznaczyć wyraźną granicę pomiędzy wyżej naszkicowanym typami muzyki, ale na pewno należy podejmować trud poszukiwania. Z drugiej strony, mamy przecież skarbiec muzyki kościelnej, a zwłaszcza liturgicznej. Nie znajdujemy się na pustyni, na rozdrożu zupełnie nie znając kierunku. Raczej zapomnieliśmy w otaczającym zamęcie muzycznym i przekształceniu muzyki w ideologię i dopasowaniu jej do rynku konsumenckiego o dziedzictwie chorału gregoriańskiego czy muzyki polifonicznej baroku (np. Palestriny). Traktujemy je jako historię, podczas gdy one stanowią tradycję (czyli „żywą” przeszłość). Kościół jest przecież ojczyzną piękna i dlatego mógł tak wiele osób pociągnąć do Chrystusa przez wieki. Wykorzystywał przy tym jeszcze starsze tradycje żydowskie, zwłaszcza Psalmy. Stanowią one przejście w Torze z Prawa do Proroków, tym samym wprowadzając element profetyczny do teologii muzyki. Śpiewanie ich nie jest zwyczajnym wykonaniem muzycznym określonego tekstu, ale w pewien sposób otwiera duszę na doświadczenie prorockie, przede wszystkim w dopasowania serca do woli Boga. Św. Grzegorz Wielki mówił, że przez psalmy śpiewane w sercu Bóg znajduje przystęp do niego i napełnia darem proroctwa oraz łaską skruchy. Dochodzimy zatem także do funkcji pedagogicznej śpiewu religijnego. Nie można bowiem widzieć w nim wyłącznie funkcji estetycznej. Ona jest pochodną wszystkich pozostałych, mimo że najbardziej rzucająca się w oczy. Śpiew z całego serca ułatwia więc dostrzegane własnych grzechów i pomaga wyrazić skruchę za nie, co jest koniecznym warunkiem pełnej skuteczności łaski Bożej w nas. Śpiewem można osiągnąć to, czego nie udaje się innymi sposobami. Szkoda tylko, że ludzie tak łatwo rezygnują z tego środka, usprawiedliwiając się brakiem umiejętności. To tak jakby ich głos został pozbawiony funkcji śpiewu. Najczęściej jednak chodzi o fakt niewyćwiczenia lub o zwyczajną niechęć, żeby oddawać Bogu chwałę. Gdyby popatrzyć lub – lepiej – posłuchać wiernych w czasie Mszy św., to można odnieść wrażenie, że ich wiara niezbyt się rozwinęła. Św. Tomasz z Akwinu pisał, że oddawanie chwały Bogu wznosi człowieka i odrywa od wszystkiego, co sprzeciwia się Jemu. To kolejne potwierdzenie ważnej funkcji antygrzechowej. Śpiewający bowiem przypomina anioła, który z definicji nie ma w sobie nic z grzechu, bo nieustannie oddaje chwałę Bogu. Zresztą, temat muzyki religijnej wiąże się z teologią chwały.

Moje doświadczenia z muzyką kościelną dotyczą Stanów Zjednoczonych i Włoch. Kiedy byłem jako legat naszej diecezji w Louisianie, odwiedziłem m.in. największy swojego czasu kościół tzw. czarny w USA. To co od razu przykuło moją uwagę to chóry gospelowe o danej charakterystyce śpiewające na każdej mszy niedzielnej. Tyle ile Mszy, tyle było chórów i osoby w nich się nie powtarzały. Każda Msza miała swój klimat. Albo we Włoszech też w parafii, gdzie pomagałem na święta, pamiętam, że było dwa czy trzy chóry i schola dziecięca. Ja sam nigdy nie należałem do żadnego chóru, ale dzisiaj żałuję, że właściwie nie odebrałem wcale wykształcenia muzycznego. Przez muzykę o wiele łatwiej przychodzi kochać Pana Boga. Nie zapomnę widoku śpiewającej zakonnicy z Monteforte, która co prawda nie miała jakiego specjalnego talentu muzycznego, ale w śpiewie wyrażała się cała. Patrząc na nią, miałem nieodparte wrażenie, że dopóki śpiewa zło nie może jej nic zrobić.

Śpiew odgrywa więc rolę zarówno humanizującą, jak i religijną odnoszącą się do chwały Bożej. Sam ludzki głos nie może w tym jednak wystarczyć i dlatego wołamy na pomoc całe stworzenie, szczególnie drzewo i metal, jakby obraz świata nieożywionego i ożywionego i z ich pomocą w formie instrumentów powstaje muzyka, której ucieleśnieniem są organy. Jest to instrument cesarski, używany w Bizancjum zwłaszcza w momentach podniosłych, podczas przemówień cesarza. Później w tej samej funkcji trafił on na dwór papieski i do jego liturgii, a stamtąd z kolei za pośrednictwem dworów biskupich na cały świat katolicki. Nie tylko więc próbujemy usłyszeć harmonię świata stworzonego przez Wielkiego Muzyka, ale wrócić do Niego poprzez odpowiedź z wykorzystaniem instrumentów. Człowiek harmonizuje w sobie cały świat i jego stworzenia, aby zarządzać nimi zgodnie z wolą Boga i przez nie do Niego zmierzać. Chce życiem jako ludzkość tworzyć koncert uwielbienia stwórcy, a świat zamienić na scenę wielkiej adoracji Stwórcy i Zbawcy.

ks. Rafał Pokrywiński

Słowo Boże

Msze Święte

Porządek Mszy Św. w naszym kościele

Niedziela i święta:

7:00 - Msza Święta

8:30 - Msza Święta

10:00 - Suma

12:00 - Msza Święta z udziałem dzieci

18:00 - Msza Święta

Święta zniesione:

7:00, 8:30, 10:00, 18:00

Dni powszednie:

7: 00 i 18:00

Ciekawe strony

Online

Odwiedza nas 42 gości oraz 0 użytkowników.

Liczba odwiedzin

Liczba unikalnych wizyt:

licznik bloga

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R