logotype
image1 image2 image3

Parafia p.w. Świętego Andrzeja Boboli w Siemiatyczach

Jan Paweł II mówił, że człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa. Dzisiaj należałoby dodać, że nie można go zrozumieć bez Dzieciątka Jezus. To ono wskazuje nam na tajemnicę naszego człowieczeństwa. Ludźmi się rodzimy, ale do końca nie wiemy, co to znaczy. Wiemy, że trzeba dążyć do nieustannego wzrostu, że istnieje jakiś proces stania się osobą ludzką, że są zadania na miarę człowieka. Nie jest to zupełnie abstrakcyjne, bo zostaliśmy wyposażenie także w ukryte siły działające niejako naturalnie, z którymi trzeba współpracować. Z drugiej strony jednak łatwo się gubimy i zapominamy o własnym wzniosłym powołaniu. Bóg, który się rodzi, objawia, ile piękna jest w człowieku i jego istnieniu na świecie. Jeśli to piękno złączyć z przyjściem na świat Boga, to światłości nie będzie końca. Niewielki płomień świecy adwentowego oczekiwania przemienia się w światłość przychodzącego życia. Boże Narodzenie i każde narodzenie wydobywa z człowieczeństwa potężną siłę duchową, dobro, aby się nim dzielić, stawać po stronie światła. Człowiek w nowonarodzonym Jezusie widzi swoją transcendencję, czyli że znaczy coś więcej, aniżeli się domyśla, czy wynika to z jego dotychczasowej historii (czasem tragicznej). Że istnieje powołanie do pełni człowieczeństwa, jakieś DNA duszy, które uzdalnia ją do relacji z Bogiem. Doświadcza jednak tego na sposób immanentny, bardzo delikatnie, adorując Jezusa. Mała dziecina odkrywa przed nami niezbadane obszary ludzkości, nieskończenie bogate w treść i inspirujące do działania poprzez płynne przejście, continuum na sposób ludzki. Bóg stał się bliski i już nie trzeba Go szukać wyłącznie w śladach stworzenia, bo znaleźć Go można w ludzkiej naturze.

Człowiek odkrywa w sobie samym tajemnicę dojrzewania, tajemnicę osoby. Musi stać się kimś i to nie może dokonać się naturalnie, choć proces ten dokonuje się niejako przy okazji wszystkich innych procesów życiowych, podlegania koniecznościom pracy i obowiązków. Człowiek staje się przez nie osobą, ale prawa wedle których to się dzieje, są prawami moralnymi, chodzenia do drogach dobra i unikania zła, które człowieka cofa w rozwoju, depersonalizuje. Jezus w momencie narodzenia przeświecał ogromną tajemnicą, niezwykłym blaskiem, choć później w całym życiu ukazał, na czym idealne człowieczeństwo polega. My zatem, aby osiągnąć to, co w nas jest złożone, musimy przyjść do Chrystusowego żłóbka, a później Go naśladować i prosić o moc do stania się człowiekiem według idei zamkniętej w nas przez Stwórcę. To, co najcenniejsze w człowieku ma postać dziecka. Kruchej istoty, o którą trzeba się nieustannie troszczyć, nigdy nie spuszczać z oka. Jednak okazuje się to największym szczęściem na świecie. Rodzice z radością wypełniają ten obowiązek, bo szczęście z towarzyszenia wzrostowi przewyższa wszystko. Jest radość ze wzrostu ducha w człowieku. Choć ostateczny wynik poznamy dopiero po śmierci.

Boże Narodzenie ukazuje człowiekowi zadania płynące z jego człowieczeństwa. Tak jak dorastamy fizycznie, jak ciało podlega ewolucji, tak samo powinno dziać się na poziomie ducha. Tutaj napotykamy na największe trudności. Tu rozwój czasem zamienia się w dewolucję, zwijanie się. Ilu ludzi powie, że wcześniej byli lepsi, a teraz to tylko grzechy i to coraz cięższe. Czy można Bogu powiedzieć „nie”, ale w imię czego, jak pytał Jan Paweł II w Przekroczyć próg nadziei. „Nie” rzucone nowonarodzonemu Jezusowi jest zawsze podobne do „nie” Heroda, które dąży do zabijania dzieci, aby uchronić swoje imperium zła. Dzieje się to na różnych poziomach, nie zawsze w tak skrajnej postaci, ale zasada działania jest ta sama. Można wskazać osoby dorosłe (zwykle celebrytów), którzy zachowują się jak dzieci, inni 60-latkowie mają nową żonę w wieku dwudziestu kilku lat. Ci, którzy w swoim człowieczeństwie nienawidzą dobra, predestynacji w Bogu, na przyjście na świat dziecka-Boga reagują agresją i nienawiścią. Grzeszność współczesnego świata objawia się nieposiadaniem dzieci, która jest zawoalowaną nienawiścią. Kiedyś to było przekleństwo, dziś jest to świadomy wybór, ale obiektywnie sytuacje jest ta sama. Błogosławieństwo Boże bierze się jak to zostało ukazane w Genesis z bycia płodnym i rozmnażania się. Stąd będzie strach przed Bożym Narodzeniem, kiedy coraz mniej dzieci, starsi w samotności spędzają wigilię, niejednokrotnie płacząc. Nie ma dzieci, to i nie ma małżeństw, pozostaje kultura singli. Ci także są nieszczęśliwi w Boże Narodzenie, choć może spędzają je na nartach w Alpach czy gdziekolwiek indziej. Wobec samych siebie wypieramy okres dzieciństwa, bo on zakłada, że coś już zostało w nas złożone i domaga się rozwinięcia. Nie jestem stwórcą siebie samego, nie ja decyduję o ostatecznych liniach rozwojowych swojego życia, ale mam wypełnić to, co złożył we mnie Bóg już na etapie stworzenia. Dzisiaj manipuluje się w genotypie ludzkiej duszy, odrywając ją od jej stwórcy i przez to pozbawiając możliwości spełnienia się. Także religię chce się odłączyć od dzieciństwa, mówiąc że chrzest to najlepiej przyjąć jako dorosły, który sam sobie wybierze wiarę, jaką będzie chciał, nie wolno mu nic narzucać. To jest świat bez Bożego Narodzenia, choć być może z zimową przerwą świąteczną. Jezus przychodzi na świat nie jako czysta karta, ale po to, by wypełnić wolę Ojca. On wie dokładnie, co będzie Jego udziałem. Dlatego potrzebujemy wiary w Jezusa Chrystusa, bo On nas poprowadzi.

Żeby jednak wypełnić trudne zadanie realizacji siebie w oparciu o Boży plan, należy widzieć w Bożym narodzeniu coś więcej niż tylko narodzenie człowieka. Boże Narodzenie to narodzenie Boga. Tylko Bóg może przynieść zbawienie, czyli spełnienie się w swojej naturze. On umożliwia dopełnienie ludzkiej osoby, choć przez wiarę, czyli w relacji z Jezusem Chrystusem. Głębokość i bogactwa Boga (Rz 11, 33) stały się dostępne w ludzkiej naturze Jezusa Chrystusa. Dzięki Niemu można spocząć na łonie Ojca. Boża Dziecina staje się pośrednikiem zbawienia, pokarmem na drodze. Jej obecność uświęcała Izrael 2000 lat temu, a dzisiaj w Eucharystii uświęca świat i każdego, kto przyjmuje ją pod postacią chleba. Nie na darmo Betlejem w języku hebrajskim nazywa się dom chleba. Podobnie jak kiedyś, Bóg przychodzi niepostrzeżenie, bardzo pokornie dając się w ręce ludzi, z których wielu będzie chciało Go zabić jak Herod, a dzisiaj profanuje Najświętszy Sakrament – jak ci z Milejczyc. Ale tym, którzy przyjmą Go z wiarą, stanie się pokarmem na drogę do wieczności, przemieni od wewnątrz, umożliwi stanięcie się w pełni człowiekiem. Człowiek zaś w pełni to nie człowiek doskonały, odizolowany w swojej wielkości, ale człowieczeństwo w najgłębszej swej istocie to relacja do Boga, przyjęcie do wspólnoty z Bogiem. Człowiek w definicji teologicznej to dziecko Boże na wzór Syna w relacji do Ojca. A więc, aby stać się w pełni człowiekiem potrzeba zostać na nowo zaakceptowanym przez Boga, wrócić do Niego po grzechu i trwać w przyjaźni z Nim. On zaś będzie przemieniał nas od środka przez swego Ducha. Tak jak dziecko naturalnie się rozwija i nie musi się zastanawiać, że teraz już przyszedł czas na zmianę zębów z mlecznych na stałe. To po prostu dokonuje się samo, pod warunkiem, że nikt nie przeszkadza, mechanicznie nie zakłóca działania naturalnych sił wzrostu. Podobnie w duchu, Bóg chce Bożego Narodzenia w duszy każdego człowieka pod warunkiem, że nie zostanie wygnany przez grzech. Skazany na tułaczkę wyrokiem Heroda, który chciał zabić Boga. Cóż za paradoks, zabić Boga! Ale aby to zrobić nie trzeba okrucieństwa, wystarczy nie przyjęcie Go do siebie. Tak jak dziecko, jeśli nie zostanie przyjęte, jest skazane na śmierć. Herod nie przyjął Jezusa do swojego dworu, ale właśnie skazał na śmierć. Dzieci nawet jeśli urodzone, a przecież miliony zabitych w łonie matki, może zostać odrzucone, nie obdarzone miłością, co zaważy na całym jego życiu. Na najgłębszym poziomie chodzi o akceptację samego siebie, swojej własnej duszy, którą tchnął w nas wraz z jej dynamizmami i otwartością Bóg.

Doroczne świętowanie Bożego Narodzenia pozostaje zawsze nadzieją. Uśpioną duszę można obudzić, może w końcu nowonarodzona Dziecina wzbudzi w nas pragnienie pójścia za powołaniem do świętości. To święto wydarza się zawsze ilekroć, ktoś przyjmuje dziecko do siebie, ktoś akceptuje prawo miłości a nie egoizmu, prawo odcięcia się od grzechu. Boże Narodzenie to wspaniałe święto, bo może wydarzyć się zawsze, kiedy człowiek otwiera się na Boga nie jako groźnego, ale przychodzącego jako małe dziecko, kiedy otwiera się na drugiego człowieka nie pod przymusem, ale z wolnej woli i z darem ofiarowania się siebie aż do śmierci w małżeństwie, kiedy przebacza, zupełnie dobrowolnie, nie czując się przymuszonym, kiedy ofiaruje swój czas dla ludzi odrzuconych, biednych, ubogich. Boże Narodzenie to najczęstsze święto na świecie, ale i jego przeciwieństwo również jest bardzo częste, czyli dwór Heroda. Szopka kontra dwór królewski.

Dzięki Bożemu Narodzeniu w człowieku rodzi się człowiek, człowiek staje się osobą, dopełnia się jego natura. Już nie żyje tylko po to, aby przeżyć, ale żyje dla kogoś, dla Boga. Doświadcza przedziwnego dynamizmu ludzkiej egzystencji, która ma sens, wyczekuje na przychodzącego Boga w drugim człowieku, któremu może oddać swoje siły. Boże Narodzenie to każda Msza św., podczas której przychodzi Chrystus równie bezbronny jak 2000 lat temu, ale też równie wszechmocny w przekształcaniu świata, który Mu odda pokłon. Mała Dziecina z Betlejem zmieniła oblicze ziemi. Dzisiaj kiedy chrześcijaństwo to największa religia na świecie, kiedy mnóstwo ludzi osiągnęło świętość i stanowi najwyższy wzór człowieczeństwa nawet dla niewierzących (np. Matka Teresa, Jan Paweł II), Bóg przychodzi z tą samą mocą do naszych rodzin i każdego z nas. Nie trzeba się jej obawiać, bo przychodzi tak bardzo naturalnie, choć nie da się jej zaczerpnąć z samej natury, trzeba ją otrzymać na zasadzie łaski. Ale jest ona dostępna dla każdego, kto prosi. Kościół katolicki otwiera swoje podwoje i ofiaruje każdemu wierzącemu Chrystusa, jak Maryja w szopce betlejemskiej, którą odwiedziło tak wielu ludzi. Każdy kto przyszedł odszedł umocniony i nie mógł nie odnieść wrażenia, że to Dziecię o wiele bardziej go obdarowało, niż on coś przyniósł. Wielu ludzi dzięki zrządzeniom boskim, którzy przyszli adorować Dziecię, po latach mogli dołączyć jako uczniowie Chrystusa lub być w Jego pobliżu jak o tym informują objawienia prywatne Katarzyny Emmerich. Pozostaje zatem skierować apel do wszystkich śpieszących dzisiaj do żłóbka betlejemskiego, aby dostrzegli zbawiające człowieczeństwo Jezusa, zaczerpnęli łaski stamtąd płynącej i otworzyli własne człowieczeństwo na spełnienie i przemianę. Niech nowonarodzony Jezus obudzi w nas ludzkie serce i odnowi dążenia ku Bogu. Nieśmy miłosierdzie przychodzącego Pana całemu światu.

ks. Rafał Pokrywiński

Słowo Boże

Msze Święte

Porządek Mszy Św. w naszym kościele

Niedziela i święta:

7:00 - Msza Święta

8:30 - Msza Święta

10:00 - Suma

12:00 - Msza Święta z udziałem dzieci

18:00 - Msza Święta

Święta zniesione:

7:00, 8:30, 10:00, 18:00

Dni powszednie:

7: 00 i 18:00

Ciekawe strony

Online

Odwiedza nas 91 gości oraz 0 użytkowników.

Liczba odwiedzin

Liczba unikalnych wizyt:

licznik bloga

2018  Parafia św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach  .;R